15.04.2025, 11:03 ✶
Theo spędził dzisiejszy wieczór w bibliotece Parkinsonów, nie było to może nic nadzwyczajnego. Gdyby nie fakt, że miał dziewiętnaście lat, a był to piątek. Jaki normalny nastolatek spędza czas wśród książek, zamiast bawić się ze swoimi rówieśnikami, albo spędzać z nimi czas? No cóż, Theo miał swoją "misję", a raczej obsesje, że kiedy już zaczynało go coś gnębić, to nie mógł odpuścić i musiał rozwiązać problem. Teraz jednak próbował dowiedzieć się jak najwięcej mógł o wkradaniu w cudze umysły, bez zwracania na siebie uwagi, że w ogóle poszukuje takiej sztuki. Wydawało mu się to naturalnym cyklem podczas rozwijania swojego daru, tak podobnego do wuja Morpheusa. Sam jednak uznawał, że jego sedno leżało w możliwościach pełnego czytania ludzkich umysłów, a nie wróżeniu przyszłości. Ale jak się spodziewał nauczenie się leglimencji było tym trudniejsze, że wiedza o tej dziedzinie nie była powszechnie znana.
Szedł pochłonięty w swoich notatkach, dlatego w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na niecodzienną scenerię, która rozgrywała się na Alei Horyzontalnej. Dopiero wołanie jego imienia sprawiło, ze wyściubił nos znad niesionych pergaminów.
- O co cho... - urwał, bo patrząc w stronę skąd dobiegało wołanie dostrzegł wreszcie co się dzieje. - Co tu się do ostatniej kurwy dzieje?!
Szedł pochłonięty w swoich notatkach, dlatego w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na niecodzienną scenerię, która rozgrywała się na Alei Horyzontalnej. Dopiero wołanie jego imienia sprawiło, ze wyściubił nos znad niesionych pergaminów.
- O co cho... - urwał, bo patrząc w stronę skąd dobiegało wołanie dostrzegł wreszcie co się dzieje. - Co tu się do ostatniej kurwy dzieje?!