17.04.2025, 18:53 ✶
Jakaś część jego umysłu była niewymownie rozwrzeszczana na temat tego, ze może powinien darować sobie teleportację, ale przecież nie byłby sobą gdyby jej posłuchał. Noga ciągnęła bólem, ale na całe szczęście nie tak żywym i wyraźnym jak wcześniej, kiedy leżeli z Rosalyn na bruku którym była wyłożona Pokątna. Eliksir, który zaserwował mu Basilius, robił jednak swoje i przytłumiał całe doświadczenie, sprawiając że stawało się znośne. Dokładnie tak samo było na Lammas, ale teraz było to o wiele bardziej uciążliwe, szczególnie że płomienie zdawały się walczyć o wiele żarliwiej niż przy normalnych pożarach, a do tego można było założyć, że ktoś wciąż starał się żeby wprowadzić jak najwięcej chaosu.
Teleportacja wydawała mu się nieprzyjemna, ale raczej przez wciąż żywe wspomnienia niedawnej porażki. Tym razem jednak nic go nie poganiało; budynek w którym się znajdował stał pewnie, nie szalały w nim płomienie, a obok siebie nie miał narzeczonej swojego przyjaciela. Było bezpiecznie, a to sprawiło że wylądował na nogach pewnie, bez nowych uszczerbków na zdrowiu.
W pierwszej chwili rozejrzał się czujnie, odrobinę może spodziewając się, że Nokturn przywita go obrazem niezmiennym od tego który prezentował na co dzień. Tak jakby tę ponurą przystań w magicznych dzielnicach miało ominąć zniszczenie, w imię wszelkich lewych interesów, jakie tu prowadzono. Ale, może ku delikatnemu zdziwieniu, ulica miała się tak samo koszmarnie jak i reszta Londynu. Ktoś krzyczał, coś płonęło, a całą alejkę wypełniał smród spalenizny, od którego nawet nie dało się odizolować specyficznego zapachu czarnej magii.
- Udało ci się znaleźć Aidana? - zapytał roztargniony, w końcu jednak oglądając się na znajdującą obok Victorię, jakby wcale nie zostawił jej w Ministerstwie głupiego liściku, zanim sam ruszył w spaloną noc.
Teleportacja wydawała mu się nieprzyjemna, ale raczej przez wciąż żywe wspomnienia niedawnej porażki. Tym razem jednak nic go nie poganiało; budynek w którym się znajdował stał pewnie, nie szalały w nim płomienie, a obok siebie nie miał narzeczonej swojego przyjaciela. Było bezpiecznie, a to sprawiło że wylądował na nogach pewnie, bez nowych uszczerbków na zdrowiu.
W pierwszej chwili rozejrzał się czujnie, odrobinę może spodziewając się, że Nokturn przywita go obrazem niezmiennym od tego który prezentował na co dzień. Tak jakby tę ponurą przystań w magicznych dzielnicach miało ominąć zniszczenie, w imię wszelkich lewych interesów, jakie tu prowadzono. Ale, może ku delikatnemu zdziwieniu, ulica miała się tak samo koszmarnie jak i reszta Londynu. Ktoś krzyczał, coś płonęło, a całą alejkę wypełniał smród spalenizny, od którego nawet nie dało się odizolować specyficznego zapachu czarnej magii.
- Udało ci się znaleźć Aidana? - zapytał roztargniony, w końcu jednak oglądając się na znajdującą obok Victorię, jakby wcale nie zostawił jej w Ministerstwie głupiego liściku, zanim sam ruszył w spaloną noc.