16.04.2025, 12:08 ✶
– Jest za ciężki...– zawyrokowała Miles, która może i była dupowatą wiedźmą, ale w przypadku jebania przedmiotami na prawo i lewo uważała się jeszcze z czasów szkolnych za specjalistkę. Najlepsze pranki można było tym robić, a w pracy gliny oszczędzało to czasem biegania. Nawet bardzo oszczędzało. Można powiedzieć że miała świetnie wyrobione mięśnie do dźwigania takiej masy, ale tym razem nie wyszło, a czasu było coraz mniej. To nie był jedyny punkt, który miały odwiedzić tej nocy, nie jedyna skrytka i kurwa mać, trzeba było się sprężać. A ten koleś wyglądał tak jakby zaraz miałby zemdleć.
Trzeba było myśleć szybo, a Miles nie była w tym dobra. Trzeba było działać szybko - tu już dało się coś osiągnąć. Feminizm kończył się gdy na trzecie piętro trzeba było wnieść kredens. Albo podnieść zawaloną ścianę na nogę tego nieszczęśnika.
– Dobra, czekajcie tu, rozejrzę się za kimś kto mógłby nam pomóc– rzuciła puściła się biegiem ulicą licząc na natrafienie na jakiegoś posiadacza penisa, który pozwoliłby im to gówno zdjąć. Dostrzegła, że ulicą idzie jakaś figura, zdawało jej się, że rozpoznaje chód. Czy to było możliwe? Czy miała więcej szczęścia niż rozumu? Oczywiście, najprawdopodobniej akurat TEN facet nie pomoże im zdjąć gruzowiska, ale... mógł zrobić o wiele, wiele więcej. Nie mogła krzyczeć, nie chciała aż tak zwracać na siebie uwagi, więc puściła się biegiem.
– Liszek! – wypchnęła z piersi, czując jak łzy napływają jej do pierdolonych oczu, które nie wiedziały kiedy się ogarnąć i nie okazywać słabości. Objęła go ciasno ramionami, umorusana buzia eksplodowała radością. – Chodź, jest typek zasypany ścianą, nie możemy tego podnieść, musimy go przenieść do bezpiecznego miejsca. – Na tym skończyło się pytanie o zgodę, Miles w tym też nie była najlepsza, ale Prewett nie znał jej od wczoraj. – W ogóle Thomas oberwał, ale jest stabilny, a mi do dupy przykleiło się drące morde widmo, ale na razie jest cicho. – Relacjonowała chaotycznie, trzymając go za rękę i prąc w kierunku wozu i uwięzionego nieszczęśnika.
Trzeba było myśleć szybo, a Miles nie była w tym dobra. Trzeba było działać szybko - tu już dało się coś osiągnąć. Feminizm kończył się gdy na trzecie piętro trzeba było wnieść kredens. Albo podnieść zawaloną ścianę na nogę tego nieszczęśnika.
– Dobra, czekajcie tu, rozejrzę się za kimś kto mógłby nam pomóc– rzuciła puściła się biegiem ulicą licząc na natrafienie na jakiegoś posiadacza penisa, który pozwoliłby im to gówno zdjąć. Dostrzegła, że ulicą idzie jakaś figura, zdawało jej się, że rozpoznaje chód. Czy to było możliwe? Czy miała więcej szczęścia niż rozumu? Oczywiście, najprawdopodobniej akurat TEN facet nie pomoże im zdjąć gruzowiska, ale... mógł zrobić o wiele, wiele więcej. Nie mogła krzyczeć, nie chciała aż tak zwracać na siebie uwagi, więc puściła się biegiem.
– Liszek! – wypchnęła z piersi, czując jak łzy napływają jej do pierdolonych oczu, które nie wiedziały kiedy się ogarnąć i nie okazywać słabości. Objęła go ciasno ramionami, umorusana buzia eksplodowała radością. – Chodź, jest typek zasypany ścianą, nie możemy tego podnieść, musimy go przenieść do bezpiecznego miejsca. – Na tym skończyło się pytanie o zgodę, Miles w tym też nie była najlepsza, ale Prewett nie znał jej od wczoraj. – W ogóle Thomas oberwał, ale jest stabilny, a mi do dupy przykleiło się drące morde widmo, ale na razie jest cicho. – Relacjonowała chaotycznie, trzymając go za rękę i prąc w kierunku wozu i uwięzionego nieszczęśnika.