17.04.2025, 17:40 ✶
Jessie żył, ale rzeczywiście nie wyglądał najlepiej i Jonathan nie był w stanie stwierdzić, czy była to kwestia szoku, czy jednak wszechobecny pożar i dym postanowiły w jakiś sposób odcisnąć się na zdrowiu młodego czarodzieja, przynajmniej tymczasowo. Może jednak powinni pójść z nim do Munga? Tam chyba powinno być bezpiecznie. Albo właśnie jeszcze groźniej, bo kto wie, co tym szaleńcom chodziło po głowie?
– Byliśmy w Ministerstwie, kiedy wszystko się zaczęło – wyjaśnił, wciąż trzymając Jessiego za ramiona, chociaż nieco luźniej, jakby powoli przekonywał się do misji, że nikt nagle nie podbiegnie i nie porwie im czarodzieja sprzed nosa. Zmusił się do lekkiego uśmiechu, udając, że wszystko było pod kontrolą, wszystko przebiegnie zgodnie z planem i ani trochę nie obawiał się, że zaraz stanie się coś jeszcze gorszego. – Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteś, więc zaczęliśmy cię szukać. Theo powinien być w bibliotece Parkinsonów, ogień nie powinien tam atakować, ale wujek Anthony i tak po niego poszedł. Twoja mama natomiast postanowiła sprawdzić, czy nie ma cię u Gringotta, więc jedyne co to należy bać się, że zrobi z goblinów parasolkę na popiół. Na pewno zaraz zobaczysz się z nimi w Ministerstwie Magii. Tam będzie bezpiecznie. Nic nie płonie. – Mówiąc to, rzucił spojrzenie w stronę Rity, tak aby czarownica potwierdziła jego słowa, a potem, po chwili zastanowienia, jeszcze dodał. – Rito, nie masz może jakiejś wody? Jessie, czy... Jak mieszkanie?
Chwilę wcześniej, zanim znaleźli jeszcze jego chrześniaka, Rita powiedziała: niech spróbują po nas przyjść. Miała racja. Niech tylko spróbują przyjść po kogokolwiek z rodziny Kelly, a Jonathan zadba o to, aby w życiu nawet nie spróbowali pomyśleć, by zrobić to ponownie i Merlin mu świadkiem, że gdyby zobaczył to jego były wampirzy kochanek, przeraziłby się, że to nie on był tą brutalniejszą stroną związku.
– Byliśmy w Ministerstwie, kiedy wszystko się zaczęło – wyjaśnił, wciąż trzymając Jessiego za ramiona, chociaż nieco luźniej, jakby powoli przekonywał się do misji, że nikt nagle nie podbiegnie i nie porwie im czarodzieja sprzed nosa. Zmusił się do lekkiego uśmiechu, udając, że wszystko było pod kontrolą, wszystko przebiegnie zgodnie z planem i ani trochę nie obawiał się, że zaraz stanie się coś jeszcze gorszego. – Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteś, więc zaczęliśmy cię szukać. Theo powinien być w bibliotece Parkinsonów, ogień nie powinien tam atakować, ale wujek Anthony i tak po niego poszedł. Twoja mama natomiast postanowiła sprawdzić, czy nie ma cię u Gringotta, więc jedyne co to należy bać się, że zrobi z goblinów parasolkę na popiół. Na pewno zaraz zobaczysz się z nimi w Ministerstwie Magii. Tam będzie bezpiecznie. Nic nie płonie. – Mówiąc to, rzucił spojrzenie w stronę Rity, tak aby czarownica potwierdziła jego słowa, a potem, po chwili zastanowienia, jeszcze dodał. – Rito, nie masz może jakiejś wody? Jessie, czy... Jak mieszkanie?
Chwilę wcześniej, zanim znaleźli jeszcze jego chrześniaka, Rita powiedziała: niech spróbują po nas przyjść. Miała racja. Niech tylko spróbują przyjść po kogokolwiek z rodziny Kelly, a Jonathan zadba o to, aby w życiu nawet nie spróbowali pomyśleć, by zrobić to ponownie i Merlin mu świadkiem, że gdyby zobaczył to jego były wampirzy kochanek, przeraziłby się, że to nie on był tą brutalniejszą stroną związku.