Vlad uśmiechnął się jeszcze do Mabel, co by nie zrobić wrażenia Strasznego Pana, nim sobie poszedł, zostawiając Sama i Mabel z Nikolaiem, który odprowadził stryja wzrokiem z niezbyt zadowoloną miną. A potem na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, bo podszedł do swojego niedźwiedziego brata i jego podopiecznej. Zaśmiał się cicho, ściskany przez Sama, i poklepał go lekko po plecach, kręcąc głową na powagę, z jaką Sam mówił Mabel o możliwości śmierci spod hipogryfowego pazura.
-Nie zaatakują bez powodu, więc nie powinno się nic stać - dodał szybko po Samie, zerkając jeszcze ukradkiem na Karla.
Hipogryfy raczej nie powinny źle zareagować na kota... Raczej...
-Ach, nie. To nie Suzie - powiedział, zerkając na hipogryfa, o którego pytała Mabel. -Ten gałgan to Arno. Zazwyczaj się tak nie wystawia i trzeba go zachęcić, żeby się pokazał. Hm...
Arno był spokojniejszy, niż reszta stada, ale również miewał swoje humorki. Czasami był spokojny i zachowywał się jak normalny hipogryf, a czasami drażniła go obecność jakiegokolwiek człowieka, i jeszcze inne rzeczy. Nikolai nie był do końca pewien, w jakim humorze był dzisiaj, ale nie wyglądało na to, by Arno miał "robić sceny".
-W takim razie zapraszam do środka. Przygotowaliśmy coś z Vladem, więc wchodźcie i częstujcie się - zaprosił ich do domu i do salonu, gdzie czekały na nich przekąski (większość z mięsem, bo jak się najeść bez mięsa?), napoje i słodkości. Były również przekąski dla Karla,
Brew mu powędrowała w górę, gdy z ust Sama padło imię. Czyżby miał do nich dołączyć ktoś jeszcze? Kto taki? Czemu Sam nie wspomniał o tym wcześniej?
-Wyszło jej to na dobre. Dobrze się dogaduje z tym młodym hipogryfem - tym, który dołączył do stada krótko po przyjeździe Nikolaia do Anglii. -Hm... Nadal go nie nazwaliśmy. Chciałabyś go nazwać? - sprawa była wcześniej obgadana z Vladem, teraz trzeba było tylko zapytać Mabel.