14.04.2025, 20:03 ✶
Serce Samuela rozpuściło się.
Było totalnie rozlazłą kałużą rozlazłości, gdy Mabel wypowiedziała z właściwą sobie swobodą "tato". No był sprzedany totalnie i absolutnie i bardzo, bardzo, bardzo musiał się starać, żeby to rozpuszczone serce nie wyciekło mu oczami. Cokolwiek potem już powiedziała dziewczynka, cokolwiek powiedział jej spasiony kocur... to nie miało znaczenia, bo znów (jak z resztą za każdym razem) sposób w jaki rozbrajała go jednym prostym słowem sprawiał, że chciał jeszcze bardziej i bardziej się dla niej starać.
Gdy wkroczyli do kawiarnianej kuchni a tam nie było Nory, nie przejął się tym zbytnio. To było normalne że panna jeszcze Figg doglądała swojego obejścia, pracowała ciężko i lubił - gdy Mabel już spała sobie smacznie - schodzić czasem na dół i mimo londyńskiego gwaru i mnóstwa drażniących zapachów, lubił obserwować jak pracuje, jak porusza się między stolikami i każdego zna, jakby był jej najlepszym przyjacielem, każdemu podsunie słodycz według upodobania, każdemu poprawi humor swoim szerokim uśmiechem, którego odbicie teraz widział w drobnej twarzyczce jej córki. Ich córki. Jakież to było wspaniałe uczucie być ojcem, Samuel wciąż nie mógł sobie poradzić z tym wszystkim, ale był po prostu szczęśliwy.
Nie spodziewał się nawet, że lada moment jego imię zostanie poddane próbie.
Nie zwracał uwagi za bardzo na to co działo się na zewnątrz, nie zwracał uwagi, że coraz więcej niepokojących dźwięków stamtąd dobiegało. Czuł się bezpiecznie i ciepło do wnętrz klubokawiarni. Czuł się tu dobrze.
– No już szybciutko... bierz ee... kanapkę i daj tam ogórka. Pomidora? Mięso koniecznie, trzeba jeść mięso, moja własna mama właściwie jadła tylko mięso i orzechy. – Nie ważne, że było to najprawdopodobniej podyktowane postępującą klątwą. – Ale no... pamiętasz co mam mówiła o zdrowych rzeczach. Może... może marchewka? – zaproponował, a potem wpadł na kompromis doskonały. – Może ciasto marchewkowe...? – szeroki uśmiech zabłysł na poczciwej twarzy ale szybko odkryli, że ciasta marchewkowego nie ma już w kuchni, ale powinno jeszcze być do wydawania, więc rozpoczęli swoją pielgrzymkę na przody, do części dedykowanej klienteli.
Gdy dostrzegł stojącą przy oknie Norę jeszcze nie wiedział, że były to ostatnie momenty spokoju.
– Hej kochanie!– krzyknął i w długich sprężystych krokach dołączył do swojej słodkiej narzeczonej, obejmując ją od tyłu i całując delikatnie bark. Zakładał, że Mabel wykrada właśnie miód pszczołom, on musiał odwrócić uwagę królowej matce. – Dzisiaj masaż miodowym olejkiem czy morskim życzy sobie moja pani po pracy?
Było totalnie rozlazłą kałużą rozlazłości, gdy Mabel wypowiedziała z właściwą sobie swobodą "tato". No był sprzedany totalnie i absolutnie i bardzo, bardzo, bardzo musiał się starać, żeby to rozpuszczone serce nie wyciekło mu oczami. Cokolwiek potem już powiedziała dziewczynka, cokolwiek powiedział jej spasiony kocur... to nie miało znaczenia, bo znów (jak z resztą za każdym razem) sposób w jaki rozbrajała go jednym prostym słowem sprawiał, że chciał jeszcze bardziej i bardziej się dla niej starać.
Gdy wkroczyli do kawiarnianej kuchni a tam nie było Nory, nie przejął się tym zbytnio. To było normalne że panna jeszcze Figg doglądała swojego obejścia, pracowała ciężko i lubił - gdy Mabel już spała sobie smacznie - schodzić czasem na dół i mimo londyńskiego gwaru i mnóstwa drażniących zapachów, lubił obserwować jak pracuje, jak porusza się między stolikami i każdego zna, jakby był jej najlepszym przyjacielem, każdemu podsunie słodycz według upodobania, każdemu poprawi humor swoim szerokim uśmiechem, którego odbicie teraz widział w drobnej twarzyczce jej córki. Ich córki. Jakież to było wspaniałe uczucie być ojcem, Samuel wciąż nie mógł sobie poradzić z tym wszystkim, ale był po prostu szczęśliwy.
Nie spodziewał się nawet, że lada moment jego imię zostanie poddane próbie.
Nie zwracał uwagi za bardzo na to co działo się na zewnątrz, nie zwracał uwagi, że coraz więcej niepokojących dźwięków stamtąd dobiegało. Czuł się bezpiecznie i ciepło do wnętrz klubokawiarni. Czuł się tu dobrze.
– No już szybciutko... bierz ee... kanapkę i daj tam ogórka. Pomidora? Mięso koniecznie, trzeba jeść mięso, moja własna mama właściwie jadła tylko mięso i orzechy. – Nie ważne, że było to najprawdopodobniej podyktowane postępującą klątwą. – Ale no... pamiętasz co mam mówiła o zdrowych rzeczach. Może... może marchewka? – zaproponował, a potem wpadł na kompromis doskonały. – Może ciasto marchewkowe...? – szeroki uśmiech zabłysł na poczciwej twarzy ale szybko odkryli, że ciasta marchewkowego nie ma już w kuchni, ale powinno jeszcze być do wydawania, więc rozpoczęli swoją pielgrzymkę na przody, do części dedykowanej klienteli.
Gdy dostrzegł stojącą przy oknie Norę jeszcze nie wiedział, że były to ostatnie momenty spokoju.
– Hej kochanie!– krzyknął i w długich sprężystych krokach dołączył do swojej słodkiej narzeczonej, obejmując ją od tyłu i całując delikatnie bark. Zakładał, że Mabel wykrada właśnie miód pszczołom, on musiał odwrócić uwagę królowej matce. – Dzisiaj masaż miodowym olejkiem czy morskim życzy sobie moja pani po pracy?