05.02.2023, 16:50 ✶
Im dłużej Stella mówiła, tym większy niepokój wylewał się z Clare. Nie poznawała swojej ukochanej siostrzyczki. „Bardziej wszystko należy”? „Zawłaszczają sobie nasze miejsce”? To brzmiało jak retoryka Voldemorta, z którą nie zgadzała się całym swoim sercem. Uważała ją za wyjątkowo krzywdzącą – w końcu wśród mugolaków pełno było wartościowych ludzi, mogących dać naprawdę wiele magicznemu światu.
- Naprawdę tak uważasz? – spytała cicho. Nawet nie wyglądała na złą, tylko prędzej… na rozczarowaną, że jej wychuchane oczko w głowie wyrażało takie opinie. Tylko czy w istocie były jej własne, a nie od kogoś zapożyczone? Czy ktoś inny nie przemawiał ustami Stelli? - Co takiego niby tak naprawdę nam zawłaszczają? Są takimi samymi czarodziejami, jak my. Różnimy się tylko tym, że mamy magię od całych pokoleń, oni niekoniecznie. Czy to tym samym sprawia, iż stają się gorszymi czarodziejami? – spytała, choć raczej retorycznie. Chyba nie chciała słyszeć, jak z ust Stelli pada potwierdzenie, że tak, są dnem dna i nie powinni nawet chodzić w świetle dnia – Skąd ta pewność, że ciebie nie zaatakują? Że nie znajdziesz się w złym miejscu i czasie? – przyjrzała się siostrze uważniej, tknięta straszną myślą. Czy może przystała do popleczników Voldemorta? Stała się jedną z tych, którzy chcieli uciskać mugolaków, których jedyną winą było to, iż Natura obdarzyła ich talentem…?
- Cóż, większość tych, których znam, chce po prostu spokojnie żyć i nie ma powodów do ataku – stwierdziła, splatając dłonie na podołku – To oni są atakowani, złotko, nie odwrotnie – zaakcentowała to zdanie, chcąc wyraźniej podkreślić, jak sprawy się miały. - I obawiam się, że wystarczy byle plotka, iż ktoś popiera mugolaków, żeby również trafił na czarną listę śmierciożerców. Chociażby miał jak najczystszą krew. Rozumiesz? Nikt nie jest bezpieczny. Dlatego proszę cię... – głos Clare zadrżał, załamał się.
Naprawdę obawiała się o Stellę, a teraz, gdy dodatkowo przekonała się, iż ta najwyraźniej ma skłonność ku drugiej stronie, czuła tylko jeszcze większy strach. Nawet nie dlatego, ze nie chciała, aby nazwisko Avery w jakikolwiek sposób łączyło się ze śmierciożercami, ale… po prostu obawiała się, w co siostra mogła się wplątać.
Na pewno w nic dobrego.
- Teraz tak uważasz – westchnęła ciężko – Tylko zauważ, że jeszcze tak naprawdę nie pokazali, co potrafią. Myślisz, że nie będzie gorzej niż jest obecnie…? – ni to spytała, ni to stwierdziła.
- Naprawdę tak uważasz? – spytała cicho. Nawet nie wyglądała na złą, tylko prędzej… na rozczarowaną, że jej wychuchane oczko w głowie wyrażało takie opinie. Tylko czy w istocie były jej własne, a nie od kogoś zapożyczone? Czy ktoś inny nie przemawiał ustami Stelli? - Co takiego niby tak naprawdę nam zawłaszczają? Są takimi samymi czarodziejami, jak my. Różnimy się tylko tym, że mamy magię od całych pokoleń, oni niekoniecznie. Czy to tym samym sprawia, iż stają się gorszymi czarodziejami? – spytała, choć raczej retorycznie. Chyba nie chciała słyszeć, jak z ust Stelli pada potwierdzenie, że tak, są dnem dna i nie powinni nawet chodzić w świetle dnia – Skąd ta pewność, że ciebie nie zaatakują? Że nie znajdziesz się w złym miejscu i czasie? – przyjrzała się siostrze uważniej, tknięta straszną myślą. Czy może przystała do popleczników Voldemorta? Stała się jedną z tych, którzy chcieli uciskać mugolaków, których jedyną winą było to, iż Natura obdarzyła ich talentem…?
- Cóż, większość tych, których znam, chce po prostu spokojnie żyć i nie ma powodów do ataku – stwierdziła, splatając dłonie na podołku – To oni są atakowani, złotko, nie odwrotnie – zaakcentowała to zdanie, chcąc wyraźniej podkreślić, jak sprawy się miały. - I obawiam się, że wystarczy byle plotka, iż ktoś popiera mugolaków, żeby również trafił na czarną listę śmierciożerców. Chociażby miał jak najczystszą krew. Rozumiesz? Nikt nie jest bezpieczny. Dlatego proszę cię... – głos Clare zadrżał, załamał się.
Naprawdę obawiała się o Stellę, a teraz, gdy dodatkowo przekonała się, iż ta najwyraźniej ma skłonność ku drugiej stronie, czuła tylko jeszcze większy strach. Nawet nie dlatego, ze nie chciała, aby nazwisko Avery w jakikolwiek sposób łączyło się ze śmierciożercami, ale… po prostu obawiała się, w co siostra mogła się wplątać.
Na pewno w nic dobrego.
- Teraz tak uważasz – westchnęła ciężko – Tylko zauważ, że jeszcze tak naprawdę nie pokazali, co potrafią. Myślisz, że nie będzie gorzej niż jest obecnie…? – ni to spytała, ni to stwierdziła.
371/1048