15.04.2025, 09:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.04.2025, 09:39 przez Millie Moody.)
Dymu było mnóstwo, jeszcze więcej w panice przemieszczających się ludzi, próbujących ratować siebie, swoje rodziny i chociaż część majątku. Magiczne rzeczy wybuchały co jakiś czas strawione przez pierdolony czarny deszcz czarnego chuja.
Wejście na miotłę było odruchem, ale gdy tylko usłyszała głos za sobą jej wnętrze rozkurwiło się mieszaniną emocji w których troska przyjęła swój najbardziej agresywny wymiar. Plan był inny ale momentalnie gnana impulsem porzuciła obserwację i gwałtownie zawróciła by ściągnąć Thomasa do parteru zarówno fizycznie jak i...
– Ciebie pojebało!? JA miałam lecieć TY biegać. Koty nie latają debilu! – była rozgorączkowana. Jeszcze żeby to był Erik, który swoimi żelaznymi udami potrafił tak przylepić się do drewnianego drąga, że żadna siła nie była w stanie go z niego oderwać! Longbottom w cv miał bycie obrońcą, był napierdalany przez tłuczki i kafle pół życia. A kociak Thomas? Jeszcze ZNOWU przypaliłby sobie wąsy!
Trzymała go mocno za nadgarstek. Jak dziecko, choć z dala trudno byłoby ocenić które realnie było tym dzieckiem: wyglądali nieco kuriozalnie - przez samą różnicę wzrostu, ale kto niby miałby na to teraz patrzeć. Przeszli kilka kroków i zatrzymali się u studni, która stała opodal zakonowej bazy na Pokątnej.
Chuj. Ciężko było wypatrzeć najlepszą do gaszenia kamienicę, kiedy płonęły wszystkie! No dobra jeszcze nie wszystkie, ale miała wrażenie, że znaleźli się w samym centrum piekła.
– Zabezpieczmy sąsiedztwo Nory, żeby nie stracili dachu nad głową! – krzyczała, ale szmata i ogólny chaos nie sprzyjały komunikacji innej niż niewerbalna. Z determinacją w złotych lśniących żółcią w ognistym poblasku, wypuściła Thomasa i wskazała na nadciągające płomienie z prawa i lewa. Trzonek miotły opadł na ziemię. Na razie. Tymczasowo. Chwyciła mocno różdżkę i nakierowała jej kraniec na wnętrze studni koncentrując się na energii przebijającej przez jej wściekłość. Wodo płyń wytyczyła szlak koryta prosto ze studni ku linii ognia po lewej od klubokawiarni. Dużo wody, ze świadomością, że jej uderzenie w budynek trzeba będzie modyfikować w zależności od tego, gdzie jeszcze będzie się palić. Wierzyła jednak, że będzie w stanie utrzymać czar, w końcu na tej dziedzinie magii znała się najlepiej...
Wejście na miotłę było odruchem, ale gdy tylko usłyszała głos za sobą jej wnętrze rozkurwiło się mieszaniną emocji w których troska przyjęła swój najbardziej agresywny wymiar. Plan był inny ale momentalnie gnana impulsem porzuciła obserwację i gwałtownie zawróciła by ściągnąć Thomasa do parteru zarówno fizycznie jak i...
– Ciebie pojebało!? JA miałam lecieć TY biegać. Koty nie latają debilu! – była rozgorączkowana. Jeszcze żeby to był Erik, który swoimi żelaznymi udami potrafił tak przylepić się do drewnianego drąga, że żadna siła nie była w stanie go z niego oderwać! Longbottom w cv miał bycie obrońcą, był napierdalany przez tłuczki i kafle pół życia. A kociak Thomas? Jeszcze ZNOWU przypaliłby sobie wąsy!
Trzymała go mocno za nadgarstek. Jak dziecko, choć z dala trudno byłoby ocenić które realnie było tym dzieckiem: wyglądali nieco kuriozalnie - przez samą różnicę wzrostu, ale kto niby miałby na to teraz patrzeć. Przeszli kilka kroków i zatrzymali się u studni, która stała opodal zakonowej bazy na Pokątnej.
Chuj. Ciężko było wypatrzeć najlepszą do gaszenia kamienicę, kiedy płonęły wszystkie! No dobra jeszcze nie wszystkie, ale miała wrażenie, że znaleźli się w samym centrum piekła.
– Zabezpieczmy sąsiedztwo Nory, żeby nie stracili dachu nad głową! – krzyczała, ale szmata i ogólny chaos nie sprzyjały komunikacji innej niż niewerbalna. Z determinacją w złotych lśniących żółcią w ognistym poblasku, wypuściła Thomasa i wskazała na nadciągające płomienie z prawa i lewa. Trzonek miotły opadł na ziemię. Na razie. Tymczasowo. Chwyciła mocno różdżkę i nakierowała jej kraniec na wnętrze studni koncentrując się na energii przebijającej przez jej wściekłość. Wodo płyń wytyczyła szlak koryta prosto ze studni ku linii ognia po lewej od klubokawiarni. Dużo wody, ze świadomością, że jej uderzenie w budynek trzeba będzie modyfikować w zależności od tego, gdzie jeszcze będzie się palić. Wierzyła jednak, że będzie w stanie utrzymać czar, w końcu na tej dziedzinie magii znała się najlepiej...
Odwaga
Porywcza
Translokacja IV - chcę nakierować wodę strumieniem ze studni tak, aby zgasić jedną z kamienic na ulicy Pokątnej.
Porywcza
Translokacja IV - chcę nakierować wodę strumieniem ze studni tak, aby zgasić jedną z kamienic na ulicy Pokątnej.
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!