Zaklęcie nie podziałało. Być może nie skoncentrował się wystarczająco, lub różdżka była kapryśna. Być może też strach i świadomość tego co się dzieje, przesłaniały mu skupienie się nad zadaniem. Mimo to, nie chciał się poddać. Wciąż sobie powtarzał, że jest był, a raczej wciąż jest aurorem. Może nie zawodowo, ale wewnętrznie. Chciał chronić Olivię. A dom i sklep były także częścią jej własności. Jej domem. To był dom, który także przyjął go do siebie i zaakceptował. Jej rodzice powierzyli mu opiekę nad nią. A on nie chciał jej zawieść ani jej rodziców.
Stojąc na górze, musiał o krok się cofnąć, kiedy ogień lekko buchnął, jakby chciał go wypędzić z tego miejsca. Odkaszlnął przez rękaw swojego płaszcza i obejrzał się za Olivią, która stanowczo rzuciła zaklęcie, wyczarowując strumień wody. Ta siła w niej była godna podziwu.
Spojrzał w stronę szalejącego żywiołu, skupił ponownie i machnął znów, aby wyczarować strumień wody. Aby uratować to miejsce, które dla jego ukochanej znaczyło bardzo wiele.
Rzut na kształtowanie w celu utworzenia strumieni wody.
Akcja nieudana