19.04.2025, 00:41 ✶
Atreus w ogóle nie wiedział jak wyglądał, ale na pewno dało się to opisać słowem 'koszmarnie'. W przeciwieństwie jednak do Victorii, w ogóle się tym nie przejmował. Nie ruszały go zlepione, pociemniałe od popiołu włosy, nieco przybrudzona twarz, ani już tym bardziej mundur który aż krzyczał o pomoc, biorąc pod uwagę że cuchnął dymem przez wycieczkę w płomienie, a nogawka była lekko sztywnawa od zaschniętej krwi. Pod względem pedantyczności Lestrange przypominała mu siostrę i na krótki moment pomyślał nawet o Florence, zastanawiając się jak radziła sobie w szpitalu. Bo o tym, ze tam się teraz znajduje, był absolutnie przekonany. W końcu była pracoholiczką, która więcej czasu spędzała w Mungu jak poza nim, a taka noc błagała o niesienie pomocy i napełniała ręce robotą. O Kamienicy natomiast w ogóle nie myślał, jakoś instynktownie uznając że kryjące ją mechanizmy skutecznie obronią ją także przed efektami pożarów, a domek w Little Hangleton... na niego zwyczajnie machał ręką.
- No, to tyle dobrze. Mniej zmartwień, więcej rąk do pomocy - rzucił i podobnie jak ona, patrzył zupełnie gdzieś indziej. - Dziękuję, zapamiętam to sobie - prychnął, rozbawiony nawet, że postanowiła ten temat przytoczyć. Oczywiście, wolał już żeby myśleli że siedział na klopie, niż że musiał się użerać z niewymownymi w Departamencie Tajemnic. - Byłem z Bletchley i trafiliśmy na taką chmarę dymu, której nie dało się rozproszyć. Dusząca bardziej jak normalny dym, mam wrażenie że miało to coś wspólnego z tym popiołem. Że to musiało być napędzane magią. Jest ich podobno trochę na paru ulicach, bo próbowałem to zgłaszać do Biura. Trochę mnie też źle teleportowało, ale to nie powinien być problem. Zaszyli mnie - poklepał się po udzie, wskazując nogę na którą faktycznie lekko kulał, ale wychodził z założenia że póki faktycznie mógł się ruszać to wszystko było okej.
!nokturn
- No, to tyle dobrze. Mniej zmartwień, więcej rąk do pomocy - rzucił i podobnie jak ona, patrzył zupełnie gdzieś indziej. - Dziękuję, zapamiętam to sobie - prychnął, rozbawiony nawet, że postanowiła ten temat przytoczyć. Oczywiście, wolał już żeby myśleli że siedział na klopie, niż że musiał się użerać z niewymownymi w Departamencie Tajemnic. - Byłem z Bletchley i trafiliśmy na taką chmarę dymu, której nie dało się rozproszyć. Dusząca bardziej jak normalny dym, mam wrażenie że miało to coś wspólnego z tym popiołem. Że to musiało być napędzane magią. Jest ich podobno trochę na paru ulicach, bo próbowałem to zgłaszać do Biura. Trochę mnie też źle teleportowało, ale to nie powinien być problem. Zaszyli mnie - poklepał się po udzie, wskazując nogę na którą faktycznie lekko kulał, ale wychodził z założenia że póki faktycznie mógł się ruszać to wszystko było okej.
!nokturn