Nie zostałaby w tej piwnicy, gdyby nie chciała doprowadzić do tej rozmowy. Mogła już na samym początku dostrzeżenia mężczyzny grzecznie przeprosić za przeszkadzanie mu w tej chwili, którą najprawdopodobniej chciał spędzić sam, bo nie znalazł się w tej ciemnej piwnicy, nie siedział tu z butelką w dłoni bez konkretnego powodu. Schował się przed towarzystwem, które znajdowało się na piętrze, pewnie nie chciał z nikim rozmawiać, miał zamiar zaszyć się w tej nieszczęsnej piwnicy. Nie była głupia, potrafiła łączyć kropki, domyśliła się, że chciał najprawdopodobniej po prostu uciec od tego co działo się na górze, chociaż na chwilę. Wiedziała, że sytuacja musiała być napięta, bo Corio i Ambroise byli w Londynie, zapewne najbliżsi na nich czekali, to nie był spokojny czas. Martwili się o nich.
Przeszkodziła mu w tym, zaskoczyła go. Wyłoniła się z ciemności niczym cień, którego się nie spodziewał i postanowiła zapytać o to, czy może się dołączyć. Zapewne nawet gdyby chciał jej odmówić, to było na to zbyt późno, bo zdążyła się już rozgościć w tej nieszczęsnej piwnicy, zdążyła go nieco osaczyć, przerwać mu tę chwilę samotności. Na pewno się tego nie spodziewał, nie mógłby domyślić się tego, że pojawi się tutaj zupełnie znikąd, dla niego to też było coś zaskakującego. Zapewne przez to w jakim miejscu się znaleźli czuła się tak nieswojo. Rozmowa była zdecydowanie trudniejsza od tych wcześniejszych, mniej zobowiązujących. Miała już świadomość tego, że będą się spotykać, mijać, przynajmniej w najbliższym czasie. To sporo zmieniało, chociaż czy naprawdę? Czy musiała przejmować się tą drobną zmianą? Czy faktycznie to miało wprowadzić takie zmiany w jej podejściu?
No nie do końca. Była w stosunku do niego wyjątkowo otwarta, ale on też to robił. Pojawiał się w jej życiu w zupełnie losowych sytuacjach, kiedy potrzebowała wsparcia, wyciągał do niej rękę, pomagał jej, a później znikał. Tym razem miał być tuż obok, nie zniknąć. Mogła dłużej przebywać w jego otoczeniu, okazał się istnieć naprawdę, a nie pojawiał się i znikał wyłącznie w sytuacjach zagrożenia.
To umożliwiało jej zaspokojenie ciekawości, dowiedzenie się o nim czegoś więcej, chociaż niby co nieco już jej powiedział podczas ich wspólnej wędrówki przez płonący Londyn. Nie wątpiła, że to wszystko o czym wtedy wspominał było prawdziwe, nie wyglądał na kogoś kto by ją okłamał, może była naiwna, ale ufała mu wtedy. Ciekawe, czy postąpiła słusznie.
Ona była z nim szczera, sytuacja była tak poplątana, nadzwyczajna, że nie wpadła na to, że mogłaby mu nie mówić prawdy, zresztą nie chciałby tego tamtej nocy. Dobrze było wiedzieć wtedy, że jest z kimś, że mimo tego, że się nie znali nie została zupełnie sama podczas tego chaosu, który trawił Londyn. Dowiedzieli się wtedy co nieco o sobie, bo ich wędrówka nie była wcale taka krótka, spędziła na jego plecach sporo czasu, przytulona do ciała nieznajomego, który teraz siedział przed nią w piwnicy. Byli bardzo blisko siebie tamtej nocy, nie powinno ją dziwić to, że teraz zrobiło się dość niezręcznie. Nie założyli możliwości ponownego spotkania, bo nie było ono wcale takie oczywiste. Nie mogli wiedzieć, że znajdą się w tym samym miejscu, nie mieli świadomości tego, że otaczają się znajomymi ludźmi, bo sami nie mieli szansy się wcześniej poznać. Zapewne przez to, że nie było go na miejscu, mówił o tym zresztą. Wspomniał, że tutaj nie mieszkał tamten nocy. Opowiadał o Stanach, o swoich podróżach, o pracy, o byłej żonie. Słuchała wszystkiego, co miał jej do powiedzenia, teraz na moment znowu się na tym skupiła, na tych wspomnieniach z tamtej nocy. Przymrużyła oczy, upijając przy tym spory łyk wina ze swojej butelki. Nadal coś nie dawało jej spokoju, ta dziwna świadomość, że go kojarzy, że już wtedy przy tym kocie miała to wrażenie, dziwne uczucie, że nie spotkali się pierwszy raz. To, że teraz byli w tym nie przypadkowym miejscu razem tylko to potwierdzało. Musiała myśleć, łączyć kropki, to na pewno nie był zbieg okoliczności.
Mrugnęła, przerwała chwilowo swój proces myślowy, przeniosła ponownie na niego spojrzenie. - Nie trzymam, nie wszyscy potrzebują noży do tego, aby się bronić, czy robić krzywdę innym. - Tak właściwie to mógł korzystać z nich dwojako, nie zakładała, że tylko się bronił, raczej korzystał z tego w obie strony. To chyba tak działało. Nie znała się szczególnie na nożach, nigdy nie ciągnęło jej do takich narzędzi. Zresztą, czy wyglądała na dziewczynę, która korzystała z przemocy? No nie, zdecydowanie nie. Jej wygląd mógł być mylący, Prue wcale nie była taka niewinna na jaką się kreowała. Nie wiedziała, czy ktoś z tutaj obecnych coś o niej wspominał, nie miała pojęcia, co mógł o niej wiedzieć poza tym, że znał jej imię i nazwisko i zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że na górze znajdował się jej brat.
- Też się nad tym czasem zastanawiam, ale chyba po prostu jeszcze nie było mojej pory na to, żeby odejść. Coś mnie tu trzyma, wiesz, inaczej chociażby przecież nie podsunęło by mi Ciebie pod nogi tamtej nocy. - Skoro już rozmawiali o jej życiu, to nie mogła nie wspomnieć o tym, że to była też jego zasługa, przynajmniej te dwa dni temu. Właściwie to była chyba najbardziej bliska śmierci sytuacja, w której się znalazła, więc naprawdę zrobiło to na niej spore wrażenie. Nie spodziewała się, że coś takiego może się.jej przytrafić, zresztą dość mocno to na nią wpłynęło. Spowodowało dziwne myśli, dziwne decyzje.
- Dobrze, więc miło mi Cię w końcu oficjalnie poznać Benjy, nie Benjaminie, nie Benie. Na pewno nie będziesz ej Ty, skoro już mi się przedstawiłeś, bo nie jesteśmy sobie obcy, prawda? To byłoby niegrzeczne zwracać się do Ciebie w ten sposób. - Skoro wyciągnął w jej kierunku dłoń, to zrobiła to samo, wypadało przejść przez te konwenanse prawda. To nie tak, że nie miała szansy już przełamać niemalże wszystkich granic dotyku ostatnim razem. Siedziała na jego plecach, wtulona w nie przez długi czas, później go pocałowała. Uścisk dłoni był naprawdę niczym wielkim jak na to, co miała szansę już z nim robić. Trochę ją nawet bawiło to, jakie to było popaprane, bo jej nie przytrafiały się podobne rzeczy, nie w jej poukładanym nudnym życiu. Może faktycznie miała się stać bardziej cool, skoro miała już takiego cool znajomego. Skoro się jej przedstawił, to nie byli sobie już obcy prawda? Ona również wiedziała kim jest, chociaż nic nie powiedziały jej te dane osobowe. Nadal coś jej tutaj nie grało, nadal nie wszystko do siebie pasowało, jakieś dane jej umykały. Miała to dziwne przeczucie, które jej nie opuszczało.
Zawtórowała mu w tym toaście i również upiła spory łyk alkoholu ze swojej butelki. Wino było całkiem smaczne, wchodziło jak złoto, wiedziała, że to może być zdradliwe, zważając na to, że znalazła się tutaj po dwóch nieprzespanych nocach, to mogło się skończyć bardzo słabo, ale zdecydowanie tego potrzebowała. Musiała odreagować wszystko, co się wydarzyło. Nie robiła tego sama, wbrew temu, co myślała jeszcze kilka minut temu. Nie sądziła, że kogoś tutaj spotka, zawsze lepiej pić w towarzystwie, więc może to naprawdę nie było takie złe, że się tutaj spotkali. Właściwie coraz bardziej wydawało jej się w porządku, to, że mieli szansę zobaczyć się zupełnie sami tak wcześnie, może miejsce nie było szczególnie atrakcyjne jak na nawiązywanie nowych znajomości, ale nie bardzo ją to obchodziło. Piwnice też miały swój urok, tak samo jak cmentarze, uwielbiała cmentarze.
- Ja, celowo? Coś Ty, przecież jestem bardzo sztywna, nie umiem się bawić. - Do tego też doszli ostatnio, że to on był tym bardziej cool w ich gronie. Najwyraźniej Bletchley postanowiła mu udowodnić, że ona także potrafiła czasem zaskakiwać i działać nieprzemyślanie, może nieco pozazdrościła mu tego, że był fajniejszy? Kto ją tam wiedział, co nią kierowało. Niczego jednak nie żałowała, nawet nie miała zamiaru udawać, że było inaczej. - Chociaż to prawda, jak widać okropna ze mnie złodziejka, mimo, że powinnam jakoś sobie radzić z kradzieżą, jako przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości, jak widać nie wyszło najlepiej. - Bawiło ją to, że rozmawiali o tym tak zupełnie niezobowiązująco. Znowu to robił, nie umknęło jej to, znowu rozładowywał napięcie poprzez żarty i to działało. Powodował, że ponownie czuła się lepiej, przestawało jej towarzyszyć to uczucie niezręczności. Nie oceniał, nie zaczepiał jej w żaden chamski sposób, a mogło być przecież różnie, chociaż czy aby na pewno? Czy Bletchley pocałowałaby kogoś kogo miała za buca, no nie. Jej odczucia rzadko kiedy się myliły, jeśli chodzi o osądy innych osób. Miała te swoje śmieszne, posrane zmysły, dzięki którym widziała nieco więcej, była wrażliwsza na pewne rzeczy.
- Ja ciągle myślę, nie teraz, nie w tej chwili, ja ciągle o tym myślę, wiesz. - Na pewno nie miał pojęcia w jaki sposób dokładnie działał jej umysł. Nie mógł tego widzieć. Zdrowe osoby nie miały pojęcia, jakie go potrafiło być upierdliwe, jak bardzo męczące potrafiło być takie odrywanie od rzeczywistości w czasie zwyczajnego dnia. Odrywanie się zupełnie znienacka od wykonywanej czynności, łapanie się na tym, że myśli o tych znajomych oczach, próba dopasowania ich do twarzy, jednej z wielu twarzy z przeszłości. - Wiem, że Cię wcześniej widziałam, przed kotem, wiem o tym. - Pociągnęła łyk wina, odpowiedź wydawała się być na wyciągnięcie ręki, jeśli faktycznie ją do tego tak zachęcał. Myślała o tym wcześniej, pomyślała o brakującym ogniwie, o tym, którego obecność wydawała się być oczywista. Pojawiła się jej teraz przed oczami twarz Rookwooda, przyjaciel jej brata, przyjaciel Ambroise, Romulusa, Corneliusa. Kolejne brakujący element. Te oczy i tamte oczy, to by się zgadzało. Dopiero gdy znalazła się w tym miejscu miała możliwość połączyć kropki, dopiero teraz wiedziała, gdzie powinna szukać rozwiązania, obecność w tym miejscu trochę jej to rozjaśniła. Nie znalazł się przecież tutaj przypadkowo, musiał być kimś z ich otoczenia, a ona miała pewność, że znała te brązowe oczy. Wszystko samo się nasuwało.
- Dziwne, kiedyś nie powiedziałbyś mi czegoś takiego, raczej sięgałeś po inne epitety. - Spojrzała mu w oczy, wiedziała, teraz już to było dla niej jasne. Miała świadomość z kim właśnie rozmawiała, kto siedział z nią w piwnicy. Jak na to zareagowała? Póki co nie wybiegła z wkurwen z piwnicy, więc chyba nie było wcale tak najgorzej. Upiła za to spory haust wina, należało jej się, zasłużyła na nagrodę za rozwiązanie tej jakże trudnej zagadki. Dosyć długo trwało łączenie przez nią kropek, jednak w końcu jej się udało.
- więc Benjy, kopę lat, życie bywa przewrotne, co? - Do czego zmierzała, nie miała pojęcia. Nie do końca wiedziała, jak miała reagować na te rewelacje. Była pewna, że Rookwood znajdował się w Australii, mówił kiedyś o tym Elias, a jak widać siedział tutaj przed nią. Zdecydowanie nie przypominał tego gówniarza, którego zapamiętała, zadziwiającego nosa, chcącego ciągle udowodnić swoją wyższość nad takimi jak ona.
Oczywiście, że nie zapomniała tego, jak ją traktował, miała te okropne szczęście, że bardzo dokładnie pamiętała niemalże wszystko, co działo się w jej życiu, te dobre, czy mniej przyjemne chwile, więc będzie jej to pewnie towarzyszyło do usranej śmierci. Nie, żeby chętnie wracała do tych wspomnień, wolała nie skupiać się na takich rzeczach, bo robiło jej się przykro, kiedy wracała do tamtych czasów.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control