13.04.2025, 08:09 ✶
-Dokładnie - przytaknęła, wpatrując się w Morpheusa - Ludzi bardzo ciekawi brak obrączki na pańskim palcu i jak tak na pana teraz patrzę, to mnie również zaczyna - wyznała z szelmowskim uśmiechem. Inaczej go sobie wyobrażała, no dobra był stary, ale na dziada nie wyglądał. Był przystojny, miał duże dłonie i przyzwoity wzrost. W dodatku bił od niego rodzaj niespokojnej, intrygującej energii, która wabiła miłośników adrenaliny. Biedny też nie był. Więc jasnym było, że to był jego wybór. Kandydatek pewnie miał pod dostatkiem. A może nawet korzystał. Może te dywagacje na temat haremu były prawdą, a przynajmniej w jakiejś części.
Co zrobił? Jej brat ciągle coś robił co doprowadzało ją do szału - a przynajmniej od śmierci Roberta. Jakby w jego głowie przeskoczył jakiś przełącznik. I gdyby Charles nie był już wyrosłym dzieckiem, a niemowlęciem, to by mogła zasugerować, że to mamuna podmieniła go na jedno ze swych dzieci.
-Znowu... to odpowiednie słowo. Znowu - prychnęła, krzyżując ręce na piersi - Pod koniec lata postanowił nas poróżnić, postradał zmysły i zechciał wkroczyć ze mną na ścieżkę niezgody, a ja nie dam sobie ubliżać... a wczoraj przelał czarę goryczy, podnosząc łapy na Malfoya - wzruszyła ramionami, przenosząc wzrok na wuja - Powinnam... ale to ojciec powinien doprowadzić swojego dzieciaka do porządku, zanim ja przetrącę mu nos i połamie wszystkie palce... - mruknęła. Skłonności do agresji miała od zawsze i Anthoni bardzo dobrze o tym wiedział. Za uroczą twarzyczką i wielkimi błękitnymi oczyma krył się mały furiat, o których historiach niegdyś przychodziło mu słuchać. A jednak mało kiedy ciągnięta była do odpowiedzialności, gdyż efekt aureoli świecił nad jej duszyczką, a opowieści szyła na poczekaniu.
-No... dobrze - skinęła głową, gdy wuj zaproponował kontakt do kogoś innego. Co prawda średnio ufała obcym, ale ufała Antoniemu.
Przeniosła wzrok na Theodora, który po chwili był w centrum zainteresowania obecnych, słuchała jego słów, a gdzieś w połowie postanowiła odwrócić wzrok, gdy Theo zaczął się ciut zapędzać w opowieściach. A jednak nie mogła powstrzymać się od nieco rozbawionego, a nieco zmieszanego uśmiechu. Przeszła powoli po pokoju, zawróciła, powoli idąc na powrót w ich stronę, mając całą trójkę przed sobą. Jak na tacy.
Przechyliła delikatnie głowę w bok, krzyżując dłonie na piersi, a słowa Theodora stopniowo zaczęły się rozmazywać, oddalać, zlewać z ciszą, gdy ona łapała ostrość. Skupiając się na całej trójce.
-To wybrałeś moment - wymruczała z głupim, nieco zmieszanym uśmiechem, acz nie spojrzała na chłopaka, chcąc mieć całą trójkę w zasięgu wzroku, a co mogło wyglądać jak swoiste speszenie sytuacją - chętnie.. - szepnęła, nie gubiąc uśmiechu i starając się nie utracić skupienia, bo propozycja Theodora w pewnym sensie była rozpraszająca. Do tego stopnia, że wiedziała kogo będzie winić za ewentualną porażkę.
Połaskoczę was hihi
Rzut na nici:
Co zrobił? Jej brat ciągle coś robił co doprowadzało ją do szału - a przynajmniej od śmierci Roberta. Jakby w jego głowie przeskoczył jakiś przełącznik. I gdyby Charles nie był już wyrosłym dzieckiem, a niemowlęciem, to by mogła zasugerować, że to mamuna podmieniła go na jedno ze swych dzieci.
-Znowu... to odpowiednie słowo. Znowu - prychnęła, krzyżując ręce na piersi - Pod koniec lata postanowił nas poróżnić, postradał zmysły i zechciał wkroczyć ze mną na ścieżkę niezgody, a ja nie dam sobie ubliżać... a wczoraj przelał czarę goryczy, podnosząc łapy na Malfoya - wzruszyła ramionami, przenosząc wzrok na wuja - Powinnam... ale to ojciec powinien doprowadzić swojego dzieciaka do porządku, zanim ja przetrącę mu nos i połamie wszystkie palce... - mruknęła. Skłonności do agresji miała od zawsze i Anthoni bardzo dobrze o tym wiedział. Za uroczą twarzyczką i wielkimi błękitnymi oczyma krył się mały furiat, o których historiach niegdyś przychodziło mu słuchać. A jednak mało kiedy ciągnięta była do odpowiedzialności, gdyż efekt aureoli świecił nad jej duszyczką, a opowieści szyła na poczekaniu.
-No... dobrze - skinęła głową, gdy wuj zaproponował kontakt do kogoś innego. Co prawda średnio ufała obcym, ale ufała Antoniemu.
Przeniosła wzrok na Theodora, który po chwili był w centrum zainteresowania obecnych, słuchała jego słów, a gdzieś w połowie postanowiła odwrócić wzrok, gdy Theo zaczął się ciut zapędzać w opowieściach. A jednak nie mogła powstrzymać się od nieco rozbawionego, a nieco zmieszanego uśmiechu. Przeszła powoli po pokoju, zawróciła, powoli idąc na powrót w ich stronę, mając całą trójkę przed sobą. Jak na tacy.
Przechyliła delikatnie głowę w bok, krzyżując dłonie na piersi, a słowa Theodora stopniowo zaczęły się rozmazywać, oddalać, zlewać z ciszą, gdy ona łapała ostrość. Skupiając się na całej trójce.
-To wybrałeś moment - wymruczała z głupim, nieco zmieszanym uśmiechem, acz nie spojrzała na chłopaka, chcąc mieć całą trójkę w zasięgu wzroku, a co mogło wyglądać jak swoiste speszenie sytuacją - chętnie.. - szepnęła, nie gubiąc uśmiechu i starając się nie utracić skupienia, bo propozycja Theodora w pewnym sensie była rozpraszająca. Do tego stopnia, że wiedziała kogo będzie winić za ewentualną porażkę.
Połaskoczę was hihi
Rzut na nici:
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana