Ten tydzień nie należał do łatwych, wręcz przeciwnie - pełen był wzlotów i upadków. Miała wrażenie, że trwało to wszystko zdecydowanie dłużej niż ledwie kilka dni. Potrzebowali tego czasu, aby wszystko sobie wyjaśnić, by dojść do jedynego właściwego rozwiązania. Była uparta, wiedziała, że najlepsze, co mogli zrobić to ponownie skrzyżować ze sobą swoje drogi, w ten odpowiedni dla nich sposób. Nie bez powodu doprowadzała między nimi do konfrontacji, nie bez powodu przekraczała granice, których nigdy by nie przekroczyła. Wiedziała, że musieli zachować się w ten sposób, aby wszystko sobie wyjaśnić. Czuła, że nie jest to jednostronne, nigdy nie było. On znajdował się w tym samym położeniu co ona, albo nawet jeszcze gorszym bo poza tym, że próbował walczyć z jej podejściem, to walczył również ze sobą, starał się nie pozwalać sobie sięgnąć po to, czego chciał. Na szczęście to było już za nimi. Bardzo dobrze, bo wiedziała, że gdy traktowali się w ten sposób, ignorowali swoje istnienie to raczej zmierzali ku autodestrukcji. Nie służyło im życie osobno, co też mieli szansę już zauważyć. Te półtora roku było paskudne i dla niej i dla niego.
Dotarli jednak do momentu, w którym się zgodzili, co do tego, że nie mogli postępować w ten sposób. Kręcić się wokół siebie, odpychać się, a później znowu znajdować się obok. Wreszcie wrócili do tego, co było dla nich najlepsze. Wnioski przyszły same po tym, co ostatnio przeżyli. Ten dzień miał rozpocząć kolejny, lepszy etap ich życia. Nie musieli już się martwić tym, czy następny wspólny poranek będzie wspólnym ostatnim.
Nadrabiali stracony czas, sporo tego było, zwłaszcza, że bardzo, ale to bardzo mieli ochotę nacieszyć się sobą, przecież od lat do siebie należeli, nie mogło być inaczej, nie kiedy mieli świadomość, że spotkali na swojej drodze te pisane sobie osoby. Tego uczucia nie dało się powtórzyć z kimś innym, to było wyjątkowe, nic nie mogło równać się ich więzi. Teraz, gdy mieli jedno podejście wszystko wydawało się prostsze.
Nie musieli się martwić czasem, który sobie narzucili, nigdzie się nie spieszyli, właściwie to wcale nie było potrzeby, aby opuszczali łóżko, jednak jakoś udało im się to zrobić. Jedna i druga opcja wydawała się jej właściwa, bez względu na to, gdzie mieli się znajdować, czy co robić, to najważniejsze było to, że mieli być razem. Nic więcej nie było istotne. Czekało ich jeszcze sporo rozmów, mieli do przegadnia wiele spraw, jeśli chcieli zacząć inaczej, ale na to też nadejdzie pora. Ten pierwszy dzień mogli spędzić na spokojnie, ciesząc się tą zmianą sytuacji.
Oczywiście, że Roise pojawił się o czasie, nie mogła się spodziewać, że będzie inaczej. Dotrzymywał słowa, zawsze, tym razem było tak samo. Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, kiedy go zobaczyła, jakby wcale nie minęła chwila od momentu, w którym opuścił jej mieszkanie. Był to moment, w którym po prostu doceniała każdą chwilę, którą razem spędzali, jeszcze bowiem tego poranka nie miała przecież pewności, że tak będzie już zawsze.
- Zdążyłeś pomyśleć o wszystkim. - Powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha, gdy dostrzegła kwiaty w jego dłoni. Oczywiście, że mogła się tego spodziewać, zawsze tak miał, zawsze myślał o każdym, najdrobniejszym szczególe, bez względu na to, jak bardzo musiał się spieszyć. Nie miała pojęcia, jakim cudem załatwił wszystko w tak krótkim czasie, nie zamierzała jednak o to dopytywać, po prostu sięgnęła po bukiet, który wyciągnął w jej kierunku. Słoneczniki, pewnie jedne z ostatnich w tym sezonie, bo miała nadejść jesień.
- Gotowy? - Dopytała jeszcze nim wsunęła swoje ramię pod jego. Mogli wyjść z kamienicy, pójść się przejść, zahaczyć o kino, dalej zobaczą, to był wyjątkowy dzień i mogli go odpowiednio wykorzystać, bo przecież nie mieli żadnych konkretnych planów na ten wieczór. Ograniczała ich tylko własna wyobraźnia, chociaż w przypadku tej dwójki to też raczej nie było ograniczeniem, na pewno znajdą sobie jakieś zajęcie i wykorzystają wolne popołudnie i wieczór.