Kiedy Cornelius wspominał o tym, że zabierze ją do wakacyjnego domu nad jeziorem nie do końca tego się spodziewała. To całkiem normalne, że rodziny jej znajomych miały takie wielkie letnie rezydencje, prawda? No nie, Prudence nie otaczała się bogaczami, nie miała wokół siebie ludzi, których stać by było na takie zachcianki. Nie, żeby jej to szczególnie przeszkadzało, widać jednak jak bardzo mogły różnić się standardy w zależności od tego, z jakiej rodziny się pochodziło. Próbowała nie dać po sobie znać, że to miejsce zrobiło na niej ogromne wrażenie, Elias nigdy jakoś szczególnie nie opowiadał o tym, jak wyglądał dom, w którym zaszywał się od czasu do czasu ze swoimi przyjaciółmi. Zresztą nie ciągnęła go za język, bo nie bardzo ją to obchodziło. Tym razem i ona się tutaj znalazła, po pierwsze dlatego, że był tu jej bliźniak, po drugie Corio wspomniał też o tym, że mogłaby się na coś przydać.
Nim teleportowali się na miejsce zdążyła jeszcze zajrzeć do swojego mieszkania, które może nie spłonęło, jednak odniosło drobne szkody, będzie musiała poprosić Eliasa, aby wstawił jej nowe okna, bo szyby zostały potłuczone. Cieszyła się, że w końcu go zobaczy, z tego co wiedziała mieli się tu również znajdować jego inni przyjaciele, co nie napawało ją ogromnym optymizmem, bo nie do końca za wszystkimi przepadała, Romulus ledwie kilka dni temu zdążył ją zirytować, zresztą robił to przy każdej możliwej okazji, oni wszyscy to robili jeszcze w czasie kiedy chodzili razem do szkoły. Z niektórymi udało jej się później dogadać, a nawet zaczęła z nimi współpracować jak z Corneliusem, czy Ambroisem. Nie zakładała też, że w przypadku tego, co się wydarzyło ktokolwiek będzie miał ochotę na te niepotrzebne zaczepki i kłótnie, więc może nie powinno być tak źle - powinna trzymać się tej myśli.
Z mieszkania wzięła niezbyt wiele rzeczy, zresztą pakowała się dość szybko, bo wiedziała, że się spieszą. Tak naprawdę to wrzuciła do niewielkiej torby jedynie trochę ubrań i swoje świeczki, bo mogły się jej na coś przydać. To wszystko zostawiła w sypialni dla gości, która tymczasowo miała się stać jej pokojem. Nie miała pojęcia ile tu właściwie zostanie, nie zamierzała się nad tym teraz zastanawiać, zresztą nic jej przecież nie trzymało w Londynie, no może poza pracą, do której będzie miała stąd nieco dalej.
Po rozmowie z bratem, którą odbyła, gdy tylko znalazła się w tym domu została oprowadzona po tej rezydencji, cóż, potrzebowała przewodnika, bo było to zupełnie nowe miejsce, czuła, że minie trochę czasu, zanim faktycznie się w nim odnajdzie. Zresztą bardzo szybko dotarło do niej, że popełniła błąd, gdy powiedziała, że sobie poradzi, że zaraz wróci, bo Elias gdzieś jej zniknął na chwilę.
Pałętała się od kilkunastu minut i nie do końca wiedziała, jak właściwie ma wrócić na piętro. Jakimś dziwnym trafem znalazła się w piwnicach, które były okropnie rozległe. Było tu ciemno i zimno, nie bała się jakoś szczególnie, bo prędzej, czy później powinni zauważyć, że jej nie ma. Nie będzie się tu włóczyć do usranej śmierci. Nie, żeby nie wolała się teraz znajdować w łóżku, nie przespała ostatnich dwóch nocy, była zmęczona, a kiedy była zmęczona robiła się naprawdę marudna, dobrze, że była tutaj sama i nikt nie mógł zauważyć jej frustracji.
Nie podawała się jednak jak na razie. Nadal jakoś człapała na tych swoich krótkich nóżkach, poszukując wyjścia. Nie, żeby czuła, że nagle, raptownie odnajdzie wyjście, jednak wolałaby nie zostać tutaj nie wiadomo jak długo. Zamorduje brata za to, że pozwolił jej się zgubić, po to przecież nie była jej wina.
Oświetlała sobie drogę słabym strumieniem światła, które wyczarowała na czubku swojej różdżki. Coś przykuło jej uwagę, nie było to może wyjście z piwnicy, jednak chyba miała odrobinę szczęścia, bo najwyraźniej trafiła do miejsca, w którym ciotka Corneliusa trzymała alkohol. Przepracowała wiele godzin, chyba mogła sięgnąć bo butelkę, jej również należało się coś od życia, skoro miała utknąć w tej piwnicy, to przynajmniej mogła to robić racząc się przy tym jakimś trunkiem.
Skupiona była przede wszystkim na tym, aby odnaleźć coś, co mogłoby ją zainteresować, chociaż po głębszym przemyśleniu stwierdziła, że była to taka sytuacja, w której nie zamierzała wybrzydzać. Nie zauważyła, że nie jest tutaj sama, całą swoją uwagę przykuła do skrupulatnie poukładanego alkoholu.
Sięgnęła po pierwszą butelkę, która nawinęła jej się pod rękę, wino, było to wino, nie mogła trafić lepiej. Oczywiście, że nie miała przy sobie korkociągu, więc bez zastanowienia postawiła butelkę na ziemi, żeby usunąć korek przy pomocy różdżki, czasem trzeba było korzystać z magii przy takich banalnych sprawach.
- Mam nadzieję, ze mnie nie zawiedziesz. To bardzo słaby dzień. - Mruknęła cicho do siebie, po czym machnęła różdżką, aby zrealizować swój niecny plan.
Wszystko poszło po jej myśli, także ledwie chwilę później trzymała już w dłoni otwartą butelkę, którą zbliżyła do swoich ust, odwróciła się wtedy i dotarło do niej, że chyba nie jest tutaj sama, ktoś siedział pod ścianą. Nie spodziewała się tego, zupełnie, przez co pisnęła odruchowo, serce zaczęło jej bić szybciej, nie zakładała bowiem, że ktoś będzie przesiadywał w tej piwnicy. Nie do końca wiedziała kogo powinna się spodziewać, do tego zareagowała tak głupio, że poczuła, że zaczyna się czerwienić na twarzy, przecież to nie było nic takiego, a ona spanikowała.
- Wystraszyłam się. - Powiedziała cicho, w eter, aby wyjaśnić swoje zachowanie. Dopiero po chwili zaczęła dokładniej przyglądać się osobie, która siedziała pod ścianą. Nie ruszała się z miejsca, dotarło do niej dość szybko, że najwyraźniej nieznajomy, który uratował jej życie podczas pożarów ponownie pojawił się na jej drodze. To było dziwne, bo znajdowali się w piwnicy, u Corneliusa, co świadczyłoby o tym, że go znał. Nie miała pojęcia kim jest i dlaczego przesiaduje w tym miejscu, ale poczuła się okropnie nieswojo, bo przecież miała go nigdy więcej nie spotkać.
Powinna się spodziewać tego, że los nie będzie dla niej szczególnie łaskawy. Raz w życiu zachowała się zupełnie inaczej, niż miała w zwyczaju, robiąc to tylko dlatego, że czuła dziwną pewność, że nie pojawią się żadne konsekwencje spowodowane przez jej spontaniczne zachowanie, a teraz znajdowała się w piwnicy swojego szefa, z typem, którego postanowiła pocałować, swoją drogą ten pocałunek okazał się być naprawdę warty zapamiętania, tyle, że nie spodziewała się, że przyjdzie jej mu jeszcze kiedyś spojrzeć w oczy.
Odetchnęła głęboko, przez chwilę milczała, postanowiła jednak zachować się w miarę przyzwoicie, nim to zrobiła pociągnęła kolejny łyk z butelki - powinien jej wybaczyć. - Cześć. - Bo chyba od tego wypadało zacząć? Cieszyła się, że nic mu się nie stało, po tym jak odstawił ją do ministerstwa, oczywiście, że tak było. W ciągu tych dwóch dni zastanawiała się nad tym, czy przez to, że jej pomagał nie spotkało go coś złego. Wiele osób straciło życia tej okrutnej nocy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control