Miała wrażenie, że tłum, który ich otaczał gęstniał, ludzie pojawiali się znikąd. Najwyraźniej wszyscy uznali to miejsce, jako jedno z najbardziej bezpiecznych w Londynie. Nie ma się co dziwić, każdy chciał się schronić przed tym, co działo się wokół nich. Mimo tego, że pożar nie wydawał się zmniejszać, czuła się całkiem bezpiecznie, co było zupełnie irracjonalne, zważając na to, że ciągle do ich płuc docierał dym, który utrudniał oddychanie, popiół nie przestawał sypać się z nieba, a czarne chmury nadal otaczały miasto. Wiedziała, że pokonali sporą drogę, aby się tutaj znaleźć, byli już niemalże u celu, miała wrażenie, że im się uda, musiało im się udać po tym wszystkim, nie mogło być inaczej. Nie miała w zwyczaju raczej myśleć jakoś szczególnie pozytywnie, ale czuła, że w tej chwili to było właściwe. Naprawdę nastawiła się na to, że ten wieczór zakończy się ich wspólnym sukcesem.
- Nieładnie tak rzucać w kogoś epitetami, których nie ma możliwości zrozumieć. - Te słowne przepychanki nie były na miejscu, jednak wydawało jej się, że dzięki tej rozmowie byli w stanie jakoś się skupić na sobie samych, jakby dzięki temu, aż tak nie uderzało w nich to, co działo się wokół. Jasne, trudno było zupełnie ignorować to ciężkie powietrze, krzyki, czy przepychający się tłum, ale chyba tak naprawdę było prościej. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek wda się w taką dziwną dyskusję z kimś obcym, szczególnie w sytuacji zagrożenia życia, w jakiej się aktualnie znajdowali, ale to naprawdę działało. Pozwalało jej się niezbyt przejmować tym, co działo się przed ministerstwem. Odciągało myśli Prudence od najgorszego.
- No jasne, nie ma to jak karać milczeniem. - Zmarszczyła nos, kiedy zobaczyła, że przewraca oczami, miała ochotę pokazać mu język, ale to byłoby chyba nie na miejscu, wiec się powstrzymała, chociaż całkiem bawiły ją te lekkie przekomarzania.
- Dokładnie tak, pomyślą, że sobie Ciebie wymyśliłam. - To byłoby całkiem logiczne, prawda? Jedna kartka? Nie mogłaby nazwać przyjacielem kogoś, kto wysłałby jej tylko jedną kartkę, zdecydowanie potrzeba było czegoś więcej. - Musisz więc zacząć od wyjątkowo dobrej pierwszej kartki, żeby było z czego spadać. Wiesz, jak będą za bardzo żenujące nie będą mogła powiesić ich na mojej cool lodówce, w moim cool mieszkanku. - To chyba też było całkiem proste, musiała mieć swoje standardy, prawda? Nie, żeby przez jej mieszkanie przewijały się tłumy ludzi, ale przecież tego nie wiedział, czyż nie?
- Nie wiem, czy poradzę sobie z tą Twoją całą zajebistością, jakbym nie dawała rady, znowu będziesz musiał mnie uratować. - To chyba wchodziło mu w nawyk, prawda? Jasne, niby nic nie musiał, ale w tym wypadku to byłoby tylko i wyłącznie jego winą, więc tak, to on byłby odpowiedzialny za ewentualne uratowanie jej przed byciem bardzo cool. Mogłaby tego nie dźwignąć, biedna Prudence.
Nie da się ukryć, że Bletchley była dość bezpośrednia, przynajmniej w tej chwili. Jakoś za bardzo nie hamowała się z tym, co miała do powiedzenia, to pewnie nastrój tego wyjątkowego wieczoru powodował u niej tę spontaniczność. Nie powinna o tym wspominać, wiedziała o tym. Nie było to nic niezobowiązującego, ludzie reagowali na to zazwyczaj w jeden sposób, zaczynali mówić jak im przykro, że spotkało ją coś takiego. Nie umiała na to za bardzo odpowiadać, to ciągnęło się za nią już dosyć długo. Nie pozbyła się tego cholernego pierścionka, bo czuła na sobie pewną odpowiedzialność wiążącą się z tym, co się wydarzyło. Nie uratowała Liama, nie udało jej się tego zrobić. Miała zostać jego żoną, czy był to odpowiedni czas na to, aby móc ruszyć dalej? Zwlekała z tym dosyć długo, bo bała się tego, że mogą ją zacząć oceniać, mogliby stwierdzić, że za krótko cierpiała, czy w ogóle istniały jakieś standardy? Czy jeszcze kiedykolwiek będzie mogła żyć normalnie, jakby nie była tą dziewczyną, której zdaniem otaczających ją ludzi cały świat się rozsypał? Czasem miała wrażenie, że zbyt mało cierpi, że nie powinna tak szybko pogodzić się ze swoim losem. To było dość przytłaczające, ale przecież musiała ruszyć do przodu. Nie oczekiwała litości, nigdy tego nie potrzebowała. Minęło już wystarczająco czasu, aby wszystko jakoś poukładała sobie w głowie, gorzej z otaczającym ją światem, o czym przypominały jej dyskretne spojrzenia rzucane gdy tylko pojawiała się między znajomymi.
Dostrzegła oczywiście jego chwilowe zmieszanie, powinna była ugryźć się w język, ale na to było teraz już zbyt późno, miała nadzieję, że wybaczy jej tę odrobinę szczerości. Naprawdę nie chciała się teraz skupiać nad jej trudnym, życiowym doświadczeniu, poradzą sobie bez tego.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło. - Po raz kolejny tego wieczoru, prawda? Nie miała jednak znowu problemu z tym, aby przeprosić go za to, że była nieco zbyt otwarta, miała nadzieję, że jej wybaczy, bo nie chciała, aby to cokolwiek zmieniło. Nie, kiedy jeszcze chwilę wcześniej tak lekko sobie dyskutowali, oczywiście, że musiała to spierdolić, nie byłaby sobą. Prudence zdecydowanie miała problem z rozmowami z ludźmi, to tylko to potwierdziło. - Nie sądziłam, że są jakieś zawody na najbardziej dramatyczną historię, jeśli tak, to chyba pierwszy raz coś wygrałam. - Próbowała nadać tonowi swojego głosu bardzo lekkie brzmienie, naprawdę nie bolało ją jakoś szczególnie to, że poruszyła ten temat. Rany, które z początku były dość głębokie wydawały się już zabliźnić.
- Czy ja wiem, każde braki da się jakoś uzupełnić, chyba? - Przynajmniej tak się jej wydawało. Nic nie było stałe, można było zmienić tak naprawdę wszystko, wiele zależało od doświadczenia, a tylko krowa nie zmieniała poglądów, czy jakoś tak.
- Jak to nie takie cool, przecież ustaliliśmy już, że jesteś najbardziej cool, nic Ci tego nie odbierze. - Nie chciała, żeby poczuł się przez to, co powiedziała nieswojo, nie powinien przez nią się hamować, bo całkiem przyjemnie jej się z nim wcześniej gawędziło, naprawdę nie chciała wprowadzać między nimi jakiejś wisielczej atmosfery, powinna była się ugryźć w język, zdecydowanie.
Bletchley tak naprawdę nie miała zbyt wielu możliwości, aby oderwać się od codzienności. Spełniała oczekiwania, to było pewne. Zachowywała się w sposób, w jaki powinna postępować dobrze ułożona panna z klasy średniej. Wyśmienicie się uczyła, później skończyła akademię, została lekarzem, tak jak jej ojciec. Miała ułożony plan, którego się trzymała. Tylko, czy właściwie to był jej plan? Nie chciała rozczarować najbliższych, więc próbowała jakoś znaleźć swoje miejsce na świecie. Nie było to szczególnie spontaniczne, raczej po prostu starała się myśleć o tym, jak podejmowane przez nią decyzje mogłyby wpłynąć na jej najbliższych. Być może przez to zaczęła gdzieś tracić siebie, jednak wcześniej jakoś szczególnie się nad tym nie zastanawiała. Było to bowiem całkiem komfortowe, jak wspomniał, miała swoje mieszkanko, swoją posadkę w ministerstwie. Nieco się zmieniło, gdy zaczęła zagłębiać się w te nielegalne tajniki magii, wtedy poczuła, że robi coś dla siebie samej, zresztą praktycznie nikomu o tym nie opowiadała, bo to nie było szczególnie mile widziane w czarodziejskim świecie, szkoda, że zaczęła się spełniać akurat w takich praktykach, ale z drugiej strony, czy też to nie było tym bardziej ironiczne. Ta ułożona Prudence, sprawiająca pozory naprawdę uporządkowanej i ugrzecznionej osoby, miała swoje ciemne tajemnice, w które zapewne nikt nie byłby w stanie uwierzyć, gdyby kiedyś o nich opowiedziała.
- Szerokie to może zbyt dużo powiedziane, ale nie da się ukryć, że doświadczyłam tego na własnej skórze, to znaczy na własnej grzywce. - Była przecież tylko kobietą. Której nie zdarzyło się w akcie desperacji, wkurwienia, chwilowego napadu przytłaczjących emocji sięgnąć po tę naprawdę głupią decyzję? No właśnie, chyba większość miała za sobą takie epizody, nawet ona. Oczywiście, że zawsze kończyło się to tak samo. Niemożnością spojrzenia w lustro przez pierwsze dwa tygodnie od momentu, w którym doszło do spontanicznego obcięcia włosów.
Bletchley nie miała w zwyczaju niepotrzebnie ryzykować. Oczywiście, że zdarzały się momenty, w których nie dało się przewidzieć tego, co miało się wydarzyć, jednak pewne czynności, niosły ze sobą oczywiste konsekwencje. Bez sensu byłoby je ignorować. Cóż, na szczęście już ustalili to, że ona tutaj była sztywniarą. Jasne, niesterylna igła w pośladku nie była czymś strasznym, łatwo byłoby coś z tym zrobić, mimo wszystko, ona pewnie zastanowiłaby się dwa razy nad swoim zachowaniem.
- Podstawy medycyny nie są takie trudne, a komuś jak Tobie mogą się przydać, podejrzewam, że często obrywasz. - To nie tak, że miała coś złego na myśli. Zdawała sobie sprawę, że istniały zawody, w które po prostu było wpisane większe ryzyko, ktoś jednak musiał się tym zajmować, czyż nie? Klątwołamacze mieli naprawdę trudną pracę, która po prostu wiązała się z niebezpieczeństwami. - Oczywiście tamci wyglądają gorzej, na pewno po starciu z Tobą wyglądają gorzej. - Mimo wszystko spotykała przecież osoby zajmujące się podobnymi sprawami na oddziale w Mungu, widziała wielu pokiereszowanych przez magiczne bestie, miała świadomość, że takie rany mogły być naprawdę parszywe. - Faktycznie fizyka kwantowa musi być Ci bliższa, zupełnie nie trafiłam z porównaniem, widzisz, ja się nie znam na tym praktycznie wcale, tak samo na pieczętowaniu, czy klątwołamaniu, nie można być przecież biegłym we wszystkim. - Wiedziała, że miała pewne braki, z którymi właściwie się już pogodziła, gdy była młodsza lubiła sobie udowadniać, że jest w stanie błyszczeć we wszystkim, z czasem jednak jej to przeszło. Nie było sensu się zabijać, raczej sprzyjało jej skupienie się na swoich faktycznych konikach.
Prue lubiła liczby, teoria nigdy nie była dla niej szczególnie trudna do przyswojenia, dużo gorzej jednak szło, kiedy w grę wchodziła praktyka. Tutaj pojawiał się problem, bo miała tendencje do nadmiernego analizowania sytuacji. Mogłaby wykładać wiedzę, jednak nigdy nie poradziłaby sobie z jej zastosowaniem w życiu. Była nieco popsuta jeśli o to chodzi, oczywiście starała się jakoś obejść ten problem, ale różnie jej to wychodziło, czasem lepiej, czasem gorzej.
Bletchley była przyzwyczajona do spokojnego życia. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Od lat trwała w pewnej rutynie, w której się odnajdywała, czasem tylko zastanawiała się nad tym, co by było gdyby. Nigdy jednak nie realizowała tych mrzonek. Brakowało jej odwagi, być może. Nie wszyscy mogli zdobywać świat, niektórzy musieli zachowywać się w ten zachowawczy sposób. Tak przecież wyglądał świat.
Może nie świadczyło to o niej szczególnie dobrze, tak naprawdę nigdy nie zaznała prawdziwego głodu, no, może poza tymi momentami, gdy się na czymś zbyt mocno fiksowała i zapominała o takich trywialnych potrzebach, jakimi było jedzenie, jednak poza tym nie miała prawda narzekać. Jej życie było całkiem lekkie, ale to przez to, że wybrała sobie taką drogę, całkiem wygodną. Miała jednak inne braki, o czym przecież wspominała, nie była taka cool, brakowało w jej życiu spontaniczności, coś za coś.
- Pikantne przyprawy jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale sól? Sól? Duża ilość soli przydaje się tylko do usypywania kręgów, czy pentagramów. - Zdecydowanie nie mogłaby spożyć czegoś co byłoby zbyt słone. Już chyba wolałaby nie jeść. Na szczęście podsunął kilka możliwości i chociaż jedna mogła być przez nią zaakceptowana. Nie, żeby musiała się stosować do tych rad, bo takie problemy raczej jej nie dotyczyły, mimo wszystko dobrze wiedzieć, że zawsze było jakieś rozwiązanie.
- Dwa w jednym, w sumie całkiem niezła metoda, widać, że się znasz na rzeczy. - Najwyraźniej miał doświadczenie we wszystkim, w czym ona nie miała, to było całkiem zabawne, że znaleźli się razem tego wieczora podczas tego chaosu, który pochłaniał miasto. Wbrew pozorom naprawdę zaczęło ją to skłaniać do przemyśleń, pewnie gdy się to skończy bardzo dokładnie przeanalizuje tę konwersację i wyniesie z niej odpowiednie wnioski.
- Może kiedyś coś mnie skłoni do tego, żeby znaleźć się w głuszy, nigdy nie można mówić nigdy, czyż nie? Wtedy wrócę do tej rady, na pewno. - Nie było to wcale takie oczywiste, ale z drugiej strony, kto wiedział, gdzie ją kiedyś nogi poniosą? Może dopadnie ją jakiś kryzys wieku średniego i postanowi kiedyś coś zmienić w swoim życiu.
- Nie chcę Cię rozczarować, ale wystarczy mi jeden kieliszek, talerz i widelec, obejdzie się nawet bez noża. Widzisz, nie ma noża, nie ma problemu z nieodpowiednim nożem - To nie tak, że nie potrafiłaby przestrzegać zasad etykiety, była z nimi zaznajomiona, jednak nie należała do osób, które lubiły, aż tak bardzo udziwniać najprostsze czynności.
- Ale będę mieć to na uwadze i faktycznie, jeśli już będziesz dla mnie gotował postaram się sprawdzić, czy wszystko jest takie idealne, jak mówisz, będziesz musiał się mieć na baczności. Sam to na siebie sprowadziłeś. Nie ma zmiłuj. - Zwróciła uwagę na to, że wbrew temu, co mogło się wydawać, mężczyzna był wyjątkowo obyty, nie przestawało jej to zaskakiwać. Nie miała pojęcia kim był, ale wiedziała, że na pewno nie należał do tych zwyczajnych oprychów z Nokturnu, których miała już niewątpliwą przyjemność spotkać na swojej drodze.
- Jeszcze jedno, jak coś wolę kuchnię włoską od francuskiej, nie pogardzę też rybą z frytkami, baby lubią frytki, nie wiem, czy o tym wiesz... pewnie wiesz, wyglądasz, jakbyś wiedział, chociaż za tiramisu mogłabym dać się pokroić. - Wrócili chyba do punktu wyjścia, bo dzisiaj już rozmawiali na temat jedzenia, najwyraźniej miał on ich nie opuścić. Cóż, robiła się głodna, a wiedziała, że zbyt szybko niczego nie zje. Mogła jednak zjeść dzisiaj ten obiad.
- Kiedyś to sprawdzę. - Na pewno musiał spać, prawda? W nocy, o północy, może nie każdej, ale na pewno zdarzały się takie momenty, kiedy pozwalał sobie na odpoczynek, postanowiła więc zagrozić mu, że kiedyś go dopadnie, oczywiście to wszystko to były żarty, tak samo jak ten posiłek, który miałby jej ugotować. Wiedziała, że nic z tego nie będzie miało miejsca, bo przecież już niedługo ich drogi się rozejdą, tyle będzie z tej przyjaźni, którą zdążyli dzisiaj nawiązać. Mimo wszystko całkiem przyjemnie było jej z myślą, że nie była w tym sama, że miała kogoś takiego u swojego boku, dzięki czemu przeżycie tej tragedii wydawało się być dużo prostsze.
- Łowcy są chyba na podobnym poziomie, często trafiali do nas z odgryzionymi kończynami, amnezjatorzy, którzy dostawali za to, że chcieli czyścić pamięć innym, jest sporo możliwości, oczywiście klątwołamacze plasują się wysoko w hierarchii, nie mogę Ci tego odebrać. - Nie zamierzała być już taka wredna, przecież widziała, że był dumny z tego, czym się zajmował. Zdawała sobie sprawę z tego, że niektórzy potrzebowali adrenaliny, ale też ich umiejętności idealnie się w tym sprawdzały. Nie każdy przecież mógłby zostać kimś takim, to wymagało sporej wiedzy, a nie tylko i wyłącznie silnej psychiki. Nie wątpiła bowiem, że tym też powinni się wyróżniać, tak naprawdę składał się w to całkiem spory pakiet umiejętności.
- Nie rozmawialiśmy o najlepiej płatnych posadach, tutaj wbrew pozorom są to pewnie bardzo nudne zawody, jacyś wysoko postawieni urzędnicy, typu kanclerz skarbu państwa, który sobie siedzi na stołku i wydaje polecenia. - Nie wydawało jej się to szczególnie fascynującym zajęciem, już chyba wolała swoje krojenie trupów w kostnicy.
Poczuła, że jego dłonie nieco silniej zacisnęły się na jej nogach, dostrzegła, że było to spowodowane tym, że ktoś się właśnie koło nich przepychał. Na szczęście mężczyzna miał wszystko pod kontrolą mimo tego, że prowadzili tę pogawędkę. Stała czujność chyba naprawdę działała.
- Dwojako, to ciekawe, jeśli nie przemoc, to co innego? - Była zaintrygowana tym, czy wpasowuje się w którąś z jego standardowych grup, oczywiście, że nie wspomniała o tym w głos, tylko postanowiła zadać odpowiednie pytanie, aby sama mogła się jakoś uplasować wśród tych jego standardowych grup odbioru. Miała wrażenie, że może nieco od tego odbiegać, ale musiała to zweryfikować.
- Tak, jesteśmy umówieni, nie ma już odwrotu. - Oczywiście, że to spotkanie na pewno dojdzie do skutku. Za tydzień, o osiemnastej spotkają się po to, aby mogła zobaczyć jego grzywkę. Nie mogło być inaczej.
- Tak, mówiłam, ale uświadomiłam sobie, że nawet najwięksi twardziele czasem płaczą, grzywka jest tym, co może spowodować Twoje łzy. - Oczywiście, że musiał ją złapać za słówko. Był najwyraźniej okropnie bystry i przywiązywał wagę do szczegółów, co również jej nie umknęło, naprawdę trafił jej się bardzo interesujący towarzysz.
- Oczywiście, najgorsza i najbardziej brutalna prawda jest lepsza od kłamstwa, cieszę się, że się zgadzamy, dzięki temu nie będę miała oporów. - Nie, żeby bez tego komentarza jakieś miała, ale teraz czuła, że posiada przyzwolenie na to, aby faktycznie móc dzielić się z nim swoimi przemyśleniami. - W lesie mógłbyś wystraszyć wszystkie bezbronne stworzonka, to chyba nie jest najlepszy pomysł... - Oczywiście, że musiała dodać coś od siebie, bo czemu by nie. - Podejrzewam zresztą, że nawet bardzo słaba grzywka nie mogłaby Ci przeszkodzić w jesiennym podrywie, musiałbyś tylko dopisać do tego jakąś wiesz fascynującą historię, na pewno któraś by na to poleciała. - Mógłby stracić część włosów podczas walki z jakimś pojebanym demonem, czy coś, na pewno da radę dołożyć pod to coś ambitnego, szkoda by było nie skorzystać z okazji.
- Jeśli Ci je wszystkie wyrwę, to nie będziesz miał kłopotu z grzywką, nie widzisz, że próbuję ułatwić Ci życie? - Przecież to było takie jasne... Na potwierdzenie swoich słów delikatnie pociągnęła go za kitkę, jakby faktycznie była skłonna zrobić mu krzywdę, mimo, że przecież naprawdę starała się być bardzo delikatna w swoich gestach, tyle, że sam ją podpuścił.
Ponownie ruszyli przed siebie, Bletchley wypatrywała wzrokiem ludzi ubranych w te specyficzne stroje, którzy najwyraźniej mieli wyłapywać z tłumu pracowników ministerstwa i pomagać się im dostać do środka. Póki co znajdowali się dość daleko, więc zapewne jeszcze nie dostrzegali jej plakietki, którą machała w powietrzu, może faktycznie prostszym rozwiązaniem, które mogłoby zwrócić na nią ich uwagę było pokazanie cycków, tego pewnie by nikt nie przegapił, cóż, wolała się jednak mimo wszystko trzymać tej pierwszej metody, którą wybrali.
Wiedziała, że prędzej, czy później uda im się osiągnąć cel, czuła, że osiągną sukces, naprawdę miała wrażenie, że razem mogą wszystko, po tym, co dzisiaj przeżyli. Zdawała sobie również, że sama pewnie nie dałaby rady znaleźć się tak blisko, to było niemożliwe. Gdyby nie ten obcy mężczyzna pewnie utknęłaby na Horyzontalnej, no, jeśli miała myśleć pozytywnie, inna opcją było też to, że mogłaby leżeć gdzieś martwa. Ten wieczór okazał się być jednak dla niej całkiem szczęśliwy, jak na to co działo się wokół nich. Właściwie to póki co była w jednym kawałku, może miała nieco podrażnione gardło i dym w płucach, ale jak na to jaki chaos panował w Londynie to było naprawdę niewiele. Spodziewała się bowiem tego, że straty okażą się ogromne, wielu ludzi straci życie, czy to przez ogień, czy przez stratowanie przez tłum. Możliwości było naprawdę bardzo wiele.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control