22.04.2025, 23:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2025, 23:36 przez Jonathan Selwyn.)
Nie wiedział w sumie czego się spodziewał się usłyszeć, gdy zapytał Ritę o to czy miała jakąś wodę. Prawdopodobnie po cichu liczył, że może czarownica miała przy sobie woreczek, na które zostało nałożone zaklęcie pomniejszajaco-powiększające. No cóż, w każdym razie nie zaszkodziło zapytać.
– Wujek Morpheus – Jonathan zawahał się nie do końca wiedząc jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie chrześniaka czym pewnie już i tak się zdradził, że nie miał pojęcia, co się działo z Morpheusem. – Nie widzieliśmy go w Ministerstwie. Najwyraźniej dzisiaj nie pracował, ale jestem pewien, że nic mu nie jest. Longbottomowie są pod tym względem dość specyficzni, a co dopiero wasz wujek. Może to lepiej. Może nie był w Londynie, więc jest bezpieczniejszy. – Czy było to naginanie prawdy, kiedy on sam szczerze w to wierzył i innej wersji nie zakładał? Morpheus był przecież jasnowidzem. Posiadał zmieniacz czasu. Nie było jakiekolwiek szansy, aby już nie żył. Nie i koniec. O tym, że przyjaciel też był w Zakonie na razie nie chciał myśleć.
Niby mógł się spodziewać, że jeśli płonie kamienica, to spłonęło też mieszkanie Kelly, ale jednak zrobiło mu się trochę przykro. Całe mieszkanie spłonęło. A przecież niedawno kupił do niego nowe meble! Taki piękny salon! Przepadł! Zamach na życie ludzkie i piękno!
– Wszystko się odbuduje. Grunt, że nic wam nie jest. Przekażcie mamie, że na razie możecie spokojnie zamieszkać u mnie w Brighton. Nie mam pojecia w jakim stanie jest mój dom w Londynie.
Rozejrzał się po okolicy. Na razie nic się nie działo, poza pożarem rzecz jasna, ale nie chciał ryzykować, aby Rita i Jessie teleportowali się do Ministerstwa w takich warunkach. Przejście do schronienia na piechotę też rzecz jasna odpadało, a niestety nie była to kiepska sztuka teatralna, aby nagle, jako deus ex machina, pojawiła się przed nimi karoca z testralami. Przy okazji, wśród tego chaosu, dostrzegł coś, co nagle zwróciło jego uwagę. Chmury. Ciemne chmury przesłaniające niebo, tak nieodłoczny element krajobrazu tragedi, a jednak... Nie padało. Nie. Czyżby... Chmury nie były normalne? Czy to z nich nie opadał ten przeklęty popiół?
Jonathan szybko rozejrzał się, aby zobaczyć czy gdzie przypadkiem nie zbierało się ich wiecej.
Rzucam na Percepcję III, aby wypatrzyć czy gdzieś nie zbiera się więcej chmur. Pod edycję
Jonathan zamarła widząc jak rzeczywiście nad jednym z budynków, zbiera się więcej chmur, a potem wszystko staje w płomieniach. Selwyn zerknął na rodzeństwo Kelly.
– Nie możemy tutaj zostać. Dacie radę przejść sami do Biblioteki Parkinsonów? To niedaleko, a powinniście móc się stamtąd bezpiecznie teleportować. Spróbuję potem do was dołączyć. Chcę sie upewnić, czy ktoś jeszcze jest bezpieczny.
– Wujek Morpheus – Jonathan zawahał się nie do końca wiedząc jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie chrześniaka czym pewnie już i tak się zdradził, że nie miał pojęcia, co się działo z Morpheusem. – Nie widzieliśmy go w Ministerstwie. Najwyraźniej dzisiaj nie pracował, ale jestem pewien, że nic mu nie jest. Longbottomowie są pod tym względem dość specyficzni, a co dopiero wasz wujek. Może to lepiej. Może nie był w Londynie, więc jest bezpieczniejszy. – Czy było to naginanie prawdy, kiedy on sam szczerze w to wierzył i innej wersji nie zakładał? Morpheus był przecież jasnowidzem. Posiadał zmieniacz czasu. Nie było jakiekolwiek szansy, aby już nie żył. Nie i koniec. O tym, że przyjaciel też był w Zakonie na razie nie chciał myśleć.
Niby mógł się spodziewać, że jeśli płonie kamienica, to spłonęło też mieszkanie Kelly, ale jednak zrobiło mu się trochę przykro. Całe mieszkanie spłonęło. A przecież niedawno kupił do niego nowe meble! Taki piękny salon! Przepadł! Zamach na życie ludzkie i piękno!
– Wszystko się odbuduje. Grunt, że nic wam nie jest. Przekażcie mamie, że na razie możecie spokojnie zamieszkać u mnie w Brighton. Nie mam pojecia w jakim stanie jest mój dom w Londynie.
Rozejrzał się po okolicy. Na razie nic się nie działo, poza pożarem rzecz jasna, ale nie chciał ryzykować, aby Rita i Jessie teleportowali się do Ministerstwa w takich warunkach. Przejście do schronienia na piechotę też rzecz jasna odpadało, a niestety nie była to kiepska sztuka teatralna, aby nagle, jako deus ex machina, pojawiła się przed nimi karoca z testralami. Przy okazji, wśród tego chaosu, dostrzegł coś, co nagle zwróciło jego uwagę. Chmury. Ciemne chmury przesłaniające niebo, tak nieodłoczny element krajobrazu tragedi, a jednak... Nie padało. Nie. Czyżby... Chmury nie były normalne? Czy to z nich nie opadał ten przeklęty popiół?
Jonathan szybko rozejrzał się, aby zobaczyć czy gdzie przypadkiem nie zbierało się ich wiecej.
Rzucam na Percepcję III, aby wypatrzyć czy gdzieś nie zbiera się więcej chmur. Pod edycję
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!
Jonathan zamarła widząc jak rzeczywiście nad jednym z budynków, zbiera się więcej chmur, a potem wszystko staje w płomieniach. Selwyn zerknął na rodzeństwo Kelly.
– Nie możemy tutaj zostać. Dacie radę przejść sami do Biblioteki Parkinsonów? To niedaleko, a powinniście móc się stamtąd bezpiecznie teleportować. Spróbuję potem do was dołączyć. Chcę sie upewnić, czy ktoś jeszcze jest bezpieczny.