Nie miała pojęcia, jakim cudem nieznajomy jeszcze dawał radę brnąć z nią na plecach przez ten tłum. Nie wiedziała ile trwała ta przeprawa, jednak zdawała sobie sprawę, że musiało to go sporo kosztować. Wydawał się ani przez moment nie wahać nad tym, co robił. Szedł przed siebie, liczył się tylko jeden cel. To ona go do tego zmusiła, znaczy nie dosłownie, niby sam zadecydował, nie wyglądał zresztą na kogoś, kogo dałoby się namówić do czegokolwiek, co miałby zrobić wbrew własnej woli, ale mimo wszystko czuła, że to, że pakował się w ten tłum było jej winą. Na pewno by go tutaj nie było gdyby nie ona. Nawet jej nie znał, nie miał pojęcia kim jest, nie wiedzieli o sobie praktycznie niczego, nie znali swoich imion. Ta sytuacja była naprawdę nietypowa, ale mimo wszystko nie czuła, że było to w jakikolwiek sposób złe. Bardziej wydawało jej się właściwe. Kiedy dzisiaj się spotkali połączyła ich dziwna więź, taka, która pewnie nie mogłaby normalnie się wydarzyć, bo to, w czym przyszło im się odnaleźć było naprawdę dalekie od normalności, ale jakoś dawali radę, jakoś współpracowali, jakoś udało im się przeżyć (przynajmniej jak na razie).
- Nie powiedziałabym, że upierdliwość, to pierwsza cecha, która rzuca się w oczy. - Gdyby od razu uznała go za upierdliwego to pewnie nie poszłaby z nim tak chętnie, chociaż, czy właściwie miałaby w ogóle coś do powiedzenia? Zapewne nie. Ciężko było mu się przeciwstawić, miał w sobie taką dziwną energię, której jeszcze nie potrafiła rozgryźć. - Chyba nie mam za bardzo wyboru, bo już jesteśmy przyjaciółmi. - W końcu to ustalili, prawda? Podczas tych dziwnych rozmów, kiedy próbowali odnaleźć się w tym całym chaosie. Te ich rozmowy były zupełnie niespodziewane, i może, nie wiedziała, jak ma na imię, ale czuła, że zaczynają się poznawać, co było dziwne, bo przecież normalne nawiązywanie znajomości nie wyglądało w ten sposób, ten wieczór zupełnie różnił się od tego, co znała. - Wiesz, że jak się już będziemy przyjaźnić, to tak, czy siak to podłapię? To tak działa, czerpie się z tych ludzi, którymi się otacza. - Przynajmniej tak się jej wydawało, na pewno co nieco o tym czytała w którejś z książek, która wpadła jej w ręce. - Właściwie to przy Tobie jestem bezpieczna, nie wiem, czy to byłoby dla mnie takim złym rozwiązaniem, zobaczymy, co zastanę w ministerstwie. - Niby zdawała sobie sprawę z tego, że raczej powinno być tam bezpiecznie, bo przecież Ministerstwo Magii było zabezpieczone odpowiednimi zaklęciami, ale tak właściwie kto mógł przewidzieć, co się tam działo? Kto wiedział, co mogli zrobić ci fanatycy.
- Milusio, nie pierdolisz się w tańcu, co? - Sięgnęła po bezpośredniość, bo skoro już zmierzali ku temu, aby być przyjaciółmi to czemu by nie miała tego nie zrobić? Tak właściwie to robiła się przy nim całkiem przystępna, co wcale nie zdarzało się często, świadczyły o tym słowa które padały z jej ust. - Musisz mi to wybaczyć, to dla nie typowe, podważam wszystko, z zasady, żeby mieć pewność, że na pewno przewidziałam każdy, możliwy scenariusz. - Niby nie dało się tego zrobić, jednak Prue naprawdę próbowała. Rozważała wszelkie możliwe opcje by mieć pewność, że postępuje właściwie. To było dość męczące, ale tak już miała. - Nie mam zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno następnym razem się zastanowię. - Nie miała problemu z tym, aby go o tym zapewnić. Co złego mogło się stać? No nic, bo przecież nie mieli się więcej spotkać.
- No tak, oczywiste, że mi nie uwierzą, jesteś zbyt cool, żebyś był prawdziwy. - Powinna od razu to przewidzieć, czyż nie? Zresztą, jak miałaby wyjaśnić ich znajomość, ona była nudziarą, co też już ustalili, zapewne trudno byłoby jej udowodnić, że ktoś taki jak on mógłby ją polubić, bo niestety tak to wyglądało. - Nie zamierzam dzisiaj o niczym opowiadać, to będzie nasza słodka tajemnica. - Nie sądziła zresztą, że ktokolwiek chciałby słyszeć o tym, jak znalazła się w ministerstwie. W pracy była typowym urzędnikiem, nie spoufalała się z nikim za bardzo, nie uważała, aby to było konieczne. Nie miała tam zbyt wielu przyjaciół, nie było więc sensu chwalić się tą nową, zupełnie inną znajomością, bo po co?
Zresztą miała wrażenie, że mógł nie chcieć, aby komuś o nim opowiadała. Roztaczał wokół siebie taką dziwną aurę, wydawał się być całkiem nieźle oczytany, posiadał dużą wiedzę, a jednak przy pierwszym spojrzeniu wydawał się być nie kimś więcej, niż typowym mętem z Nokturna, nie miała pojęcia dlaczego tak się działo, ale coś jej w tym wszystkim nie pasowało, mieli jednak zbyt mało czasu na to, aby mogła to ustalić, a że nie chciała sprawiać mu niepotrzebnych problemów, to zdecydowanie lepszą opcją wydawało się trzymać język za zębami. Zresztą Prue mogła mówić, że jest typowym urzędnikiem, ale wcale nim nie była, bardzo często naginała granice, a może nawet je przekraczała, tyle, że nikt o tym nie wiedział, bo tak było wygodniej.
Prychnęła dość głośno, naprawdę sądził, że może ją przestraszyć brzydkimi pocztówkami? - Uwierz mi, że ja zawsze wiem co zrobić i na pewno nie schowałabym ich w kartonie pod łóżkiem. Musiałbyś się bardzo postarać, aby do tego doszło. - Bletchley miała naprawdę specyficzny gust, a jej mieszkania nie odwiedzał praktycznie nikt, więc te jego kartki tak, czy siak zajęłyby jakieś wyjątkowe miejsce w jej cool mieszkanku, pewnie dostałyby swoją własną tablicę korkową, albo antyramę.
Nie znosiła być tą osobą. Nie chciała powodować między nimi niezręczności. Czasem miała problem z tym, aby zamknąć się w odpowiednim momencie, niby tak wiele myślała, niby próbowała przewiedzieć reakcje, ale nie zawsze jej się to udawało. Tym razem chciała być po prostu szczera, cóż, nie udało się pominąć tej typowej niezręczności. To zawsze zmieniało spojrzenie na jej osobę, czego nie znosiła. Nigdy nie chciała być odbierana przez pryzmat tego, co jej się przytrafiło, ale bardzo często jej się to przytrafiało. Nie była ofiarą, los chciał, żeby to się tak skończyło, ona się z tym pogodziła, trochę tylko nie radziła sobie właśnie z tymi typowymi reakcjami ludzi, ze współczuciem, jakby została w jakiś sposób naznaczona. Może właśnie tak było? Może cień tego, co jej się przytrafiło miał się za nią ciągnąć do końca? Zdecydowanie by tego nie chciała, ale ciągle czuła pewne obawy z tym związane, ciągle to do niej wracało.
- To piekło chyba nigdy nie przestanie wracać, co? - Zdecydowanie wolałaby być osobą której nie spotkało coś takiego. Mimo wszystko nadal wydawało się, że to będzie coś, przez co będzie oceniania, zawsze zabierało jej wszystko inne, jakby bez tego miała być zupełnie innym człowiekiem, a wcale tak nie było.
Zamilkła na moment, gdy wspomniał o tym, że był żonaty. Najwyraźniej każdy miał swoje tajemnice, swoje historie do opowiedzenia. Nie wyglądał jej na kogoś, kto miałyby chęć pakować się w coś tak zobowiązującego jak małżeństwo, może źle go oceniła? Nie powinna tego robić. - Czasem się tak zdarza, że ludzie się mijają. - Co innego mogła mu powiedzieć na podstawie tych lakonicznych informacji? Nie miała pojęcia dlaczego się rozeszli, nie zamierzała go oceniać, bo dlaczego miałaby to robić, każdy czasem dokonywał nie do końca przemyślanych wyborów.
- Czy ja wiem, mi jest całkiem dobrze na tej Twojej dużej przestrzeni, mogłabym się z tym kłócić. - Zdecydowanie potrafiła to robić, zresztą ten argument do niej zupełnie nie przemawiał, wiedziała, że skorzystał z niego w formie żartu, mimo wszystko nie do końca jej się podobał. - Nie da się ukryć, że masz duże ego, ale chyba to nie jest takie najgorsze, podejrzewam, że bez niego byśmy się tutaj nie znaleźli. Inaczej mogłabym być jeszcze bardziej sztywna niż jestem. - Może faktycznie miał w sobie przesadną pewność siebie, ale co z tego? Czasem warto było mieć świadomość swoich zalet. W oczach Prue on wiedział co robi, zachowywał się odpowiednio, nawet jeśli traktował ją jako sztywniarę, zresztą sama pewnie miałaby o sobie podobne zdanie. Rzadko kiedy wychodziła z roli, tym razem i tak zachowywała się bardzo odmiennie niż miała w zwyczaju, ale to też mogło być za mało. Chciała, żeby wiedział, że naprawdę ma go za kogoś całkiem w porządku, zresztą jak mogłoby być inaczej? Uratował jej życie, nie znał jej, a nadal brnął z nią w stronę ministerstwa, jakby to również było dla niego ważne.
- Wiele rzeczy widziałam w swoim życiu, nie sądzę, żeby coś jeszcze mnie zdziwiło. - Jasne, mogłaby to być abominacja, równa serowi w proszku, ale w tym wypadku naprawdę była gotowa na wszystko. W końcu pracowała przez kilka lat w Mungu, a tam widziała sporo naprawdę ciekawych przypadków. Miała świadomość, że w przypadku leczenia ludzie potrafią być naprawdę kreatywni. Czasem zastanawiała się, skąd brały się te pomysły, ale chyba nie było sensu się nad tym zastanawiać, tak po prostu się działo.
- Można, oczywiście, ale wypadałoby znać się na tych rytuałach. - Oczywiście nie wątpiła w to, że on się na nich zna, ale jej wiedza praktyczna akurat w tej dziedzinie magii była znikoma. Nigdy jej do niej nie ciągnęło, lubiła się bawić w nieco inny sposób, i to do tego zmierzała. - Jako nieustraszony klątwołamacz masz z tym doświadczenie, co? - Widać było, że wie o czym mówi. Ta ścieżka kariery była dosyć ryzykowna, ale rozumiała to, że niektórzy mogą chcieć nią podążać, nigdy nie był to jej konik, bo Prue zdecydowanie wolała teorię od praktyki, ale wiedziała, że niektórzy mieli inaczej.
- Tak, to ma sens, w obliczu głodu, nie ma znaczenia to, jaki smak ze sobą niesie. - Powiedziała tak, jakby faktycznie miała o tym jakiekolwiek pojęcie, przecież wiedział, na pewno mógł się domyślić tego, że nigdy nie musiała narzekać na głód. Od lat prowadziła raczej spokojne życie, gdzie mogła pozwolić sobie na wszystko, na co miała ochotę w danym momencie, nie była może bardzo bogata, ale nie mogła narzekać. To byłoby nie w porządku w stosunku do wszystkich innych, którzy nie mogli pozwolić sobie na tyle, co ona.
- To nic trudnego, pokażę Ci kiedyś. - Oczywiście, że będzie miała ku temu okazję... Tak, jasne, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że nigdy więcej nie mieli się już spotkać. Zaczynali planować pewne rzeczy, co było całkiem zabawne zważając na to, w jakiej sytuacji się znaleźli, ale może właśnie wręcz przeciwnie, może w tym wszystkim dobrze było mieć to poczucie, że jednak czekała na nich jakaś przyszłość? Miała świadomość, że nie powinna wierzyć w te wszystkie słowa, ale naprawdę to zapewniało jej chwilowe poczucie bezpieczeństwa.
- Musisz mi wybaczyć moją niewiedzę, nie jestem specjalnie światowa. - Wręcz przeciwnie, Prue mimo swojej dosyć sporej wiedzy raczej trzymała się granic kraju, była bardzo zachowawcza, jeśli o to chodzi. Nigdy nie ciągnęło jej do dalekich wypraw, rzucania wszystkiego w pizdu i podążania własną ścieżką. Teraz może trochę tego żałowała, bo inaczej patrzyło się na to wszystko ze świadomością, że świat może się skończyć nagle.
- Zrejestrowałam - Luizjana, teraz już się nie pomylę, to faktycznie okropny błąd, jak na przyjaciółkę, ale powinieneś mnie szybciej o tym uprzedzić. - Przecież tak dobrze się znali, skoro już nazywali się swoimi przyjaciółmi prawda, szkoda tylko, że nawet nie znali swoich imion, ale to nie one były w tym wszystkim najważniejsze, wręcz przeciwnie wydawało jej się, że miały aktualnie najmniejsze znaczenie.
- No dobra, amnezjatorzy to może zły przykład, ale mogą ich zaatakować wkurzeni mugole, a są nieprzewidywalni. - Próbowała nieco rozjaśnić mu swój punkt widzenia. Może nie do końca miało to sens, ale co z tego. Oczywiście, że jego zawód znajdował się na pierwszym miejscu najbardziej niebezpiecznych i widziała, że mu to odpowiadało. - Klasyczny łowca poluje na zwierzęta? Stworzenia, istoty? Jak zwał tak zwał. Są to szaleni ludzie, którzy nie boją się niczego, mam wręcz wrażenie, że specjalnie pakują się w kłopoty, aby poczuć nieco adrenaliny. - Mogłaby sięgnąć po mniej przyjemne słowa, ale starała się być miła. Nie zawsze było to dla niej zrozumiałe, naprawdę próbowała ogarnąć po co pakować się smokowi w paszczę, ale jakoś nie do końca to rozumiała.
- Dobra, to chyba moment, w którym powinnam docenić wyższość klątwołamaczy nad wszystkimi innymi, prawda? - Jego wyjaśnienie wydawało się mieć jakiś sens, więc może faktycznie był to odpowiedni moment, aby to zrobić. Zapewne już zauważył, że Prue nie miała problemu z tym, aby przepraszać za swoje zachowanie, czy weryfikować swoja opinię. - Rozumiem do czego zmierzasz, wygrałeś. - Z tymi wszystkimi innymi zawodami oczywiście.
- Oczywiście, to muszą być pieniądze, bo co innego. - Rzuciła jeszcze, jakby nie zdawała sobie z tego sprawy. Mogła być elegancka, ale wbrew pozorom wiedziała jak wyglądał świat, jakimi prawami się rządził. Pieniądze były ważne, nie dało się tego pominąć. - Interesy bywają bardzo problematyczne. - W końcu moralność nie pozwalała na wszystko, wiedziała, z czym się to jadło, ona również była proszona o różne przysługi, nie na wszystkie mogła sobie pozwolić. Nie wydawało jej się, aby miał większe granice od tych jej, ale ona przy tym wszystkim jeszcze musiała udawać porządnego człowieka, bo przecież pracowała w Ministerstwie, a to niosło ze sobą pewną odpowiedzialność.
Prue usłyszała krzyk, który rozległ się w tłumie. Wybił ją on na chwilę z tej rozmowy, całkiem łatwo było odpłynąć na chwilę ignorując wszystko to, co działo się wokół nich, jednak zdarzały się momenty, jak te, które przypominały jej o tym, gdzie właściwie się z znajdowali. Odruchowo spojrzała w stronę najbliższej kamienicy - płonęła, najwyraźniej płomienie wcale nie przestawały trawić kolejnych budynków, to ona ignorowała to, co działo się wokół.
- Jakby Cię zobaczyły, to na pewno zaczęłyby spierdalać tam, gdzie pieprz rośnie. - Wyczuła ironię, ale wcale nie piła do tego, że nie potrafił poruszać się po lesie, wydawało jej się wręcz, że ktoś z jego doświadczeniem, musiał to robić całkiem naturalnie, tyle, że nawet zwierzęta miały jakieś zmysły, które trzymały je z daleka od niebezpiecznych typów, właściwie to nie miała pojęcia, gdzie podziały się jej zmysły za to odpowiedzialne, ale pewnie dojdzie do tego później.
- Skromny jesteś. - Jakoś wcale nie zdziwiły jej jego słowa. Wyglądał na kogoś, kim interesowały się kobiety, nie dało się ukryć, że miał w sobie coś, co do niego przyciągało, nie, żeby sama chciała jakoś specjalnie to sprawdzić. Wiedziała, że ktoś taki jak on, nie zainteresowałby się osobą jej pokroju. Byli z zupełnie innych światów, mimo tej całej przyjacielskiej rozmowy jaką dobyli zdawała sobie z tego sprawę. To nie był pierwszy raz, kiedy wydawał się być bardzo pewny swojej własnej wartości, dobrze to o nim świadczyło, bez sensu przecież byłoby sobie umniejszać mając świadomość ze swoich zalet.
- Nie, wcale tego nie sugeruję. - Jakże mogłaby mu sugerować niewdzięczność? W sytuacji, w której się znaleźli nie miała wobec tego żadnego prawa, nie było jej tutaj, gdyby nie on, a ona sama też nie chciała być niewdzięczna, naprawdę doceniała jego wsparcie.
Miała wrażenie, że zamieszanie wokół nich jest coraz większe. Ludzie przepychali się jakoś bardziej, jakby faktycznie czuli, że znajdują się u celu swojej wędrówki i gdy tylko go przekroczą niebezpieczeństwo miałoby zniknąć. Poczuła potknięcie, nie mogło być inaczej, przecież była od niego zależna, znajdowała się na plecach mężczyzny, odruchowo zacisnęła dłonie na jego ramionach - nie chciała spaść, nie gdy znajdowali się tak blisko miejsca docelowego. Poczuła zresztą jego dłonie zaciskające się wokół jej nóg - nie chciał jej zgubić, nie chciał, aby stała się jej krzywda. Robił to, o czym mówił wcześniej, pilnował, aby dotarła w jednym kawałku do Ministerstwa tak jak jej obiecał.
- Na zobaczenie moich cycków trzeba sobie zasłużyć. - Oczywiście, że musiała mu odpowiedzieć, chociaż aktualnie naprawdę zastanawiała się nad tym, czy to faktycznie nie byłoby bardziej efektywną opcją. Jednak powinni zostać przy pierwotnym pranie, on brzmiał bardziej logicznie, jego powinni się trzymać. Wymachiwała tą plakietką jak pomylona, ale to nic nie dawało, przynajmniej jak na razie.
- Próbuję, ale to chyba nic nie daje. - Nie chciała brzmieć na zrezygnowaną, ale mogło tak się wydarzyć. Wyciągnęła bowiem rękę w górę i machała tą nieszczęsną plakietką, naprawdę zależało jej na tym, aby przedstawiciele ministerstwa ja zobaczyli i zabrali do środka. Tam mogła się na coś przydać.
W końcu udało im się zwrócić na siebie uwagę, właściwie to na nią? Chyba dotarło to tych ludzi, że jest jedną z nich. To dobrze, jeszcze chwila, a powinna znaleźć się w bezpiecznej przestrzeni, a może nawet przydać do czegoś konkretnego. Oczywiście, że nie zamierzała siedzieć z założonymi rękoma, kiedy w Londynie działo się coś takiego. Musiała odetchnąć, mimo, że przecież praktycznie nic nie zrobiła odkąd ruszyli się z Horyzontalnej, to czuła, że tego potrzebuje.
Wiedziała, że ten moment nadejdzie, że w końcu będzie musiała znaleźć się na ziemi. Nie wiedziała tylko dlaczego teraz ją to tak przerażało. To nie było dla niej typowym zachowaniem, raczej powinna się czuć nieswojo na plecach zupełnie obcego mężczyzny, ale wcale tak nie było, nie sądziła, że dzisiaj jeszcze chociaż przez chwilę poczuje się tak bezpiecznie, jak będąc tutaj z nim, w ten sposób.
- Tak, dam radę. - Mruknęła cicho, prosto do jego ucha, musiała to zrobić. Nie mogła wiecznie żerować na jego życzliwości. Rzeczywiście pracownicy ministerstwa ich dostrzegli, za chwilę pewnie znajdzie się w bezpiecznym miejscu. Nie będzie musiała martwić się napierającym tłumem. To będzie za nią. Tylko dlaczego czuła dziwny niepokój? Martwiła się tym, co stanie się z mężczyzną, który ją tutaj przyprowadził. Mimo, że byli sobie obcy, to czuła, że ich historie zostały dzisiaj ze sobą splecione, wolałaby mieć pewność, że nic złego mu się nie przytrafi, kiedy będzie stąd znikał.
- Nie przepraszaj mnie, zrobiłeś dla mnie wiele. - Więcej niż wszyscy inni, niż ktokolwiek jej bliski. Naprawdę nie musiał tego robić. Wiedziała, że w końcu nadejdzie moment, w którym będzie musiała stanąć na własne nogi i znaleźć się na ziemi. Dwa metry nie brzmiały źle, na pewno sobie poradzi - musiała sobie poradzić. Szkoda by było zaprzepaścić to wszystko, co on dla niej zrobił.
Poczuła dłonie zaciskające się na jej talii, co oznaczało, że faktycznie do tego doszło. Postawił ją na ziemi. Znalazła się pośród tych ludzi, którzy walczyli o przetrwanie, nie była słaba - musiała sobie poradzić. Odetchnęła głęboko i przymknęła oczy na chwilę. Musiała się uspokoić.
- Nigdzie się nie wybieram. - Nie miała pojęcia, jak wyglądało zrobienie przestrzeni dla jej ciała. Miała to gdzieś, została wepchnięta w jego ciało, trzymał ja przy sobie. Właściwie to po raz kolejny czuła się bezpiecznie, tylko dlatego, że znajdowała się przy nim. Wiedziała, że zaraz to minie, będzie to ten krótki moment, w którym znowu powinna zająć się sama sobą.
- Dziękuję. - Powiedziała jeszcze cicho, chociaż, czy to faktycznie mogło wystarczyć? Te głupie słowa wdzięczności, za to co dla niej zrobił. Musiała jednak to zrobić, czuła, że się nigdy więcej nie spotkają, bo niby dlaczego by mieli. To, że dwa razy to zrobili było tylko zbiegiem okoliczności. Nie znali się, zupełnie, nie wiedzieli nawet jak się nazywają. To skłoniło ją do podjęcia bardzo głupiej decyzji.
Odwróciła się, chcąc jeszcze raz spojrzeć w jego oczy, chociaż je mogła zapamiętać, nie miała pojęcia dlaczego wydawały jej się nie być zupełnie obce. Nie zastanawiała się nad swoim dalszym postępowaniem. To nie miało najmniejszego sensu, był to tylko krótki moment, chwila, która miała minąć. Znajdowali się w samym sercu chaosu, pośród obcych ludzi. Wyciągnęła dłoń, aby pociągnąć go za chustę, którą przykrywał swoją twarz. Widziała ją już przecież wcześniej, ale nie umiała jej połączyć z żadną znaną sobie osobą.
To był odruch, zareagowała zupełnie nieprzewidywalnie. Nie miała w zwyczaju robić takich rzeczy, ale przecież to był ich mały koniec świata, nie powinna w ogóle się nad tym zastanawiać. Zamiast tego, zamiast kalkulować, rozważać wszystkie możliwe opcje, po prostu wspięła się na palcach, aby zbliżyć się do mężczyzny jeszcze bardziej. Był od niej dużo wyższy, ale nie wydawało się to być przeszkodą, oparła się na nim całym swoim, drobnym ciałem, aż wreszcie go pocałowała. Nie miała pojęcia, czy odwzajemni jej pocałunek, czy uzna ją za nienormalną, nawet jeśli, to co z tego, mieli się już nigdy nie spotkać... Złączyła ich usta w pocałunku, który może nie powinien mieć miejsca, zważając na to, co działo się wokół nich, ale czuła, że powinna to zrobić, chciała to zrobić, chciała być dzisiaj kimś innym, niż była zazwyczaj.
W końcu po prostu odwróciła się na pięcie, jakby nc takiego się nie stało i zniknęła w tłumie, miała do przejścia przecież tylko dwa metry, na pewno sobie poradzi...
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control