23.04.2025, 09:20 ✶
– Nie zachowujesz się tak, ale uznałam, że to dobry moment, żeby o tym przypomnieć, tak na wszelki wypadek – powiedziała, pozwalając, by obejmował ją tyle, ile tylko zechciał. Gdy ją puścił, cofnęła się i opadła z powrotem na krzesło. – Postanowił namieszać mi w głowie. Wsadził mi do umysłu kilka fałszywych wspomnień – wyjaśniła, palcem stukając się lekko w skroń. Ani mina, ani ton głosu nie zdradzały, jak okropnie ją to wkurwiało: to było dla niej znacznie gorsze niż gdyby zaatakował ją fizycznie. – Wrobił mnie w idiotyczny żart, ale zorientowałam się, że coś jest nie tak, dopiero kiedy okazało się, że robi problemy też mojej przyjaciółce i jeszcze jednemu znajomemu… a potem Morpheus wspomniał, że on prawdopodobnie jest demonem – uzupełniła. Thoran Yaxley był agentem chaosu i Brenna prawie cieszyła się, że okazał się demonem.
Niestety, wiedziała też, że ludzie potrafili zrobić znacznie gorsze rzeczy. Mimo wszystko… trudno było jej żałować Thorana po tym, co powiedział jej wuj: i w co uwierzyła, bo było spójne z tym, jak dziwnie czuła się w tamtej uliczce, łączyło z tym cholernym poltergeistem, problemami w New Forest, zgłoszeniem do Brygady, korespondencją z Geraldine i jej własną konfuzją, gdy próbowała ułożyć wspomnienia. Gdyby był człowiekiem, pewnie patrzyłaby na to inaczej. I może opłakiwałaby jeśli nie jego, to człowieka, za którego go miała.
– Chcesz o tym porozmawiać? – spytała, z pewnym wahaniem. – O wszystkim. O tym, co tam się stało, o Millie albo o zebraniu. Czy wolisz iść po prostu odpocząć?
Nie zamierzała mu tego narzucać: czasem wyrzucenie z siebie niektórych rzeczy było jak pozbycie się trucizny, podzielenie bólem sprawiało, że ten stawał się mniejszy. Ale czasem to czyniło wszystko tylko jeszcze trudniejszym – Brenna wiedziała o tym doskonale, i milczała w tak wielu sprawach, że mogła zrozumieć, jeśli Thomas nie chciał ani opowiadać o spotkaniu z demonem, ani o innych problemach.
Niestety, wiedziała też, że ludzie potrafili zrobić znacznie gorsze rzeczy. Mimo wszystko… trudno było jej żałować Thorana po tym, co powiedział jej wuj: i w co uwierzyła, bo było spójne z tym, jak dziwnie czuła się w tamtej uliczce, łączyło z tym cholernym poltergeistem, problemami w New Forest, zgłoszeniem do Brygady, korespondencją z Geraldine i jej własną konfuzją, gdy próbowała ułożyć wspomnienia. Gdyby był człowiekiem, pewnie patrzyłaby na to inaczej. I może opłakiwałaby jeśli nie jego, to człowieka, za którego go miała.
– Chcesz o tym porozmawiać? – spytała, z pewnym wahaniem. – O wszystkim. O tym, co tam się stało, o Millie albo o zebraniu. Czy wolisz iść po prostu odpocząć?
Nie zamierzała mu tego narzucać: czasem wyrzucenie z siebie niektórych rzeczy było jak pozbycie się trucizny, podzielenie bólem sprawiało, że ten stawał się mniejszy. Ale czasem to czyniło wszystko tylko jeszcze trudniejszym – Brenna wiedziała o tym doskonale, i milczała w tak wielu sprawach, że mogła zrozumieć, jeśli Thomas nie chciał ani opowiadać o spotkaniu z demonem, ani o innych problemach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.