19.04.2025, 15:35 ✶
Im więcej było wokół zamieszania, tym bardziej kontrolował kątem oka położenie Faye. Nie tylko po to, by wiedzieć, co się z nią dzieje. Zdawał sobie sprawę z tego, że najpewniej to ona będzie lepiej zorientowana w tym wszystkim. Ponownie ta jedna szalona myśl zakręciła mu się w głowie, ale chwilowo tylko szedł dalej, zostawiając na boku to, na co jeszcze nie miał wpływu. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Zapytał szczeniaka o kierunek, bo wyglądał tak, jakby przed chwilą miał to coś przed twarzą i tylko dostateczna dawka strachu go uratowała. Traversówna słusznie założyła, że jej rozkaz obejdzie się bez echa, zwłaszcza, że Skoll nic mu przecież nie robił. Tym bardziej, że bez ociągania dostał swoją odpowiedź.
Zerknął zaraz za ręką i wyciągniętym palcem, a w tym momencie przed oczyma mignęła mu Faye. Greyback warknął pod nosem i natychmiast puścił dzieciaka, dając mu uciekać, gdzie tam chciał. Właśnie przestał być istotny.
— A ty dokąd? — prychnął, ruszając za dziewczyną. Dogonienie jej nie było dużym problemem, wkrótce oboje stanęli między kamienicami.
Kilkaset metrów przed nimi znad zagryzionego kota podniosła się sylwetka brunatnego stworzenia o długich, masywnych kończynach. Wyglądało na wychudzone nawet jak na swój gatunek, sierść miało jakby wyleniałą i z pewnością trochę przeszło od chwili ucieczki. Umazany krwią pysk sprawiał niepokojące wrażenie czegoś na granicy człowieczeństwa.
Faye z pewnością rozpoznała przyczajacza. Nie był jeszcze dorosły, ale wciąż niebezpieczny.
— I co teraz, biegniemy dalej na oślep? — mruknął Skoll z niezadowoleniem, ale pytanie było poważne. Czasu do namysłu również wiele nie mieli. Greyback zaklął pod nosem, kiedy stworzenie dosłownie zniknęło im z oczu. Zacisnął mocniej palce na różdżce i zerknął na Faye.
Zapytał szczeniaka o kierunek, bo wyglądał tak, jakby przed chwilą miał to coś przed twarzą i tylko dostateczna dawka strachu go uratowała. Traversówna słusznie założyła, że jej rozkaz obejdzie się bez echa, zwłaszcza, że Skoll nic mu przecież nie robił. Tym bardziej, że bez ociągania dostał swoją odpowiedź.
Zerknął zaraz za ręką i wyciągniętym palcem, a w tym momencie przed oczyma mignęła mu Faye. Greyback warknął pod nosem i natychmiast puścił dzieciaka, dając mu uciekać, gdzie tam chciał. Właśnie przestał być istotny.
— A ty dokąd? — prychnął, ruszając za dziewczyną. Dogonienie jej nie było dużym problemem, wkrótce oboje stanęli między kamienicami.
Kilkaset metrów przed nimi znad zagryzionego kota podniosła się sylwetka brunatnego stworzenia o długich, masywnych kończynach. Wyglądało na wychudzone nawet jak na swój gatunek, sierść miało jakby wyleniałą i z pewnością trochę przeszło od chwili ucieczki. Umazany krwią pysk sprawiał niepokojące wrażenie czegoś na granicy człowieczeństwa.
Faye z pewnością rozpoznała przyczajacza. Nie był jeszcze dorosły, ale wciąż niebezpieczny.
— I co teraz, biegniemy dalej na oślep? — mruknął Skoll z niezadowoleniem, ale pytanie było poważne. Czasu do namysłu również wiele nie mieli. Greyback zaklął pod nosem, kiedy stworzenie dosłownie zniknęło im z oczu. Zacisnął mocniej palce na różdżce i zerknął na Faye.