Prudence wiedziała sporo rzeczy, może nie wyglądała na pierwszy rzut oka, jakby interesowała się pewnymi dziedzinami, jednak jej umysł był dosyć pojemnym miejscem, czytała ogrom ksiąg związanych z najróżniejszymi rytuałami, wszystko zapamiętywała - nawet to, czego nie chciała, bo tak już miała. W przypadku Bletchley niczego nie dało się odzobaczyć.
- Jasne, rozumiem, już dawno przestał służyć do tego, do czego został stworzony. - Nie został jednak wyrzucony, tylko nadal był przedmiotem przekazywanym z pokolenia na pokolenie, pamiątką, było to nawet całkiem sensowne, wiedziała, że takie przedmioty potrafiły nabierać nieco osobistego znaczenia.
Dostrzegła, że przysunął nóż w jej stronę, nie zastanawiała się nawet chwili, tylko od razu po niego sięgnęła, skoro dostała szansę, aby przyjrzeć mu się bliżej, to dlaczego miałaby z niej nie skorzystać? Widziała już podobne noże, ale każdy mógł być inny, nie byłaby sobą, gdyby go nie dotknęła.
- Muszę być miła? Co to za dyskryminacja? - Nie, żeby nie starała się, jak może, ale różnie bywało. Nie była lekka w obyciu i wiedziała, że bardzo szybko może zostać odebrana za kogoś, kto był przeciwieństwem bycia miłym, musiała się więc odpowiednio zabezpieczyć, na każdą ewentualność. - Mogę spróbować, ale nie obiecuję, że to przejdzie. - To i tak było wiele jak na pannę Bletchley, nie miała w zwyczaju nawet próbować trzymać się jakichś schematów zachowania, nie przywiązywała do tego wagi, ale skoro mogła na tym skorzystać, nauczyć się czegoś nowego to warto było sprawdzić, czy jej się uda.
Nie, żeby faktycznie uważała, że będzie on w stanie nauczyć ją jakichś magicznych sztuczek związanych z nożami. Bletchley wiedziała, że nie była szczególnie pojętna w podobnych rzeczach, ale dlaczego nie miałaby spróbować? Nauczyła się ostatnio, że bez sensu jest trzymać się utartych schematów i ograniczać, chętnie sprawdziłaby się w jakiejś nowej sytuacji, to była idealna okazja.
- Jestem wyluzowana. - No, zdecydowanie była, może nie wyglądała... jasne. Nadal nieco nie mogła oswoić się z tą całą sytuacją, ale próbowała jak mogła sprawić, żeby łatwiej było im przez nią przejść. Nie udawało jej się to chyba do końca tak jakby chciała, ale naprawdę starała się, aby było dobrze. - Tak, szczerość była obiecana. - Najwyraźniej nie tylko ona pamiętała to, co działo się podczas pożarów, właściwie to powinna się tego spodziewać, takich rzeczy raczej się nie zapominało, nawet jeśli dochodziło do nich w towarzystwie zupełnie obcych osób.
Zdecydowanie na przestrzeni lat zmieniło jej się zachowanie. Zaczęła wyłapywać swoje błędy w komunikacji i nie miała oporów przed tym, aby za nie przeprosić, kiedyś takie zachowanie było jej obce, raczej usilnie brnęła w swoją narrację, szczególnie, kiedy za kimś nie przepadała. Bez względu na to, jak bardzo głupie nie byłyby jej opinie to nie miała najmniejszego problemu z tym, aby ich bronić.
- Może trochę. - Nie mogła mu przyznać racji, przynajmniej po części, kiedyś to też raczej by się nie zdarzyło, ale ona się zmieniła, realia się zmieniły, więc nie miała z tym większego problemu. Faktycznie trochę chciała w niego uderzyć, bo ciągle nie czuła się zbyt pewnie, a on wydawał się być jak zawsze bardzo onieśmielający. Nadal miał to w sobie, mimo, że minęło już tak wiele lat. Starała się jakoś mu dorównać, wybrała nie do końca odpowiedni sposób, chyba jednak był jej w stanie to wybaczyć? No, przynajmniej na to wyglądało. Zdecydowanie byli innymi ludźmi, bo jego poprzednia wersja tak łatwo nie odpuszczała, wręcz przeciwnie, łapał ją za słówka i nie przestawał drążyć tematu. W tym wypadku wydawał się po prostu zaakceptować to, że miała swoje zdanie.
Sporo z tego, jaki tor obrała ich relacja miało swoją winę w jej zachowaniu. Zdawała sobie z tego sprawę, zresztą aktualnie nie miała najmniejszego problemu z tym, aby o tym wspominać. Wiedziała, że nie była najłatwiejszym człowiekiem, wtedy na pewno, teraz może nieco mniej, bo dopuszczała opcje, w której się myliła. Dosyć często zastanawiała się nad swoim zachowaniem i nad tym, czy faktycznie było słuszne. Zaczęła myśleć o tym, w jaki sposób może wpływać na to, jak właściwie inni ja traktowali, przestała to dopisywać do tych wszystkich czynników, na które nie miała wpływu, wiedziała, że nie tylko one to warunkują.
- Chyba nie chcę tego sprawdzać. - Potrafiła sobie wyobrazić to, jak bardzo mógłby być paskudny dla kogoś, kogo faktycznie nienawidził. Zdecydowanie wolałaby się nie znaleźć w tym miejscu, aktualnie twierdziła nawet, że lepiej było mieć w nim sprzymierzeńca, bo wydawał się być bardzo świadomy swoich zalet i tego, co może osiągnąć. Oczywiście, że to wszystko to były tylko hipotezy, nie zamierzała ich sprawdzać, mimo wszystko czuła do niego pewien respekt, przynajmniej po tym, co usłyszała od samego zainteresowanego.
- Nie wiem, czy cokolwiek jest go w stanie zdziwić. - Stwierdziła zgodnie z prawdą, wydawało jej się, że Ambroise miał wyjątkową tolerancję na wszystkie dziwne sytuacje, które mogły się przytrafić. Poznała go nieco w przeciągu kilku ostatnich lat, właściwie to ich współpraca układała się całkiem nieźle, może nie byli jakimiś bliskimi przyjaciółmi, ale wiedziała, że może na niego liczyć w pewnych sprawach, w których mało kto mógł jej pomóc.
- To całkiem miłe. - Powiedziała jeszcze cicho, bo raczej nie przywykła do tego, aby ktokolwiek martwił się o jej bezpieczeństwo, to nie było typowe, najwyraźniej jednak ciągle nieco zbyt krytycznie oceniała przyjaciół swojego brata, może wcale nie byli, aż tacy okropni jak się jej wydawało. Jasne, na przestrzeni lat zmieniała swoje opinie, jednak nie spodziewała się, że którykolwiek z nich przejmowałby się jej losem. Nie miała chyba nosa do ludzi, powoli to do niej docierało.
- Fakt, może go to zaciekawić, póki co jednak nie wypytywał mnie o to, więc może też mieć to w głębokim poważaniu, wiesz, jak mają artyści, są dosyć mocno odklejeni. - Wcale by jej nie zdziwiło, gdyby Elias w ogóle nie poruszył tego tematu, chociaż tak naprawdę trudno było przewidzieć, co może go zainteresować. Bywał dziwny, to znaczy, zdarzało się, że zupełnie nie rozumiała jego pojęcia, bo byli bardzo od siebie różni, mimo tego, że byli bliźniakami.
- Chamski na pewno, ale podryw? - Dopytała z niedowierzeniem. Nie sądziła, że mogło o to chodzić, nie domyśliła się, to nie było szczególnie subtelne, wręcz przeciwnie, zakładała raczej, że chodziło mu o coś zupełnie innego. Zdecydowanie nie była najlepsza w odczytywaniu intencji innych ludzi, nie przy takich interakcjach.
- Sorka, nigdy nie byłam szczególnie bystra w odczytywaniu takich komunikatów. - Warto było o tym wspomnieć, Bletchley właśnie przez to ceniła sobie bezpośredniość, bo rzadko kiedy umiała stwierdzić, co ktoś miał na myśli zachowując się w ten, a nie w inny sposób. Była nieco upośledzona, jeśli chodzi o rozumienie zachowań innych osób. Zresztą nigdy nie pomyślałaby nawet o tym, że ktoś taki jak on mógłby chcieć ją podrywać, bardziej uważała się za zwierzynę, na którą polował i chciał się nad nią trochę poznęcać. Jak widać nie do końca odpowiednio odczytała jego intencje.
- Powiedzmy, zdecydowanie mogło iść nam gorzej. - Zważając na to, co wydarzyło się w przeszłości. Ich stosunki od zawsze były dość mocno napięte, teraz chyba powoli docierało do niej dlaczego. Wszystko zaczynało układać się w całość, rozumiała skąd mogło wynikać jego zachowanie, a przynajmniej starała się to zrozumieć. Nie była łatwym obiektem do testowania na nim swoich sztuczek, wręcz przeciwnie wydawała się być bardzo odporna na jego wdzięki, przynajmniej kiedyś, to mogło go zaboleć.
- Jasne, dajesz, nie mogę się doczekać, aż go usłyszę. - Nie sądziła, żeby chciał się z nią podzielić czymś, czego nie wiedziała. Mimo wszystko postanowiła go wysłuchać, a nuż ją oświeci.
Parsknęła śmiechem, kiedy w końcu wyznał jej tę swoją tajemnicę. Czy naprawdę sądził, że w to uwierzy po tym wszystkim, co dla niej zrobił? - Ambitny masz ten cel w życiu. - Oczywiście, że musiała to skomentować. Oczywiście nie negowała tego, że mógł wydawać się atrakcyjny, ba, nie mógł, ale był, ugryzła się w język nim to powiedziała, bo na pewno wykorzystałby to w przyszłości. - Czy to moment, w którym powinnam stąd wyjść i uznać, że nie chcę należeć do grona Twoich fanek? - Całkiem lekko szła im ta rozmowa, mimo tego, że doszło do nich to, że mają pewne doświadczenia, to jednak brnęli bardziej w ten ton, z którego korzystali podczas pożarów, to było nieco mylące, ale z drugiej strony, może właśnie powinni rozmawiać ze sobą w ten sposób, wtedy przychodziło im to łatwiej. Wydawali się całkiem nieźle dogadywać.
- Helen nie uwierzy dopóki nie zobaczy, więc wiesz, musiałbyś jeszcze być gotów na przedstawienie. - A ona zdecydowanie nie była na nie gotowa. Bawiło ją trochę to, że on nadal był tak kurewsko pewny siebie, mimo tego, że znajdował się w zupełnie innym miejscu i był innym człowiekiem. Jak widać, niektórych rzeczy nic nie mogło zmienić.
- Jest to oferta z tych nie do odrzucenia, co? - Oczywiście, że potrafił czarować, nie dało się mu odmówić uroku osobistego, jakże mogłaby negować taką propozycję? - Obawiam się, że po dwóch winach i czymś mocniejszym mogłabym nic z tego nie zapamiętać, więc musisz mi obiecać, że przypomnisz mi to wszystko jak otrzeźwieję, inaczej ten cały sprytny plan nie ma racji bytu. - Najwyraźniej nie widziała najmniejszego problemu w tym, aby się z nim tutaj nawalić, musiała mieć jednak pewność, że faktycznie będzie w stanie zrealizować swoją ofertę. Wiedziała, że może jej się to przydać w przyszłości, bo miała tu spędzić kilka dni, przyzwyczajona była raczej do życia w samotności, więc jego propozycja wbrew pozorom miała naprawdę sporo sensu.
- Kiedy? Nigdy? Wolę wydawać swoją wypłatę na tanie sikacze, które po prostu mieszają w głowie, smakują tak samo, jak szczyny hipogryfa. - Skoro mieli być ze sobą szczerzy, to faktycznie była szczera. Bletchley nie miała w zwyczaju przeznaczać swojej wypłaty na jakieś wymyślne trunki, nigdy nie była prawdziwym koneserem, od czasu do czasu lubiła się czymś znieczulic i to by było na tyle.
- Jajco, jeden zero dla mnie... - Bardzo dobrze wiedział co, najwyraźniej jednak musiał się nad tym zastanowić. Wino zdecydowanie zaczynało jej wchodzić, czuła się już całkiem lekko i nie miała mniejszych oporów przed tym, żeby zachowywać się w nieco mniej oficjalny sposób. Te dwa ostatnie dni były dla niej dość mocno wyczerpujące, potrzebowała okazji, aby odetchnąć, dziwnym trafem nadarzyła się akurat w tej piwnicy, i w jego towarzystwie, nie zamierzała tego negować, najwyraźniej tak miało być. Zamiast tego pociągnęła kolejny, spory haust alkoholu z butelki.
- Skąd wiesz, że już Cię nie polubiłam? Zresztą, myślałam, że już się przyjaźnimy. - Odpowiedziała lekko, jakby to było najbardziej oczywistą z oczywistości. Tak, mieli trudną przeszłość, nie potrafili się ze sobą dogadać, warczeli na siebie, kłócili się przy każdej możliwej okazji, starali się sobie udowadniać swoje racje, tyle, że coś się zmieniło. No, zmieniło się to, że doszło między nimi do interakcji podczas której nie mieli pojęcia z kim mają do czynienia, przez co okazało się, że potrafią się ze sobą komunikować. Teraz właściwie znajdowali się gdzieś pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, więc mogło być zdecydowanie gorzej, na szczęście ustalili, że nie chcą wracać do samego początku. Dzięki temu mogli uniknąć tego najbardziej drastycznego etapu ich znajomości.
Nie umykało jej to, co zdarzyło się ostatnio, to, co zmieniło jej zdanie na temat jego osoby, tak właściwie to aktualnie patrzyła na niego głównie przez ten najświeższy pryzmat zachowania, który był daleki od tego, co pamiętała. To mogło być mylące, tak właściwie to było mylące, ale co z tego. Czasem tak się działo, że człowiek gubił się w swoich osądach i najwyraźniej spotkało ją to właśnie teraz. Nie do końca wiedziała, co powinna myśleć, jak reagować, chociaż wydawało jej się, że podeszła do tematu całkiem rozsądnie, może powinna być ostrożniejsza, tylko po co? Nic jej przecież nie groziło.
- Rozumiem, nie będę wnikać, jeśli tak jest, to nie zamierzam Ci tego utrudniać. Na mały palec? - Nie miała problemu ze złożeniem obietnicy, że nie puści pary z ust, może nawet tego od niej nie wymagał, ale chciała wyjść na słowną, a jak wiadomo obietnica na mały palec była najbardziej wiążąca ze wszystkich, silniejsza nawet od przysięgi wieczystej. Bez większego oporu więc wychyliła się do przodu i wyciągnęła prawą rękę do przodu, wyginając przy tym najmniejszy palec swojej dłoni. Mogła zaryzykować.
Nie należała do osób, które chciały komplikować życie innym. Nie znała jego całej historii, jednak na pewno miał swoje powody, przez które nie chciał wracać do tego, kim był kiedyś, nie chciała o to pytać, bo nie sądziła, że był to na to odpowiedni czas i miejsce, zresztą sam wspomniał o tym, że jeszcze nie byli przyjaciółmi, może kiedyś uda jej się dowiedzieć czegoś więcej, była nawet nieco ciekawa tego, co takiego mu się przydarzyło, że musiał przyjąć nową tożsamość. Nie miała pojęcia też, jak właściwie doszło do tego, że uwierzyła, że po prostu zniknął z Wielkiej Brytanii i rozwijał swoją karierę naukową w Australii, nigdy nie drążyła tego tematu, czego teraz odrobinę żałowała, bo może byłaby bardziej świadoma całej sytuacji.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control