- Jasne. - Nie zamierzała się z nim spierać bez końca, miał swoje zdanie, ona miała swoje zdanie, najwyraźniej ich zdania miały się różnić, bywało i tak, czyż nie? Nic nie mogła z tym zrobić, nie mogła zmienić jego sposoby myślenia o sobie samym, nie miała, aż tak wielkiej władzy, a szkoda.
Zresztą, czy znała go, aż tak dobrze? Poznali się w lipcu, mogła nie widzieć pewnych rzeczy, mogła mieć klapki na oczach, był kimś zupełnie nowym w jej życiu i może ona widziała go jako zupełnie inną osobę niż to, co jej mówił, to może wcale nie było to prawdziwym obrazem. Nie zamierzała wątpić swojej ocenie, ale czy naprawdę była osobą, która powinna go osądzać, czy powinno to należeć właśnie do niej? Czuła, że ma bardzo ograniczony obraz, tak, czy siak jednak miała swoją opinię na temat mężczyzny, dla niej okazał się być całkiem przyjemny w obyciu i wartościowy, stąd wzięła się jej opinia.
Słuchała tego, co do powiedzenia miał jej Edge. Nie miała pojęcia, gdzie był Thomas, wtedy i teraz, bo oczywiście, że jej o tym nie wspomniał. Nie była jego opiekunką, a jedynie siostrą z którą mieszkał. Nie musiał jej się tłumaczyć ze wszystkiego, co robił. Wiedziała, że ostatnio błądził, sam jej o tym wspomniał kilka dni temu, opowiadał o tym, że korzystał z czarnej magii, starała się to zrozumieć, tak samo, jak starała się zrozumieć to, że Edge próbował się targnąć na swoje życie. Nora Figg była wyrozumiała dla wszystkich, próbowała jakoś uargumentować sobie przyczyny ich postępowania, co wcale nie było łatwe, bo była ona zupełnie innym człowiekiem niż ci wszyscy ludzie, którzy ją otaczali. Czasem miała wrażenie, że urwała się z choinki, czy coś.
- Thomas wydawał się być złamany już wcześniej. - Czy powinna o tym mówić, może nie, ale nie mogła ominąć tego, o czym jej opowiadał. Już wcześniej w siebie wątpił, najwyraźniej on z Flynnem znaleźli się w jakiejś sytuacji, która mogła to pogłębić. Powinna się tego spodziewać, prawda? Powinna założyć, że będzie tylko gorzej.
- Ambroise, na pewno kierował się odpowiednimi wartościami. - Nie wątpiła w to, że jej przyjaciel wybrał słuszną drogę, tak samo, jak nie zamierzała negować decyzji Thomasa, czy Flynna, każdy z nich miał jakiś swój sposób, przez który podjął takie, a nie inne decyzje. Znała Ambroisa wiele lat, wiedziała, że zawsze postępował racjonalnie, musiał mieć ku temu swoje powody. Nigdy by w niego nie zwątpiła, był osobą w której miała oparcie przez wiele lat, nie zamierzała podważać jego zamiarów przez sytuację, o której wiedziała tyle, co nic. Będzie musiała go dopytać o to, co się wydarzyło, co właściwie się stało, bo Nora nie była osobą, która ot tak wydawała osądy. Najwyraźniej jednak jego zachowanie nie do końca pasowało Flynnowi, który próbował aktualnie stwierdzić, że on i przyjaciółka Erika (tak, stąd kojarzyła Geraldine, bo czytała w gazetach informacje na temat ich domniemanego romansu) mieli gdzieś jej brata.
Nie chciała za bardzo rozmyślać o tym teraz, bo nie znała faktów, zdawała sobie sprawę jednak z tego, że Thomas ostatnio nie był stabilny, po co pakował się w kolejne kłopoty? Nie miała pojęcia, nie była z tego powodu szczególnie zadowolona, bo był jej bratem i zależało jej na jego szczęściu, wiedziała, że w ten sposób go nie osiągnie.
- Nie mam pojęcia co dokładnie się wydarzyło, ale czy Thomas zjawił się tam dobrowolnie? - To było dość ważne pytanie, nie sądziła, że dałoby się go gdziekolwiek zaciągnąć siłą, więc na pewno wiedział co robi. Jego zawód był niebezpieczny, niósł ze sobą spore ryzyko, zresztą Norka nawet tak naprawdę nie do końca wiedziała, jak wyglądał taki typowy dzień klątwołamacza.
- Na pewno herbata będzie gotowa na jego przyjście. - Zawsze była, dla wszystkich, którzy ją odwiedzali. Od jakiegoś czasu to miejsce stało się oazą osób, które szukały nieco spokoju i ukojenia, była w stanie im wszystkim to dać.