24.04.2025, 15:03 ✶
- Pytasz jakbyś nie znała odpowiedzi. Może i nie latamy, ale spadamy na cztery łapy i mamy dziewięć żyć - odpowiedział beztrosko z uśmiechem na ustach. Może nie powinien okraszać tego tak niefrasobliwym wyrazem twarzy? Ale co mógł poradzić, taka byłą prawda. No może nie mieli faktycznie dziewięciu żyć, a przynajmniej nie ludzcy Figgowie. Nie zachowywał się też na kogoś, kto specjalnie wskoczył na miotłę, żeby "przypadkiem" wpaść do płonącej kamienicy. Upuścił miotłę na ziemię, faktycznie wziął ją niepotrzebnie, a nawet jakby ją zgubił to nic się nie stanie i tak zbierała kurz głownie w domu - znał i preferował inne metody podróży.
Nie wyrywał się, nie zabierał swojej ręki z uścisku drobnej kobiety - wyglądać by to mogło zaiste zabawnie gdyby spojrzeć na to z boku i nie patrzeć na to w jakich okolicznościach znajdowała się magiczna ulica. Chociaż, dekadentyzm przecież też był modny. Cóż stało na przeszkodzie, aby wybrali się na spacer w takiej sytuacji? Oj stało wiele, w tym też poczucie obowiązku z pomaganiu innym, które czuł w sobie Thomas.
Kiedy odczuł brak uścisku na dłoni zerknął w stronę Millie i chyba dobrze, ze to zrobił, bo mógłby przeoczyć jej słowa. W tym ogólnym zgiełku i przez szmaty blokujące im twarze, komunikowanie się było problematyczne. Szkoda, że nigdy nie nauczył się komunikować z innymi bez słów - ale z drugiej strony nigdy nie potrzebował. Nie można było być gotowym zawsze na wszystko, wiedział o tym.
- Dobra, działajmy razem - odkrzyknął jedynie i stanął tak, aby stykali się ramionami. Nawet jeśli nie mogli cały czas upewniać się, że sobie pomagają podczas gaszenia, taka forma zapewnienia musiała im wystarczyć.
Zacisnął mocniej dłoń na różdżce i skupił się na czarze, który wpadł mu do głowy. Co prawda ryzykowałby, że uszkodzi przy tym kogoś, dlatego wybrał na swój cel zawaloną kamienice, która nadal stwarzał zagrożenie pożarowe dla pobliskich budynków. Nie chciał jej gasić za pomocą wody, te wykorzystywała Millie, miał plan o wiele prostszy. Chciał odebrać ogniowi to co go nasyca. Machnął różdżką, aby w okolicy płomieni całe powietrze zniknęło i wytworzyła się czasowa próżnia - dobrze wiedział, że bez powietrza nie ma ognia.
Odwaga, Kompleks Bohatera
Translokacja III:
Nie wyrywał się, nie zabierał swojej ręki z uścisku drobnej kobiety - wyglądać by to mogło zaiste zabawnie gdyby spojrzeć na to z boku i nie patrzeć na to w jakich okolicznościach znajdowała się magiczna ulica. Chociaż, dekadentyzm przecież też był modny. Cóż stało na przeszkodzie, aby wybrali się na spacer w takiej sytuacji? Oj stało wiele, w tym też poczucie obowiązku z pomaganiu innym, które czuł w sobie Thomas.
Kiedy odczuł brak uścisku na dłoni zerknął w stronę Millie i chyba dobrze, ze to zrobił, bo mógłby przeoczyć jej słowa. W tym ogólnym zgiełku i przez szmaty blokujące im twarze, komunikowanie się było problematyczne. Szkoda, że nigdy nie nauczył się komunikować z innymi bez słów - ale z drugiej strony nigdy nie potrzebował. Nie można było być gotowym zawsze na wszystko, wiedział o tym.
- Dobra, działajmy razem - odkrzyknął jedynie i stanął tak, aby stykali się ramionami. Nawet jeśli nie mogli cały czas upewniać się, że sobie pomagają podczas gaszenia, taka forma zapewnienia musiała im wystarczyć.
Zacisnął mocniej dłoń na różdżce i skupił się na czarze, który wpadł mu do głowy. Co prawda ryzykowałby, że uszkodzi przy tym kogoś, dlatego wybrał na swój cel zawaloną kamienice, która nadal stwarzał zagrożenie pożarowe dla pobliskich budynków. Nie chciał jej gasić za pomocą wody, te wykorzystywała Millie, miał plan o wiele prostszy. Chciał odebrać ogniowi to co go nasyca. Machnął różdżką, aby w okolicy płomieni całe powietrze zniknęło i wytworzyła się czasowa próżnia - dobrze wiedział, że bez powietrza nie ma ognia.
Odwaga, Kompleks Bohatera
Translokacja III:
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!