05.02.2023, 15:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2023, 00:48 przez Brenna Longbottom.)
Nie udało się z loterią, nie udało się z informatorem, a wreszcie nastąpiła wisienka na torcie: kolejne w tym tygodniu spotkanie z panią Turpin. Która rzeczywiście zgłaszała parę dni temu, że sąsiad czyni różne bezeceństwa w swoim mieszkaniu i której Brenna bardzo grzecznie wyjaśniła wtedy, że Brygadziści nie mogą nikomu zabronić pewnych czynności w ich własnych łóżkach i mieszkaniach.
Pomijając już fakt, że po pierwsze, sąsiad mieszkający nad panią Turpin miał osiemdziesiąt lat i Brenna wątpiła, by nawet najlepszy eliksir pozwalał mu na pewne ekscesy noc w noc, po drugie, kamienica miała dość grube podłogi. By słyszeć odgłosy z góry pani Turpin musiała prawdopodobnie pilnie ich nasłuchiwać. A może nawet zadbała o jakąś szparę.
– Pani Turpin, ten eliksir na sen może kogoś zabić – spróbowała ją delikatnie uświadomić, co wywołało tylko kolejną litanię narzekań, tym razem o bezpodstawne oskarżenia. Brenna wysłuchała jej z kamienną twarzą, a potem faktycznie dokonała konfiskacji składnika (i tu wysłuchali następnych marudzeń).
– Z tego, co mi wiadomo, nie. Jeśli ma jakichś krewnych, nie chcą utrzymywać z nią kontaktu – westchnęła Brenna, gdy znaleźli się z Patrickiem sami. Spojrzenie jej ciemnych oczu powędrowało ku oknom kamienicy, której mieszkańcy mieli ten ogromny pech, że trafili do tego samego budynku, co pani Turpin. – Ostrzegę jej sąsiadów i poproszę, by jeśli cokolwiek próbowała im podać, przyszli z próbką do mnie. Wątpię zresztą, by faktycznie coś od niej wzięli, jest tutaj ogólnie znienawidzona. Doradzę też panu, który nad nią mieszka, żeby rzucił zaklęcia wyciszające na podłogę. Jeżeli faktycznie spróbuje z wywarem żywej śmierci… Cóż.
Do tej pory była po prostu uciążliwa. Za taki numer jednak panią Turpin czekała rozprawa, kara pieniężna, a może nawet kilka dni w Azkabanie. To nie tak, że Brenna życzyła tego starszej pani, ale kobieta zdawała się działać w misji zrujnowania życia swoim sąsiadom. I nic nie pomagało, bo Brenna już parę razy próbowała z nią rozmawiać. Miała wrażenie, że po prostu pani Turpin zawsze miała kiepski charakter, a na starość zaczęło się jej jeszcze mieszać w głowie.
Chociaż tego, że ta ubzdura sobie, że uśpi sąsiadów wywarem żywej śmierci i nie ma w tym nic złego, to się nie spodziewała.
Zapatrzona w okna kamienicy nie dostrzegła, że ktoś przewinął się koło Patricka. Wybrał pewnie jego, z tej prostej przyczyny, że Brenna trzymała rękę w kieszeni płaszcza – ot przyzwyczajenie, bo w ten sposób mogła szybciej dobyć różdżki. Kiedy Steward krzyknął i rzucił się w pogoń, zareagowała odruchowo, ruszając w ślad za nim.
Pod tym względem zawsze reagowała tak samo. Ktoś uciekał? Goniła.
Wydobyła różdżkę. Na zatłoczonej ulicy nie odważyła się jednak rzucać czarów. Zakładała za to, że skoro Patrick gonił, musiał w tej sakiewce mieć sporo srebra. W skoku przemieniła się więc w wilka, wywołując tym jeden albo dwa okrzyki zaskoczenia. Kryciem tej umiejętności Brenna nigdy się nie przejmowała – informacje o niej każdy, już uczeń Hogwartu, mógł sprawdzić w rejestrach, bo chcąc używać tej zdolności w pracy, musiała dopełnić formalności.
Na czterech łapach, znacznie teraz szybsza niż na ludzkich nogach, wyprzedziła Patricka, pędząc w ślad za chłopakiem, który kierował się – jakże by inaczej – ku Nokturnowi.
Transmutacja, animagia:
Aktywność fizyczna:
Pomijając już fakt, że po pierwsze, sąsiad mieszkający nad panią Turpin miał osiemdziesiąt lat i Brenna wątpiła, by nawet najlepszy eliksir pozwalał mu na pewne ekscesy noc w noc, po drugie, kamienica miała dość grube podłogi. By słyszeć odgłosy z góry pani Turpin musiała prawdopodobnie pilnie ich nasłuchiwać. A może nawet zadbała o jakąś szparę.
– Pani Turpin, ten eliksir na sen może kogoś zabić – spróbowała ją delikatnie uświadomić, co wywołało tylko kolejną litanię narzekań, tym razem o bezpodstawne oskarżenia. Brenna wysłuchała jej z kamienną twarzą, a potem faktycznie dokonała konfiskacji składnika (i tu wysłuchali następnych marudzeń).
– Z tego, co mi wiadomo, nie. Jeśli ma jakichś krewnych, nie chcą utrzymywać z nią kontaktu – westchnęła Brenna, gdy znaleźli się z Patrickiem sami. Spojrzenie jej ciemnych oczu powędrowało ku oknom kamienicy, której mieszkańcy mieli ten ogromny pech, że trafili do tego samego budynku, co pani Turpin. – Ostrzegę jej sąsiadów i poproszę, by jeśli cokolwiek próbowała im podać, przyszli z próbką do mnie. Wątpię zresztą, by faktycznie coś od niej wzięli, jest tutaj ogólnie znienawidzona. Doradzę też panu, który nad nią mieszka, żeby rzucił zaklęcia wyciszające na podłogę. Jeżeli faktycznie spróbuje z wywarem żywej śmierci… Cóż.
Do tej pory była po prostu uciążliwa. Za taki numer jednak panią Turpin czekała rozprawa, kara pieniężna, a może nawet kilka dni w Azkabanie. To nie tak, że Brenna życzyła tego starszej pani, ale kobieta zdawała się działać w misji zrujnowania życia swoim sąsiadom. I nic nie pomagało, bo Brenna już parę razy próbowała z nią rozmawiać. Miała wrażenie, że po prostu pani Turpin zawsze miała kiepski charakter, a na starość zaczęło się jej jeszcze mieszać w głowie.
Chociaż tego, że ta ubzdura sobie, że uśpi sąsiadów wywarem żywej śmierci i nie ma w tym nic złego, to się nie spodziewała.
Zapatrzona w okna kamienicy nie dostrzegła, że ktoś przewinął się koło Patricka. Wybrał pewnie jego, z tej prostej przyczyny, że Brenna trzymała rękę w kieszeni płaszcza – ot przyzwyczajenie, bo w ten sposób mogła szybciej dobyć różdżki. Kiedy Steward krzyknął i rzucił się w pogoń, zareagowała odruchowo, ruszając w ślad za nim.
Pod tym względem zawsze reagowała tak samo. Ktoś uciekał? Goniła.
Wydobyła różdżkę. Na zatłoczonej ulicy nie odważyła się jednak rzucać czarów. Zakładała za to, że skoro Patrick gonił, musiał w tej sakiewce mieć sporo srebra. W skoku przemieniła się więc w wilka, wywołując tym jeden albo dwa okrzyki zaskoczenia. Kryciem tej umiejętności Brenna nigdy się nie przejmowała – informacje o niej każdy, już uczeń Hogwartu, mógł sprawdzić w rejestrach, bo chcąc używać tej zdolności w pracy, musiała dopełnić formalności.
Na czterech łapach, znacznie teraz szybsza niż na ludzkich nogach, wyprzedziła Patricka, pędząc w ślad za chłopakiem, który kierował się – jakże by inaczej – ku Nokturnowi.
Transmutacja, animagia:
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Aktywność fizyczna:
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.