17.04.2025, 01:19 ✶
- Naprawdę. Słowo prefekta - uśmiechnęła się do niej wesoło, błyszcząc przy tym zębami, ale nie pchnęła tego dalej. Nie zapytała, czemu ta wydawała się nagle nieco weselsza i zainteresowana tą małą deklaracją własnego pochodzenia. Asena za bardzo przyzwyczaiła się myśleć o Bonesach z pewnym dystansem, jak o ludziach których nie chciała obarczać jakąkolwiek odpowiedzialnością za to, jakie decyzje w życiu podjęła jej matka.
- Mogę pokazać swój pokój. Mogę też pokazać Woodiego, tylko trzeba sprawdzić najpierw, czy jest odpowiednio zajęty, bo bardzo nie lubi kiedy ktoś mu przestawia kapelusze. Wyczuwa, kiedy ktoś mu złapie rondo w nieodpowiedni sposób - prychnęła. - Ale myślę, że jak go poprosisz to też ci chętnie pokaże. Co do noszenia to nie jestem pewna, mam wrażenie że dużo czarodziejów lubi czapki. Wiesz, spiczaste. Jak to mówi Lewis, pomagają im gromadzić energię magiczną. Nie mylić z beretami bo te mają inną funkcję - zachichotała, prowadząc ją na górę. Najpierw na parter, ale zamiast zatrzymać się przy kuchni to pociągnęła rudą na kolejne schody, tym razem prowadzące na piętro.
- Nie wiesz? - mruknęła, brzmiąc jakby była autentycznie zdziwiona. - W sumie co ja mówię, może jak ktoś nie mieszkał długo na Nokturnie to nie wie. Lepiej, nie bywał na Podziemnych. Ale, hm, jakby to powiedzieć, życie go na tyle jebało, że to prawie jak w burdelu. Musisz go sama zapytać kiedyś o historię jego życia - wycofała się rakiem z tematu, bo na temat Kościanego Zamtuza i jego rozrywek ludzie czasem dziwnie reagowali. Szczególnie dziewczyny. - Wiesz, voodoo chyba nie mamy, a przynajmniej mi się nie wydaje. To chyba bardziej na haiti, co nie? Może w Borgin&Burke by się dało coś takiego wyłuskać. Albo u takiego bezzębnego staruszka na Podziemnych, ale lepiej do niego nie chodzić bo śmierdzi kupą - nacisnęła klamkę odrapanych drzwi i wpuściła Keyleth do pomieszczenia.
Pokój był skromny i było widać, że góra ogólnie nie była tak zadbana jak dół. Sam korytarz był nieco nadgryziony zębem czasu na wszystkie możliwe sposoby, bo właścicielowi nie starczyło pieniędzy na naprawę piętra gdzie zaglądała tylko obsługa. W jej pokoju stało łóżko, parę odrapanych szafek, a w oknie były zasłony. Meble jednak były poustawiane niezdarnie, nie wypełniając dobrze przestrzeni i pomieszczenie wyglądało trochę, jakby było nie do końca zamieszkane. Senka nie do końca się tym przejmowała, bo przywykła do ciągłych zmian i ostatnie parę lat nie mogło wybić jej z głowy wcześniejszego przeskakiwania z pokoju do pokoju, gdzie tylko mogła znaleźć najem. Nie lubiła też siedzieć sama i wolała bezczynnie rozłożyć się na parterze, zamiast gnić w pokoju. Na ścianie przy łóżku wisiało parę robaczków - oprawionych w ramki i błyszczących pancerzykami, tak samo jak przy nocnym stoliku dało się znaleźć parę pustych fiolek po eliksirach, gdzie te położone na komodzie były jeszcze pełne. Były jednak niepodpisane i ciężko było dociekać ich zawartości. Znalazło się też parę książek; głównie o runach i transmutacji, a przede wszystkim - obok pustych fiolek na stoliku nocnym stała fotografia młodej Aseny z rodzeństwem.
- Oto mój pokój. Trochę tu nudno, ale no niestety. Podobno nadrabiam charakterem.
- Mogę pokazać swój pokój. Mogę też pokazać Woodiego, tylko trzeba sprawdzić najpierw, czy jest odpowiednio zajęty, bo bardzo nie lubi kiedy ktoś mu przestawia kapelusze. Wyczuwa, kiedy ktoś mu złapie rondo w nieodpowiedni sposób - prychnęła. - Ale myślę, że jak go poprosisz to też ci chętnie pokaże. Co do noszenia to nie jestem pewna, mam wrażenie że dużo czarodziejów lubi czapki. Wiesz, spiczaste. Jak to mówi Lewis, pomagają im gromadzić energię magiczną. Nie mylić z beretami bo te mają inną funkcję - zachichotała, prowadząc ją na górę. Najpierw na parter, ale zamiast zatrzymać się przy kuchni to pociągnęła rudą na kolejne schody, tym razem prowadzące na piętro.
- Nie wiesz? - mruknęła, brzmiąc jakby była autentycznie zdziwiona. - W sumie co ja mówię, może jak ktoś nie mieszkał długo na Nokturnie to nie wie. Lepiej, nie bywał na Podziemnych. Ale, hm, jakby to powiedzieć, życie go na tyle jebało, że to prawie jak w burdelu. Musisz go sama zapytać kiedyś o historię jego życia - wycofała się rakiem z tematu, bo na temat Kościanego Zamtuza i jego rozrywek ludzie czasem dziwnie reagowali. Szczególnie dziewczyny. - Wiesz, voodoo chyba nie mamy, a przynajmniej mi się nie wydaje. To chyba bardziej na haiti, co nie? Może w Borgin&Burke by się dało coś takiego wyłuskać. Albo u takiego bezzębnego staruszka na Podziemnych, ale lepiej do niego nie chodzić bo śmierdzi kupą - nacisnęła klamkę odrapanych drzwi i wpuściła Keyleth do pomieszczenia.
Pokój był skromny i było widać, że góra ogólnie nie była tak zadbana jak dół. Sam korytarz był nieco nadgryziony zębem czasu na wszystkie możliwe sposoby, bo właścicielowi nie starczyło pieniędzy na naprawę piętra gdzie zaglądała tylko obsługa. W jej pokoju stało łóżko, parę odrapanych szafek, a w oknie były zasłony. Meble jednak były poustawiane niezdarnie, nie wypełniając dobrze przestrzeni i pomieszczenie wyglądało trochę, jakby było nie do końca zamieszkane. Senka nie do końca się tym przejmowała, bo przywykła do ciągłych zmian i ostatnie parę lat nie mogło wybić jej z głowy wcześniejszego przeskakiwania z pokoju do pokoju, gdzie tylko mogła znaleźć najem. Nie lubiła też siedzieć sama i wolała bezczynnie rozłożyć się na parterze, zamiast gnić w pokoju. Na ścianie przy łóżku wisiało parę robaczków - oprawionych w ramki i błyszczących pancerzykami, tak samo jak przy nocnym stoliku dało się znaleźć parę pustych fiolek po eliksirach, gdzie te położone na komodzie były jeszcze pełne. Były jednak niepodpisane i ciężko było dociekać ich zawartości. Znalazło się też parę książek; głównie o runach i transmutacji, a przede wszystkim - obok pustych fiolek na stoliku nocnym stała fotografia młodej Aseny z rodzeństwem.
- Oto mój pokój. Trochę tu nudno, ale no niestety. Podobno nadrabiam charakterem.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine