Dopiero teraz zaczęło się robić naprawdę tłoczno. Wcześniej również wokół nich znajdowało się wielu ludzi, ale przy Ministerstwie gromadził się jeszcze większy tłum. Powinni się tego spodziewać, jednak jakoś tak wyszło, że założyli, że najgorsze będzie przemieszczanie się. Nie do końca to się zgadzało. Jasne, chciała wierzyć w to, że najgorsze za nimi, stąd wziął się jej entuzjazm związany z dotarciem na miejsce, jednak wiedziała, że nie był słuszny. Musiała się bowiem jeszcze nagimnastykować, aby bezpiecznie trafić do wnętrza budynku.
Ponownie jednak - nie zostawił jej samej sobie, nie odwrócił się na pięcie, nie odszedł. Nadal czuł się za nią odpowiedzialny, to było miłe, ale chyba też głupie. Nie powinien, aż tak brać tego do siebie, nie powinien aż tak przejmować się jej losem. Była mu obca. Czuła dziwną więź, która połączyła ich tego wieczora, było to dla niej zupełnie nowe, bo jeszcze nigdy nie przeżyła z nikim czegoś podobnego. Razem znajdowali się w samym sercu chaosu, spletli swoje drogi, związali je tego wieczora. To było coś innego od wszystkiego, co było jej znane, jeszcze nigdy chyba nie znajdowała się tak blisko śmierci, jak teraz. Udało jej się jej uniknąć, ale wiedziała, że nie było to jej zasługą, nie udałoby się jej to, gdyby nie ten zupełnie obcy mężczyzna, który zainteresował się jej losem.
Wisiała mu sporą przysługę, wartą zdecydowanie więcej od porzeczkowego lizaka, którego mu obiecała. Zdawała sobie z tego sprawę, Prue nie była głupia, wiedziała, jak klarowała się ta sytuacja. Będzie musiała go odnaleźć i jakoś wynagrodzić mu to wszystko, co dla niej zrobił. Czy w ogóle będzie to możliwe? Nie miała pojęcia, bo przecież nawet nie znała imienia mężczyzny, nie wiedziała kim jest, właściwie to niewiele o nim wiedziała poza tym, że miał dość kontrowersyjne podejście do jedzenia, i to, że nie był stąd o czym świadczył i jego akcent i to, o czym wspominał podczas ich rozmowy.
Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała jego słowa, doceniała to, co dla niej robił. Naprawdę starał się spowodować, że będzie się czuła pewnie. Nie sądziła, że ktokolwiek inny traktowałby ją w ten sposób, martwił się tym, jak się czuje z tym, co działo się wokół niej. Mimo tego, że się nie znali, to się o nią troszczył, a może jej się wydawało? Nie, wiedziała, że to nie były tylko pozory. Bez jakiegoś konkretnego powodu naprawdę przejmował się jej losem i tym, co czuła w tej chwili.
- Minuta brzmi nieźle, tylko uważaj na siebie, dobra? Nie chciałabym, żeby ktoś Cię uszkodził. - Nie była tutaj sama, powinien również przejmować się sobą. Nie dość, że dźwigał ją przez ten cały dystans, to teraz miał ryzykować ewentualnym uderzeniem w głowę, wszystko w imię czego? Nie była nikim istotnym, nie musiał się nią, aż tak przejmować, ale chyba chciał to robić, nie znała jego argumentów, nie wiedziała dlaczego to robił, ale ktoś musiał zadbać też o niego, dlatego wolała przypomnieć Fenwickowi o tym, aby na siebie również uważał.
Prychnęła głośno, gdy usłyszała jego kolejne słowa. No, ależ oczywiście, czego innego mogła się spodziewać? Musiał tam być. Ona nie dostała wolnego, pracowała wtedy w Mungu, gdzie na urlopy pozwalano od święta, przez co przegapiła ten festiwal, a ten tam był. - Oczywiście, że musiałeś tam być, nie znam nikogo bardziej cool od Ciebie, w ogóle nie wiem, jak niby mam się z Tobą mierzyć, kumplu. - Nie miała do niego podjazdu, i chyba zaczynało ją to trochę boleć.
- Dopóki nie zobaczę tatuażu, to nie uwierzę, sorka, możesz mnie oszukiwać. - Trochę go podpuszczała, tak, chociaż nie był to ani odpowiedni czas, ani miejsce, ale dobrze było po raz kolejny uciec myślami od tego, co działo się wokół nich. To działało, zresztą zauważyła to już wcześniej, kiedy on zajmował jej myśli rozmowami o jedzeniu.
- Wiesz, że mogło Ci coś odpaść, jeśli igła nie była sterylna? - Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, prawda, na pierwszy rzut oka jednak wydawał się mieć wszystkie kończyny, więc może nie zakończyło się to tak źle. Zresztą nie miała pojęcia o tym, że zrobił sobie tatuaż na dupie, tak to pewnie chciałaby zweryfikować, czy jej kawałek nie odpadł przez to zakażenie.
- Bądź gotowy na wszystko, nie chcę psuć niespodzianki. - Nie sądził chyba, że da mu odpowiedź podaną na tacy, prawda? Zresztą jeszcze nie miała jej przygotowanej, wiedziała jednak, że nie chciała, aby faktycznie wziął ją za sztywniarę, dlatego musiała przygotować coś wyjątkowego. - Za tydzień? Czy to za późno, kiedy zamierzasz wyjechać? - Nie miała pojęcia co spotka ich jutro, czy pojutrze, wiedziała, że sporo się może do tego czasu wydarzyć, a tydzień wydawał się całkiem, bezpieczną opcją na ewentualne, kolejne spotkanie. Nie, żeby w ogóle wierzyła w to, że faktycznie na siebie wpadną, ale skoro chciał termin - to mu go dała.
- Najwyraźniej jeszcze nie spotkałeś kobiety, która faktycznie potrafiłaby zrobić komuś krzywdę, to Twój szczęśliwy dzień, może zmienisz podejście. Zresztą lubię wyzwania. - Nie zamierzała mu grozić, bo niby dlaczego, ale z drugiej strony wiedziała, że stać ją na wiele, na pewno gdyby się odrobinę postarała to byłaby w stanie urwać mu głowę, czy coś. Nie mógł wątpić w jej umiejętności, może nie chodziło jej o to, o czym wspominał, ale miała swoje, zupełnie inne metody, bardziej dosłowne.
Śmiał się, to chyba dobrze? Nie było sensu jakoś za bardzo przejmować się tą sytuacją w której się znaleźli, nic złego nie mogło im się przytrafić, nastawienie było przecież bardzo istotną sprawą, a oni mieli je teraz wyjątkowo dobre.
Poczuła, że zmienił pozycję, wychylił się do przodu, to był ten moment, w którym musiała się skupić i spróbować wdrapać się wyżej. Wzięła głęboki oddech, aby nieco się odprężyć i wtedy usłyszała jego słowa, tym razem to ona parsknęła śmiechem. - Cycki są całkiem dobrze schowane, nie tak łatwo byłoby mi je pokazać, ale dzięki za radę. - Była całkiem przydatna, gdyby się zapomniała, bo przecież każdy mógłby się pomylić, prawda?
W końcu zaczęła się wspinać, właściwie wspinaczka, to było chyba nieco za dużo powiedziane, przesuwała się ostrożnie, aby zmienić pozycję, znaleźć się jeszcze wyżej, nigdy nie robiła podobnych rzeczy, więc podchodziła do tego raczej ostrożnie. Jej ruchy były opanowane, bo nie chciała wbrew temu, co mówiła urwać mu głowy, wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu, bo mógłby na tym ucierpieć. Zaczęła od rąk, przesuwała je wyżej, a później podciągała dalszą część ciała, kawałek po kawałku, aż w końcu jej nogi znalazły się na jego ramionach, zadowolona z sukcesu, złapała dłonią jego kitkę, którą sama związała mu wcześnie, właściwie to nieco mocniej ją ścisnęła, bo zauważyła, że włosy zaczęły mu się z niej wymykać. - Jestem, kurwa. - Powiedziała wprost do jego ucha, bo znajdowała się teraz praktycznie przy nim. Zazwyczaj nie wyrażała się w ten sposób, ale była zadowolona, że udało jej się to zrobić, bo jeszcze chwilę wcześniej nie do końca wierzyła w sukces tej misji.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control