15.04.2025, 10:29 ✶
Erik miał więcej szczęścia niż rozumu (nie pierwszy raz pewnie), bo jednak Moody była z nim na roku, latała z nim długo i wiedziała na przykład że jego wielkie dupsko potrzebuje specjalnego traktowania - czyli większej miotły. Jego gigantyczne rozmiary zasługiwały na gigantyczną miotłę i taka teraz go wznosiła. Dobrze też dla sprawy było mieć miotłę, która dźwignie te pare kilogramów więcej, jeśli chcieli w ten sposób ewakuować kogokolwiek.
– Dorosły jest, da sobie radę– rzuciła mu w odpowiedzi. Krótko i na temat, tak szorstko jakby odpowiedział jej brat. Jej ojciec. Jej rodzina. Życie to służba, służba to życie. Każdy kto oddał się służbie musiał liczyć się z tym, że dostanie avadą w plecy. Każdy kto oddał się służbie już w pewien sposób był martwy. Tak samo jak oni, Zakonnicy. Mogli bawić sie, mogli tańczyć, mogli zbierać muszelki. Ale byli martwi, czuła to, widziała to na swoich urodzinach modląc się w kontrze do wielu wielu lat, żeby to był tylko głupi koszmar, jeden z wielu wykwitów chorego umysłu a nie... nie trzecie oko, które postanowiło się nagle otworzyć. Nie wiedziała gdzie jest Alastor. Właściwie wiedziała gdzie są ludzie tylko jeśli ich widziała. Teraz takim człowiekiem był Erik. Nora pozostawiona za plecami już rozmywała się w jaźni jako niewiadoma. Być może nigdy więcej jej nie zobaczą, choć teren wokół nie był w pewnym sensie zabezpieczony, a ściany trzymały się dobrze...
Niczego nie można było być pewnym.
Leciała sprawnie bez problemu, instynktownie dobierając prędkość, kąt. Na miotle czuła się wolna i nigdy po szkole nie przestała tak naprawdę latać. Teraz jej ucieczka od rzeczywistości mogła okazać się rzeczywistą ucieczką, kwestią życia i śmierci nieszczęśników, których dom nie zajął się od popiołu z nieba, a przejął płomień od sąsiednich skutecznie uniemożliwiając ucieczkę.
Nie wiedziała, czemu ludzie na piętrze się nie teleportowali, ale najwidoczniej nie mieli takiej możliwości, może nigdy nie zrobili kursu. I histeryczne ruchy ściągnęły parę funkcjonariuszy, którzy tego dnia nie byli na służbie, ale przecież służba była ich życiem, a ich życie było służbą.
– Szybko błagam! Moją mamę przygwoździł strop, nie mamy jak jej wyciągnąć stamtąd! – histeryczny krzyk młodzieńca przebijał się do ich świadomości. Ten odsunął się od okna wskazując na przygwożdżonego przez drewnianą belę podtrzymującą sufit. Pożar szalejący na dolnych piętrach, trawiący budynek stopa, po stopie podważył jego konstrukcję. Zawalony fragment dachu, pęknięcia na podłodze, zgniecione meble. Dla kobiety najprawdopodobniej wciąż była szansa, choć leżała na podłodze nieprzytomna. Przygwożdżający ją ciężar próbował nieskutecznie unieść drugi, starszy z mężczyzn. – Wciąż oddycha, błagam pomóżcie jej! – krzyknął z wnętrza poddasza. Nie mieli przy sobie żadnych rzeczy, ale nie garnęli się do ewakuacji. Nie bez kobiety.
Miles nie zamierzała z tym dyskutować. Jeśli mieli ratować to musieli chociaż spróbować uratować wszystkich. Bez chwili zwłoki sięgnęła po różdżkę i rzuciła zaklęcie mające unieść przyciskający kobietę do ziemi ciężąr tak, aby umożliwić mężczyznom wyciągnięcie jej spod gruzowiska.
– Dorosły jest, da sobie radę– rzuciła mu w odpowiedzi. Krótko i na temat, tak szorstko jakby odpowiedział jej brat. Jej ojciec. Jej rodzina. Życie to służba, służba to życie. Każdy kto oddał się służbie musiał liczyć się z tym, że dostanie avadą w plecy. Każdy kto oddał się służbie już w pewien sposób był martwy. Tak samo jak oni, Zakonnicy. Mogli bawić sie, mogli tańczyć, mogli zbierać muszelki. Ale byli martwi, czuła to, widziała to na swoich urodzinach modląc się w kontrze do wielu wielu lat, żeby to był tylko głupi koszmar, jeden z wielu wykwitów chorego umysłu a nie... nie trzecie oko, które postanowiło się nagle otworzyć. Nie wiedziała gdzie jest Alastor. Właściwie wiedziała gdzie są ludzie tylko jeśli ich widziała. Teraz takim człowiekiem był Erik. Nora pozostawiona za plecami już rozmywała się w jaźni jako niewiadoma. Być może nigdy więcej jej nie zobaczą, choć teren wokół nie był w pewnym sensie zabezpieczony, a ściany trzymały się dobrze...
Niczego nie można było być pewnym.
Leciała sprawnie bez problemu, instynktownie dobierając prędkość, kąt. Na miotle czuła się wolna i nigdy po szkole nie przestała tak naprawdę latać. Teraz jej ucieczka od rzeczywistości mogła okazać się rzeczywistą ucieczką, kwestią życia i śmierci nieszczęśników, których dom nie zajął się od popiołu z nieba, a przejął płomień od sąsiednich skutecznie uniemożliwiając ucieczkę.
Nie wiedziała, czemu ludzie na piętrze się nie teleportowali, ale najwidoczniej nie mieli takiej możliwości, może nigdy nie zrobili kursu. I histeryczne ruchy ściągnęły parę funkcjonariuszy, którzy tego dnia nie byli na służbie, ale przecież służba była ich życiem, a ich życie było służbą.
– Szybko błagam! Moją mamę przygwoździł strop, nie mamy jak jej wyciągnąć stamtąd! – histeryczny krzyk młodzieńca przebijał się do ich świadomości. Ten odsunął się od okna wskazując na przygwożdżonego przez drewnianą belę podtrzymującą sufit. Pożar szalejący na dolnych piętrach, trawiący budynek stopa, po stopie podważył jego konstrukcję. Zawalony fragment dachu, pęknięcia na podłodze, zgniecione meble. Dla kobiety najprawdopodobniej wciąż była szansa, choć leżała na podłodze nieprzytomna. Przygwożdżający ją ciężar próbował nieskutecznie unieść drugi, starszy z mężczyzn. – Wciąż oddycha, błagam pomóżcie jej! – krzyknął z wnętrza poddasza. Nie mieli przy sobie żadnych rzeczy, ale nie garnęli się do ewakuacji. Nie bez kobiety.
Miles nie zamierzała z tym dyskutować. Jeśli mieli ratować to musieli chociaż spróbować uratować wszystkich. Bez chwili zwłoki sięgnęła po różdżkę i rzuciła zaklęcie mające unieść przyciskający kobietę do ziemi ciężąr tak, aby umożliwić mężczyznom wyciągnięcie jej spod gruzowiska.
Latanie na miotle
Translokacja IV, próbuję unieść belkę i elementy dachu, które przygwoździły kobietę do podłogi, żeby umożliwić jej towarzyszowi wyciągnięcie jej spod spodu.
Translokacja IV, próbuję unieść belkę i elementy dachu, które przygwoździły kobietę do podłogi, żeby umożliwić jej towarzyszowi wyciągnięcie jej spod spodu.
Rzut PO 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Latanie na miotle, odwaga