Działo się wiele. Tak, panna Figg nie zakładała, że ten całkiem przyjemny dzień skończy się taką tragedią. Nigdy nie można chwalić dnia przed zachodem słońca, czyż nie? Zdawała sobie sprawę, że nie powinna ruszać się z cukierni. Nigdzie nie będą bezpieczniejsi, niż tutaj. Dbała w końcu o to, aby nałożyć na swoje miejsce pracy i dom pewne zabezpieczenia, pozostawało jej wierzyć w to, że wytrzymają, że uchronią ich przed najgorszym.
Pożary rozpoczęły się podczas jej zwyczajnego dnia pracy, niektórzy z klientów wybieli z Nory spanikowani, inni najwyraźniej postanowili przeczekać najgorsze tutaj. Zresztą jej drzwi miały być otwarte dla wszystkich potrzebujących, jakoś się pomieszczą, prawda? Nie było innego wyjścia.
Nie miała pojęcia, gdzie znajdują się jej przyjaciele, czy wiedzieli już o tym, co działo się w Londynie? Na pewno. Informacje rozprzestrzeniały się przecież bardzo szybko. Nie posłała jednak do nikogo listów, obawiała się tego, że Pączek by do niej nie wrócił. Musiała czekać na to, aż w końcu ktoś tutaj przyjdzie, nie wątpiła w to, że tak się stanie. Wiedziała, że jej najbliżsi mogą potrzebować schronienia.
Chodziła między ludźmi wręczając im ciastka i ciepłą herbatę. Musiała być silna, nie mogła pokazać, jak bardzo się boi. Panika przecież nie była wskazana, była właścicielem tego miejsca - wypadało, aby trzymała fason. Z uśmiechem na ustach więc zagadywała wystraszonych ludzi. Wbrew pozorom Nora była naprawdę silną kobietą, co można było zauważyć w sytuacjach takich jak ta, kiedy nie wszyscy potrafili utrzymać nerwy na wodzy.
Nie mogła poświęcić wystarczającej ilości czasu Mabel i Samuelowi, wierzyła, że jej to wybaczą, bo inni również potrzebowali jej pomocy, czasem trzeba było dosyć mocno rozdzielać swoje siły między wszystkich obecnych w jednym miejscu. Nie było to proste, bo oczywiście, że wolałaby się zaszyć w części mieszkalnej, z córką, narzeczonym i kotami, ale nie było to takie proste.
Znajdowała się właśnie przy oknie, kiedy dostrzegła za nim znajomą sylwetkę, rude włosy rzucały się w oczy. Szybko ruszyła w stronę drzwi, aby zaprosić dziewczynę do środka. Może potrzebowała schronienia? Przez ulice przewijały się tłumy ludzi, każdy chciał znaleźć dla siebie, jakieś bezpieczne miejsce.
Otworzyła drzwi i krzyknęła do niej. - Olivia, chodź do środka, jest niebezpiecznie. - Sam Figgówna nie ruszyła się poza wejście, bo bała się, że tłum mógłby ją ponieść ze sobą, a tego mogłaby nie przeżyć.