16.04.2025, 21:38 ✶
— Plakaty Rosierów…? — Zmarszczył czoło, odsuwając się od Anthony'ego i zerkając w zamyśleniu w stronę okna. — Wiesz co, jakoś żadnych nie widzę na zewnątrz. Nie przypominam sobie też, żeby takie wisiało na ulicy przy której stoi Warownia. — Dziadek Godryk mógłby dostać kociokwiku, gdyby wychodząc na spacer, musiałby patrzeć na wystrojonego Shafiqa posyłającego mu oczko. — Potrzebuję czegoś bardziej kompaktowego.
Wolał nie próbować bawić się w fotografa na własną rękę. Cholera wie, czy cokolwiek by wyszło z takich zdjęć. Znając życie, wyszłyby rozmazane, prześwietlone albo zbyt ciemne. Tak, to zdecydowanie nie byłaby zbyt dobra pamiątka ze wspólnie spędzonego czasu.
— Myślę, że niektóre wydarzenia mogą nieco zbyt mocno wniknąć w to wnętrze — odparł, uśmiechając się półgębkiem do Anthony'ego. — Obawiam się, że zaklęcia nie pomogą, a zmysły widmowidzów są zbyt wyczulone na tego typu... manifestacje. — Po chwili pokręcił lekko głową. — Nie bardziej niż ty. Nie jestem w stanie wywąchać odmienności swoim wilczym nosem, jeśli o to pytasz.
Od tego ekspertem jest Geraldine, pomyślał przelotnie, przypominając się, że podczas któregoś ze wspólnych wypadów kobieta faktycznie postanowiła spełnić jego zachciankę i przeskanować towarzystwo, w jakim się obracali. Po takim czasie nie potrafił sobie w mig przypomnieć całej listy osób, którą wówczas wymieniła, jednak dalej był pod wrażeniem tego, z jaką łatwością to zrobiła. Nieco przerażające. Cieszył się, że nie każdy mógł się cieszyć podobnym talentem. Kto wie, co by się stało, gdyby takie umiejętności wylądowały w posiadaniu kogoś o naprawdę złych intencjach?
— Nie brzmi to jak współczesna medycyna. Zwłaszcza medycyna czarodziejów — dodał dobitnym tonem, jakby uważał, że magimedycy nie byliby w stanie przeprowadzić tak agresywnej terapii celem przywrócenia komuś zwykłego zmysłu wzroku. Już prędzej spodziewał by się tego po mugolach. Z tego co mu kiedyś opowiadali znajomi, to niektórzy niemagiczni lekarze dysponowali naprawdę przedziwną aparaturą w swoich ośrodkach leczniczych. — Raczej jak czarna magia. I to taka z górnej półki. Założę się, że cuchnąłbyś po czymś takim gorzej od co poniektórych... czarnoksiężników.
Powstrzymał się przed nawiązaniem do działalności Śmierciożerców. Już i tak myślał o nich ostatnio wystarczająco często; nie chciał, żeby zatruwali mu życie jeszcze tutaj- w miejscu, które miało służyć odosobnieniu i odcięciu, chociaż na chwilę od dręczących go trosk w związku z pracą w Ministerstwie Magii i działalnością Zakonu Feniksa. Chwila odpoczynku; tylko tyle i aż tyle.
— Zanurz palec i sprawdź — zasugerował niewinnie. — Raczej ciężko pomylić cukier z mąką. Przynajmniej na to wskazują moje obserwacje Nory przy pracy w klubokawiarni.
Gdzieś z tyłu drogi krążyła mu myśl, aby wziąć nieco proszku na palec i przyłożyć go do shafiqowych warg... Powstrzymał się przed tym jednak. Nie każde wymienione przez nich słowo musiało od razu wiązać się z dwuznacznością, prawda? Ugh, kogo on mógł oszukać. Chwila zawahania sprawiła, że zaraz ponownie ruszył do ataku, tyle że pod innym kątem.
— A czy to ważne? — zagaił figlarnie Erik, przekrzywiając nieco głowę w bok. — Poza tym... Wątpię, żebyś chciał czekać z tym praktycznie cały rok. Co jak co, ale cierpliwością to ty nie grzeszysz. — A może brakowało mu hamulców, tylko, kiedy na horyzoncie zjawiał się Longbottom? — No... Chyba, że naprawdę chcesz tyle czekać. Na pewno przyniosłoby ci to jakąś satysfakcję, tylko pytanie, czy warto się tak męczyć... Zwłaszcza, że i tak już teraz uwijasz się w kuchni.
Wolał nie próbować bawić się w fotografa na własną rękę. Cholera wie, czy cokolwiek by wyszło z takich zdjęć. Znając życie, wyszłyby rozmazane, prześwietlone albo zbyt ciemne. Tak, to zdecydowanie nie byłaby zbyt dobra pamiątka ze wspólnie spędzonego czasu.
— Myślę, że niektóre wydarzenia mogą nieco zbyt mocno wniknąć w to wnętrze — odparł, uśmiechając się półgębkiem do Anthony'ego. — Obawiam się, że zaklęcia nie pomogą, a zmysły widmowidzów są zbyt wyczulone na tego typu... manifestacje. — Po chwili pokręcił lekko głową. — Nie bardziej niż ty. Nie jestem w stanie wywąchać odmienności swoim wilczym nosem, jeśli o to pytasz.
Od tego ekspertem jest Geraldine, pomyślał przelotnie, przypominając się, że podczas któregoś ze wspólnych wypadów kobieta faktycznie postanowiła spełnić jego zachciankę i przeskanować towarzystwo, w jakim się obracali. Po takim czasie nie potrafił sobie w mig przypomnieć całej listy osób, którą wówczas wymieniła, jednak dalej był pod wrażeniem tego, z jaką łatwością to zrobiła. Nieco przerażające. Cieszył się, że nie każdy mógł się cieszyć podobnym talentem. Kto wie, co by się stało, gdyby takie umiejętności wylądowały w posiadaniu kogoś o naprawdę złych intencjach?
— Nie brzmi to jak współczesna medycyna. Zwłaszcza medycyna czarodziejów — dodał dobitnym tonem, jakby uważał, że magimedycy nie byliby w stanie przeprowadzić tak agresywnej terapii celem przywrócenia komuś zwykłego zmysłu wzroku. Już prędzej spodziewał by się tego po mugolach. Z tego co mu kiedyś opowiadali znajomi, to niektórzy niemagiczni lekarze dysponowali naprawdę przedziwną aparaturą w swoich ośrodkach leczniczych. — Raczej jak czarna magia. I to taka z górnej półki. Założę się, że cuchnąłbyś po czymś takim gorzej od co poniektórych... czarnoksiężników.
Powstrzymał się przed nawiązaniem do działalności Śmierciożerców. Już i tak myślał o nich ostatnio wystarczająco często; nie chciał, żeby zatruwali mu życie jeszcze tutaj- w miejscu, które miało służyć odosobnieniu i odcięciu, chociaż na chwilę od dręczących go trosk w związku z pracą w Ministerstwie Magii i działalnością Zakonu Feniksa. Chwila odpoczynku; tylko tyle i aż tyle.
— Zanurz palec i sprawdź — zasugerował niewinnie. — Raczej ciężko pomylić cukier z mąką. Przynajmniej na to wskazują moje obserwacje Nory przy pracy w klubokawiarni.
Gdzieś z tyłu drogi krążyła mu myśl, aby wziąć nieco proszku na palec i przyłożyć go do shafiqowych warg... Powstrzymał się przed tym jednak. Nie każde wymienione przez nich słowo musiało od razu wiązać się z dwuznacznością, prawda? Ugh, kogo on mógł oszukać. Chwila zawahania sprawiła, że zaraz ponownie ruszył do ataku, tyle że pod innym kątem.
— A czy to ważne? — zagaił figlarnie Erik, przekrzywiając nieco głowę w bok. — Poza tym... Wątpię, żebyś chciał czekać z tym praktycznie cały rok. Co jak co, ale cierpliwością to ty nie grzeszysz. — A może brakowało mu hamulców, tylko, kiedy na horyzoncie zjawiał się Longbottom? — No... Chyba, że naprawdę chcesz tyle czekać. Na pewno przyniosłoby ci to jakąś satysfakcję, tylko pytanie, czy warto się tak męczyć... Zwłaszcza, że i tak już teraz uwijasz się w kuchni.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞