21.04.2025, 22:22 ✶
Prychnęła, słuchając reszty opowieści o szpitalnym Romeo i Julii. Jolene również nie rozumiała sensu kontynuowania związku, który ewidentnie nie miał przyszłości. Jednak w porównaniu z Prewettem, miała więcej lat na karku i widziała już tyle różnych relacji, że mało co potrafiło ją zdziwić. Fakt, że niektóre osoby wręcz lgnęły do niestabilnych, toksycznych związków, nie był dla niej nowością.
– Naprawdę? To świetnie. Słyszałam, że jego dziewczyna zaczynała już tracić nadzieję. – Jo czasami zaskakiwała samą siebie tym, ile wiedziała o współpracownikach, dzięki zasłyszanym historiom. Z drugiej strony, ciężko było nie nadstawiać ucha na tak soczyste plotki. Dramy z Munga mogłyby zainspirować jakąś autorkę romansideł do stworzenia nowej serii. Bletchley na pewno nie pogardziłaby takim szpitalnym romansem; zwłaszcza, gdyby został napisany przez Dianę Darlington.
– Oby tak dalej. – znowu wypuściła dym tak, by ominął uzdrowiciela. Dobrze zdawała sobie sprawę z jego choroby (do tego stopnia, że to ona wpisywała ją w akta), więc nie chciała stwarzać dodatkowego ryzyka. Choć pewnie sam stres związany z pracą w Mungu miał o wiele gorszy wpływ na zdrowie Prewetta, niż dym papierosowy. Jolene podziwiała Basiliusa za taki wybór kariery; leczył innych, walcząc jednocześnie z własną chorobą genetyczną. Niesamowity młody człowiek.
– Cóż, nie było najgorzej. – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Ale wie pan, w piątki gorąco robi się dopiero późną nocą. Wtedy imprezowicze zaczynają szaleć trochę za bardzo. – Jo nie mogła przeczuwać, że już niedługo zrobi się w szpitalu gorąco z zupełnie innych powodów.
– Naprawdę? To świetnie. Słyszałam, że jego dziewczyna zaczynała już tracić nadzieję. – Jo czasami zaskakiwała samą siebie tym, ile wiedziała o współpracownikach, dzięki zasłyszanym historiom. Z drugiej strony, ciężko było nie nadstawiać ucha na tak soczyste plotki. Dramy z Munga mogłyby zainspirować jakąś autorkę romansideł do stworzenia nowej serii. Bletchley na pewno nie pogardziłaby takim szpitalnym romansem; zwłaszcza, gdyby został napisany przez Dianę Darlington.
– Oby tak dalej. – znowu wypuściła dym tak, by ominął uzdrowiciela. Dobrze zdawała sobie sprawę z jego choroby (do tego stopnia, że to ona wpisywała ją w akta), więc nie chciała stwarzać dodatkowego ryzyka. Choć pewnie sam stres związany z pracą w Mungu miał o wiele gorszy wpływ na zdrowie Prewetta, niż dym papierosowy. Jolene podziwiała Basiliusa za taki wybór kariery; leczył innych, walcząc jednocześnie z własną chorobą genetyczną. Niesamowity młody człowiek.
– Cóż, nie było najgorzej. – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Ale wie pan, w piątki gorąco robi się dopiero późną nocą. Wtedy imprezowicze zaczynają szaleć trochę za bardzo. – Jo nie mogła przeczuwać, że już niedługo zrobi się w szpitalu gorąco z zupełnie innych powodów.