• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence

[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#17
22.04.2025, 20:22  ✶  

Prudence również była zaskoczona, bo właściwie mogła się spodziewać wszystkiego, ale nie tego, że spotka akurat jego w tej piwnicy. To było zupełnie nie do przewidzenia, bo niby skąd mogła wiedzieć, że nieznajomy będzie znał jej znajomych? Szczególnie, że jeszcze przy ich ostatnim spotkaniu wspominał o tym, że niedługo wyjeżdża, że nie jest stąd, a teraz siedział sobie w ciemności, w piwnicy w letnim domku Corneliusa. No, nie była w stanie tego założyć, a naprawdę była mistrzem analiz i zakładania tego, co może jej się przydarzyć. Tym razem zdecydowanie brakowało jej zbyt wielu danych, aby dojść do odpowiednich wniosków. Czuła, że niedługo się to zmieni, że pozna prawdę, bo nie zamierzała udawać, że to nic takiego. Nie znalazł się tutaj bez przyczyny, Corio nie zaprosiłby go tutaj gdyby nie miał konkretnego powodu, musiał być mu bliski, na pewno dowie się wszystkiego. Właściwie to mogła po prostu przycisnąć Eliasa, potrafiła być bardzo natrętna, jeśli chodziło o wyciąganie informacji ze swojego brata bliźniaka, nie miał z nią szans w konfrontacjach.

- Athamé. - Powtórzyła za nim, cóż, akurat ten nóż powinna rozpoznać. Nie do końca jednak chyba widziała ostrze pośród tych ciemności, tak właściwie to dość szybko założyła, że służył on do czegoś innego. Pospieszyła się ze swoim osądem, nie, żeby był to pierwszy raz, ale trochę ją to wybiło z rytmu.

- Nie potrzebuję szczegółów, akurat takie noże nie są mi obce, po prostu nie założyłam, że będziesz korzystał z podobnego przedmiotu do otwierania wina, jak widać mogą mieć one więcej zastosowań niż zakładałam, tych mniej oczywistych. Zresztą, kto by się przejmował do czego był stworzony. - Zastosowanie w dużej mierze zależało od tego, kto go posiadał, czyż nie? Jej zapewne szkoda byłoby podobnego przedmiotu do tego, aby przerobić go w scyzoryk, czy coś, ale najwyraźniej Benjy tego właśnie potrzebował. Nie zamierzała go oceniać, oczywiście.

- Izolatka nie brzmi znowu tak najgorzej, właściwie to może być całkiem ciekawe doświadczenie. - Święty spokój od całego świata, czy można chcieć czegoś więcej? - To może być dla mnie zbyt wiele, brzmi dość skomplikowanie, wyczucie odpowiedniego momentu, pewnie szybko bym się spaliła. - Zdecydowanie należeli do zupełnie obcych światów. Bletchley nie musiała demonstrować swojej siły w ten sposób, właściwie to raczej nigdy nie miało się zmienić. - Jeszcze gorzej, jakbym musiała pokazać, jak się bawię takim nożem, zapewne sama bym sobie przy tym zrobiła krzywdę i tyle by było z przedstawienia. - Zdecydowanie wolała zrezygnować z tego sprytnego planu. Nie należała do osób, którym łatwo przychodziło udawanie. Nie potrafiła grać, zaczynała się dość szybko plątać w swoich zeznaniach. Nigdy nie była gwiazdą towarzystwa, najprościej jej wychodziło nie dopuszczanie do interakcji i stanie z boku. Wtedy mogła w pełni skupiać się na obserwacji, a zdecydowanie to wolała robić. Analizować.

- Bywa, ale to nic takiego. - Nie zamierzała się rozczulać nad swoim losem. Sama przywykła do tego, że była nieco inna. Czasem nawet zastanawiała się jakby to było, gdyby te wszystkie głosy w jej głowie przestały się odzywać, gdyby ciągle nie odtwarzała w myślach pewnych sytuacji, gdyby nie wracała do przeszłości. Z drugiej strony uznawała to trochę za swoją przewagę, mało kto potrafił wszystko zapamiętywać tak jak ona, znaleźć w krótką chwilę zapiski z książek, które trzymał w dłoniach x lat wcześniej. To miało swoje plusy i minusy, zresztą, jak wszystko. Zawsze mogło być gorzej, może nie było to szczególnie pokrzepiające myślenie, ale tego się trzymała. Zresztą mimo tego udało jej się jakoś znaleźć swoje miejsce w świecie, nie była aż takim dziwakiem, jakim mogłaby być. Nauczyła się jakoś odnajdywać w rzeczywistości. Nie najgorzej to funkcjonowało, może obcym nadal zdarzyło się posyłać jej zastanawiające spojrzenia, ale przestała na to zwracać uwagę. Dorosła, może trochę to jej zajęło, ale pogodziła się ze swoim losem.

- Widzisz, nic, a nic się nie zmieniłam. - Przewróciła oczami, chociaż pewnie nie zauważył tego w tej ciemności. Powinna się spodziewać tego, że będzie ją łapał za słówka. Próbowała być miła, wyszło jak zawsze. Naprawdę doceniała to co dla niej zrobił tamtej nocy, próbowała wyrazić to swoimi słowami, może nieco pokrętnie, ale się starała. To nie tak, że mogłaby być bardziej bezpośrednia, bo oczywiście, że mogła to zrobić, ale nie mogła aż tak mu wszystkiego ułatwiać. To byłoby dla niej nienaturalne, nie w jego przypadku.

Nie mogła o to nie zapytać. Wiele razy dawał jej powody, aby myślała, że jest raczej człowiekiem innego sortu, tego gorszego niż on sam. Jasne, zakładanie, że mógłby ją tam zostawić może było dość chamskie, bo nie sądziła, żeby pragnął jej śmierci, mimo wszystko coś spowodowało, że zadała to pytanie. Nie przemyślała tego do końca, ale w jego obecności jakoś ciężko było jej w pełni się skupić. Nie po tym, co się wydarzyło, czego się dowiedziała. Nie potrafiła do końca przenalizować całej sytuacji, raczej błądziła w dziwnych założeniach, a to nie było dla niej typowe.

- Przepraszam, to było nie na miejscu. - Zauważyła, że zareagował dość ostro, najwyraźniej musiała uderzyć w nieodpowiednie miejsce. Nie chciała go atakować, ale trochę tak to wyglądało. Prue potrafiła być dość bezpośrednia, nie zawsze umiała przewidzieć co może to spowodować. Nie była najprostszym w obyciu człowiekiem. Od zawsze. Miała raczej chłodne podejście pozbawione zbyt wielkich emocji, a przynajmniej starała się, żeby tak było. Zapewne nawet nie zdziwiłaby się, gdyby usłyszała inną odpowiedź, wiedziała, że każdy miał swoje priorytety, a ona aktualnie nie była niczyim priorytetem, no, może nie wliczając w to własnego brata, chociaż z tym też bywało różnie, bo i w stosunku do niego potrafiła być dosyć mocno upierdliwa.

- Dobrze wiedzieć, że mnie nie nienawidzisz. - Kiedyś wydawało jej się inaczej, zresztą nie było sensu wracać do tego, co było jakieś piętnaście lat temu. Samo to, że go o to zapytała... nie miało podstaw. Ich drogi się rozeszły, każde z nich miało swoje własne życie, ludzie się zmieniali przez doświadczenia, które je spotykały. Miała szansę dowiedzieć się już tego, że nie był tym człowiekiem, którego znała w przeszłości, może nie powiedział jej zbyt wiele, ale była w stanie założyć, że przeszedł dosyć sporo. Zwłaszcza jak na kogoś, kto był przyzwyczajony do dobrobytu, nie wydawało jej się, aby lekko było mu odnaleźć się w świecie, w którym musiał sobie radzić zupełnie inaczej niż w przeszłości.

- Fakt, mojemu bratu na pewno byłoby przykro, gdybym zginęła. - Byłby pewnie jedyną osobą poza rodzicami, która by się tym przejęła. Jakże mogła zapomnieć o tym, że istniał jakiś kodeks przyjaźni, w którym nawet jeśli pogrywało się z rodzeństwem swoich przyjaciół, to jednak nie można było dopuścić do ich śmierci. W sumie to było całkiem logicznym podejściem, pewnie łatwiej byłoby jej to ogarnąć, gdyby otaczała się większą ilością ludzi. Prudence była nie do końca przystosowana do interakcji międzyludzkich, zdawała sobie z tego sprawę. Nie powinna była rzucać takich słów, bo przecież słowa zostawały w ludziach na dłużej, nie chciała, żeby sądził, że miała go za skończonego kutasa, ale chyba trochę tak wychodziło.

Mieli swoja historię, jednak aktualne interakcje udowadniały jej to, że mogła się mylić. Może już na samym początku nieodpowiednio go oceniła, nie dawała mu szansy, raczej zakładała, że nigdy nie będą w stanie się dogadać. Nie była łatwa w obyciu, w zasadzie dla większości osób bywała chłodna i oschła, jednak w jego przypadku reagowała jeszcze bardziej intensywnie. Nie miała pojęcia skąd się to brało, nigdy też nie umiała zrozumieć, jak doszło do tego, że jej brat odnalazł się w ich gronie niemalże od razu, może trochę mu tego zazdrościła? Ona doskonale znała swoje miejsce w tej całej śmiesznej, narzuconej hierarchii.

- Ambroise musiał się zdziwić, kiedy nas razem zobaczył. - Ona również widziała go w tłumie, teraz więc rozjaśniało jej się, skąd Benjy wiedział kim jest. Greengrass podzielił się tą informacją, szkoda, że jej nie poinformował wcześniej. Nie byłoby teraz tego elementu zaskoczenia. Na pewno wypożyczy go sobie na chwilę i przekaże mu, co myśli o takim ukrywaniu faktów. Szczególnie, że wydawało jej się, że ostatnio raczej się lubili, a miał świadomość, jak wyglądała jej relacja z Rookwoodem w czasie Hogwartu. Mogłaby się nieco bardziej przygotować do tego spotkania, które nadeszło. Tak działała zupełnie impulsywnie, nie miała szansy za bardzo rozmyślać o tym, w jaki sposób powinna przebiec ta rozmowa. Nie znosiła nie mieć kontroli nad tym, co działo się wokół niej.

- Jasne, niech sądzą, że nie ma nic do opowiadania. - Mruknęła jeszcze sięgając po butelkę. Upiła z niej kolejny łyk. Właściwie to ta historyjka nie brzmiała najgorzej. Rozpoznał ją, wyprowadził ją stamtąd bo była siostrą jego przyjaciela, to miało sens, czyż nie? Było też całkiem wygodne.

- Niech tak będzie, jakby ktoś pytał, to powiem, że wiedziałam, chociaż nie wydaje mi się, żeby kogokolwiek to interesowało. - Nie była tutaj dlatego, że należała do ich grona przyjaciół. Znalazła się w tym miejscu przypadkowo, przez to, że był tu jej brat i na coś mogły się im przydać jej umiejętności. Nie spodziewała się, żeby miała zawierać z nimi jakieś bliższe relacje, nigdy nie należała do tej kliki, i raczej to nie miało się zmienić, zresztą Prue nie szukała na siłę bliskich relacji.

Nie spodziewała się, że zacznie wizytę w tym miejscu od takiej rozmowy. Była zmęczona, te dwa dni były naprawdę tragicznie, a teraz jeszcze musiała ustalać z nim jakiś dziwny plan, co do tego, co mieli mówić o tym, co się wydarzyło. To było dość wiele jak na to, w jakim aktualnie stanie się znajdowała. Sporo się wydarzyło, docierało do niej wiele informacji, powoli składała sobie to wszystko w całość. Właściwie to uważała, że dobrze się stało, że mieli szansę porozmawiać na osobności nim znaleźli się między pozostałymi osobami przebywającymi w tym miejscu. Tak było prościej - ustalić jedną, wspólną wersję. Przynajmniej nikt nie będzie wątpił, że to co mówią jest kłamstwem, gorzej jakby zaczęli mieszać swoje zeznania.

- To dobrze, lepiej dla Ciebie, bo teraz potrafiłabym się odgryźć. - Zresztą już dawno nie nosiła tych głupich warkoczy, ale wiedziała do czego zmierzał. Znowu próbował wprowadzić nieco lżejszą atmosferę między nimi, zauważyła, że działał w ten sposób już tamtego pamiętnego wieczora podczas pożarów. Nie przeszkadzało jej to jakoś szczególnie, zresztą przynosiło oczekiwany efekt, czuła, że napięcie powoli przestaje jej towarzyszyć. Może faktycznie byli w stanie jakoś się ze sobą dogadać, nawet jeśli poznali swoje tożsamości. Jasne, dużo łatwiej było podchodzić jej do niego bez uprzedzeń, które wynikały z przeszłości, gdy nie miała pojęcia kim był dużo prościej im się rozmawiało, jednak, czy to, co miało miejsce, aż tak dawno temu powinno warunkować teraźniejszość?

Nie mogła zapominać o tym, jak wiele dla niej zrobił ostatnio. Wiedziała bowiem, że gdyby nie jego, zupełnie bezinteresowna pomoc to mogłoby być z nią krucho, może nie okazywała tego jakoś specjalnie w tej chwili, jednak naprawdę brała to pod uwagę podczas tej dziwnej interakcji, do której aktualnie między nimi dochodziło.

- Czasem przydaje się odrobina autorefleksji, szczególnie, gdy można z niej wyciągnąć coś dobrego. - Naprawdę starała się być nieco innym człowiekiem, niż była w przeszłości. Miała nadzieję, że to doceni, bo nadal potrafiła się odcinać i być wyjątkowo chłodna, gdy coś nie do końca jej odpowiadało. Aktualnie walczyła ze sobą, aby być tą najbardziej przystępną w obyciu wersją siebie. Starała się nie oceniać go przed pryzmat ich dawnej znajomości, mimo tego, że on miał sporo za uszami jeśli o to chodzi, to wiedziała, że nie był jedynym, który spowodował, że ich relacja potoczyła się tak, a nie inaczej. Reagowała na jego zaczepki nazbyt intensywnie, spinała się zawsze, gdy znajdował się obok, napuszała się, chociaż wcale nie musiała tego robić, wszystko po to, aby nie stać się jego kolejną zabawką. Miała spory dystans do osób jego pokroju, tak właściwie bez żadnych konkretnych podstaw, założyła sobie, że nikt z nich nie był w stosunku do niej szczery, wydawało jej się, że próbują przekraczać jej granice przez to, że się od nich różniła. Wybrała nie do końca odpowiednią metodę aby z tym walczyć, mogła być milsza, mogła spróbować łagodzić konflikt, zamiast tego celowo go podsycała, aby w końcu się od niej odczepił, co działało wręcz odwrotnie. Powinna się tego spodziewać.

- Nie da się tego ukryć, że nie byłam, ale trochę się o to prosiłeś. - Nigdy nie powiedział wprost dlaczego to robił, nie była w stanie domyślić się przyczyny tego zachowania, szczególnie, że z czasem stało się coraz gorsze. Odpłacał jej pięknym za nadobne, tego nie dało się nie zauważyć, chociaż mogli to wyjaśnić już na samym początku. Nie dopytywała nigdy jednak, zamiast tego wybrała zupełnie inną drogę, która wydawała jej się zapewnić bezpieczeństwo, brak niepotrzebnych interakcji. Zresztą nigdy nie wydawało jej się, aby ktoś jego pokroju mógłby zainteresować się kimś takim jak ona. Bletchley naprawdę wiedziała, gdzie jest jej miejsce, starała się tego trzymać. Nie miała zbyt wygórowanych oczekiwań związanych ze swoim losem. Przez to próbowała trzymać się z boku, nie zwracać na siebie uwagi, przemykać w cieniu, co on dosyć często jej utrudniał.

- Nielicznych, do których chyba nie należymy. - Była to może smutna, ale jednak prawda. Jakże inaczej mogłaby określić tę sytuację w której się znajdowali. Wiedziała, że byli doświadczeni przez życie i ona i on, może w zupełnie inny sposób, bo należeli do różnych światów, ale nie dało się dostrzec tego, że każde z nich sporo przeżyło. Niekoniecznie spotkało ich to, co mogło być uznane za najlepsze. Przeżyli swoje osobiste tragedie, o których nawet udało im się wspomnieć, nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie jej pisane jakieś szczęśliwe zakończenie, już jedno miała mieć, nie wyszło, więc nie zamierzała próbować po raz kolejny, zresztą, czy w świecie, w którym przyszło im żyć ktokolwiek mógł liczyć na szczęśliwe zakończenie? To, co wydarzyło się dwa dni temu raczej skłaniało ku refleksji, że wszystko jest okropnie kruche i może się skończyć w każdej chwili.

Prychnęła, kiedy usłyszała jego słowa. - Sprowadzasz mnie na złą drogę, a jestem tu ledwie od kilkunastu minut. - Powinna się tego spodziewać, prawda? Jasne, wino jak wino, chciała się nawalić, żeby nieco odetchnąć, tylko, czy faktycznie wypadało, aby w zupełnie obcym miejscu doprowadzała się do stanu, w którym nie będzie nad sobą panować? Z drugiej strony, czy ktoś w ogóle by się tym przejął, gdyby zobaczył ją nawaloną jak szpadla? Pewnie nie. Każdy miał swoje problemy, którymi musiał się zająć. - Po drugiej butelce wina nie będzie szansy, że znajdę stąd wyjście, więc będziesz musiał mi je pokazać. - Nie, żeby na trzeźwo potrafiła się wydostać z tych korytarzy, jednak nie zamierzała wspominać teraz o tym, jak bardzo zagubiona była jeszcze chwilę temu, właściwie to i teraz. W ten sposób będzie mogła sobie zapewnić jakoś wydostanie się z tego miejsca. Nie wątpiła bowiem w to, że Benjy mógłby znaleźć wyjście z zamkniętymi oczami.

Nie wydawało jej się, żeby musiała szybko się stąd zmywać, z każdym kolejnym łykiem wypitego wina przestawała zastanawiać się nad słusznością swojego postępowania. Zresztą nie robiła nic złego bratając się z wrogiem z przeszłości, prawda? Nikt nie będzie jej oceniał, no poza nią samą, kiedy otrzeźwieje, ale tym będzie się martwić Prudence z przyszłości, nie ta siedząca w piwnicy, która próbowała jakoś uporządkować wszystkie informacje, które do niej dotarły.

Dostrzegła ten gest i butelkę, którą wyciągnął w jej stronę. Przesunęła się nieco bliżej niego i zbliżyła w stronę mężczyzny flaszkę, którą trzymała w dłoni. - Rozejm. - Powiedziała cicho. Niczego nie traciła prawda? Zresztą nie chciała wracać do tego, co było w przeszłości. Rozumiała to, że ludzie się zmieniali, że każdy mógł nie do końca być dumny z tego, co się kiedyś wydarzyło, ona nie była. Nie było więc sensu się na tym skupiać, kiedy los dawał im kolejną szansę. To zdecydowanie było właściwsze niż wracanie do czegoś, co było dawno i nieprawda.

Na pewno będzie im łatwiej przeżyć z innym nastawieniem te kilka dni, które mieli spędzić w tym miejscu. Tak, czy siak mieli tu zostać, bez potrzeby było skupiać się na niepotrzebnym darciu kotów, kiedy właściwie zaczęli ten nowy rozdział w zupełnie inny sposób. Fakt, może nie wiedzieli kim są, ale dzięki temu mogli zauważyć, że potrafią ze sobą rozmawiać, byłaby nawet w stanie stwierdzić, że gadka całkiem nieźle im się kleiła. Najwyraźniej uprzedzenia w przeszłości były spowodowane czymś innym.

Sięgnęła jeszcze do kieszeni spodni, aby wygrzebać z nich mugolską zapalniczkę, którą odpaliła sobie fajkę. Zaciągnęła się dymem, a po chwili wypuściła niewielką chmurę na zewnątrz. - To jest nieprawdopodobne. - Musiała skomentować całą sytuację, ale trochę brakowało jej słów. Nigdy nie uwierzyłaby w to, że będzie z nim siedzieć i pić, rozmawiając przy tym całkiem neutralnie. Życie faktycznie bywało bardzo przewrotne i chyba nikt nie był w stanie przewidzieć tego, co może się wydarzyć. Bletchley nigdy nie wpadłaby na to, że może ją spotkać podobna sytuacja, zresztą wszystko, co ostatnio się działo było powalone, pozostawało chyba faktycznie twierdzić, że nie ma sensu zastanawiać się nad tym, co może przynieść przyszłość, bo nie dało się przewidzieć, co może się wydarzyć.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (31324), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (29750)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 13:43
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 19.04.2025, 13:43
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.04.2025, 15:34
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 18:10
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.04.2025, 21:32
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 23:53
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.04.2025, 02:20
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 03:18
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.04.2025, 18:59
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 20:37
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.04.2025, 00:41
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.04.2025, 05:55
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.04.2025, 18:18
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.04.2025, 20:20
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.04.2025, 17:28
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.04.2025, 20:22
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.04.2025, 23:04
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 00:33
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.04.2025, 13:52
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 15:58
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.04.2025, 20:17
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 21:51
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.04.2025, 10:57
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.04.2025, 20:03
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.04.2025, 16:57
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 00:33
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 02:18

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa