Odwiedzanie Borgina&Burkes'a należało do specyficznych doświadczeń. Nawet jeżeli było się częścią rodziny, która sprawowała pieczę nad tym przybytkiem. Nigdy nie można było spodziewać się niczego konkretnego, a już na pewno nie po Michaelu, który pełnił tam jedną z ważniejszych funkcji.
Stanley nie zadawał zbędnych pytań, a po prostu ruszył na piętro - tak jak został poproszony. Nie widział żadnego sensu, aby na razie wszczynać jakieś pretensje czy protesty. Musiał się wstrzymać do pierwszych słów swojego krewniaka.
Młodszy z dwójki Borginów wszedł do pomieszczenia i zatrzymał się gdzieś w okolicach jego środka. Pozostawił prowadzenie tego spotkania w rękach Michaela - przynajmniej na razie.
- Witaj - odwzajemnił przywitanie - Niezmiernie się cieszę z tego powodu - przyznał, kiwając głową z uznaniem. Nie spuszczał go jednak ze wzroku. Bacznie obserwował każdy jego ruch. Każdy jego krok. Człowiek się jednak nauczył pewnych rzeczy w Ministerstwie i nie tak łatwo szło o tym zapomnieć.
- Spokojnie. Nie zapomniałem. Swojego słowa też dotrzymuję - odparł, odbierając kopertę. Stanley nie sprawdził jej zawartości, a jedynie schował do wewnętrznej kieszeni w swoim płaszczu - Co zresztą też powinieneś dobrze pamiętać, bo jako jedyny mam sukcesy na polu poszukiwania... - przełknął ślinę, unosząc brew do góry - Twojej ukochanej wnuczki Menodory - przypomniał. Nie miało to wydźwięku szyderczego czy czegoś w tym stylu. Nic z tych rzeczy. Borgin chciał mu tylko przypomnieć, że jest lojalny swojej rodzinie i dotrzymuje danego słowa. W końcu obiecał dopomóc sprawę zdrajców rodziny, więc musiał się teraz zaaranżować.
Stanley przyglądał się zeszytom, które wyciągnął Michael. Jakim prawem one się jeszcze nie rozpadły? To było pytanie, które nie miało ujrzeć światła dziennego, ponieważ nie należało zbytnio denerwować poczciwego Borgina. Merlin jedne wie do czego był zdolny.
- Obawiam się, że musisz być bardziej precyzyjny. Co "dlaczego"? - odparł, podchodząc bliżej rejestrów - A po drugie to nie żadna moja panienka Parkinson, a narzeczona mojego przyjaciela, więc komentarze do tej części zostawmy za sobą. Uznajmy, że będą zbędne - podniósł wzrok na Michaela - No chyba, że ten temat też chcesz poruszyć? - dodał z pewnym przekąsem, powracając do ksiąg, które przed chwilą zostały położone na blacie.
- Mówisz, że nie tylko "nasi" lubują się w tego typu rzeczach? - zapytał, a następnie otworzył zapiski. Stanley nie miał zamiaru ignorować słów swojego krewnego, więc starał się zarówno czytać i słuchać ewentualnej odpowiedzi.
- Nie mam nic do ukrycia, więc z chęcią odpowiem na Twoje pytania. Liczę, że zrobisz to samo z moimi
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972