Nie mogłaby zaprzeczyć, że ją znał, chociaż, czy tak do końca. Pokazała mu pewną stronę swojej osoby, tą, którą chciała, aby kiedyś poznał. Wiedział jaka była, kiedy stawała się najgorsza, nie było to jednak wszystko, co miała do zaoferowania. Pewnie powoli zacznie dostrzegać również te nieco inne oblicza panny Bletchley, zresztą już miał szansę to robić. Gdy potraktowała go jako nieznanego wyszła poza schematy swoich dawnych zachowań przy jego osobie, była zdecydowanie bardziej przystępna, chyba wolała się dokładnie tego trzymać. Nie byli już bowiem dzieciakami zapatrzonymi każde w swoje racje, nie usiłowała podążać na siłę za jakimiś przekonaniami, które nigdy nie miały sensu. To było już za nią. Doświadczenie życiowe robiło swoje, przez mijające lata zauważyła, co faktycznie ma jakieś znaczenie.
- Sugerujesz, że Ci się otworzą oczy, gdy moje się zamkną? - Naprawdę chciała postępować nieco bardziej humanitarnie niż kiedyś, ale czasem tak trudno było jej przekazać mu, co miała na myśli. Zdecydowanie nie chciał jej zrozumieć, no przynajmniej na początku robił wszystko, by nie dać Prue dojść do słowa. Pokręciła jedynie głową, powinna wiedzieć, że nie miała łatwego orzechu do zgryzienia, znała te schematy jego zachowań. Nie należał do osób, które pozwalały na to, aby ktoś mógł wygłosić swoje zdanie, wręcz przeciwnie, co chwile musiał dorzucić coś od siebie, co tylko wybijało ją z rytmu, jak tak dalej pójdzie zupełnie zgubi sens tego, co miała zamiar powiedzieć. - Nie chcę Ci rozkazywać, chciałabym, żebyś dał mi po prostu szansę wyjaśnić o co mi chodzi, ale powinnam założyć, że to nie będzie takie proste, zawsze lubiłeś wtrącać coś od siebie. - Nie mogła zwrócić uwagi na to, że tak już miał. Znała go przecież.
- Zamknę Ci paszczę, jeśli będę musiała. - Nie mogła przecież odebrać mu punktów, za to w tym przypadku mogła skorzystać z zupełnie innych metod, niż w Hogwarcie. Nikt przecież nie osądzałby jej za ich użycie. Jasne, był taki straszny i powinna się go bać, jednak nie przeszkadzało jej to, w tej drobnej groźbie. Czy zdążyłaby chociażby wyciągnąć różdżkę? Pewnie nie, nie zmieniało to jednak faktu, że mogła wyciągnąć ten argument.
- Nie umiem się powstrzymać... co to w ogóle za argument? Czasem mógłbyś pokazać, że jednak masz wpływ na swoje zachowanie, czy coś. - Nie miała najmniejszego oporu przed tym, aby go pouczać, skoro już stwierdzili, że mogą być w stosunku do siebie szczerzy, to nie zamierzała się hamować, bo dlaczego miałaby to robić?
- Wcale nie próbuję Cię wyłączyć, tylko nie dajesz mi do końca dojść do słowa, ciągle paplasz, i paplasz, za każdym razem musisz dodawać coś od siebie. Nie mogę przez to skończyć, właściwie to nawet zacząć. - Oczywiście, że nie miała nic przeciwko dialogowi, na pewno bardzo chętnie przeprowadziłaby z nim całą rozmowę, ale cholera jasna, nie dało się!
- Bardzo dobrze znam definicję rozmowy, nie mówi mi, że zapomniałeś o tym, że mój mózg zapamiętuje wszystko, na pewno kiedyś natrafiłam i na to. - Miała ochotę pokazać mu język, każde z nich próbowało mieć ostatnie słowo, jednak druga strona nie zamierzała odpuścić, ta konwersacja mogłaby trwać wieczność w ich przypadku.
- Wciąż się nie przymknąłeś, bo dalej coś tam burczysz pod nosem. - Westchnęła ciężko, bo naprawdę był niereformowalny, chociaż jakoś udało jej się wreszcie powiedzieć wszystko, co chciała. Dokonała tej jakże wspaniałej wizualizacji, która okazała się być klęską. Cóż, oczywiście, że mogła to przewidzieć, prawda?
Prychnęła dość głośno, gdy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. - Nie lubię się poddawać, ale chyba faktycznie inaczej się nie da. - Nie mogło być inaczej, Benjy okazał się być najtrudniejszym z możliwych przypadków, nie chciał w ogóle zrozumieć jej punktu widzenia. Musiała to zaakceptować, zresztą nie było teraz sensu się na tym skupiać, to była przeszłość, i tak dosyć sporo sobie wyjaśnili, więc nie było najgorzej. Jak na to, jak zachowywali się w stosunku do siebie w czasie nauki w Hogwarcie ta rozmowa szła zaskakująco lekko.
Po raz kolejny łapał ją za słówka, sama wsadzała mu w usta argumenty, niedobrze, powinna nieco inaczej ubierać swoje myśli, jednak to wcale nie było takie proste, jakby się mogło wydawać. Spoglądała na niego z ciekawością, kiedy usłyszała butelkę, która znalazła się na ziemi. Nie miała pojęcia, co zamierzał zrobić, nigdy nie było wiadomo, czego właściwie można się po nim spodziewać, ale aktualnie jej to nie irytowało, wręcz przeciwnie wzbudzało jej ciekawość i chęć dalszej interakcji.
Dostrzegła te uniesione ręce, nie mogła nie wybuchnąć śmiechem na tę reakcję. - Dobra, jestem obrzydliwą klasistką, nie wyprę się tego, masz mnie. - Jakże miałaby walczyć z jego argumentami? Przyłapał ją, nic nie mogła z tym zrobić, jak tylko i wyłącznie wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje słowa. - Madison - drugie imię, skoro mamy się przyjaźnić, musisz to wiedzieć. - Wtedy też bardziej efektownie będzie mógł ją pouczać, kiedy po raz kolejny nadarzy się ku temu okazja.
- Nie oceniam Cię, po prostu próbuję przewidzieć to, jak mógłbyś się zachować i to się samo nasuwa. - Kto by się spodziewał, że będzie miał takiego pierdolca na tym punkcie, oczywiście, że mogła to ująć inaczej, musiała się nieco bardziej skupić na tym, żeby nie podsuwać mu tych nieszczęsnych argumentów. Tyle, że aktualnie wcale nie tak łatwo było jej się skupić, zmęczenie i alkohol robiły swoje, język jej się rozplątywał, przestała też jakoś przejmować się tym, co miała do powiedzenia. Granice się zacierały, zresztą nie wydawało jej się, aby musiała się jakoś szczególnie przejmować. Nie wydawał się być do niej negatywnie nastawiony.
- Wystarczyło więc, że trafiłabym na gorszy dzień i pokazałbyś mi gdzie jest moje miejsce, nieźle. - Przynajmniej był z nią szczery, prawda? To zawsze coś. - Może dobrze, że tego nie zrobiłam. - Teraz mogła jedynie o tym gdybać, jednak naprawdę wolałaby nie trafić na nieodpowiedni moment i bez tego raczej średnio wspominała swoją edukację.
- Idealnie się do tego nadajecie, nie wątpię, że ustawiałyby się do Was kolejki, może to czas, żeby się przebranżowić? - Mrugnęła do niego, ale pewnie tego nie zauważył w tej ciemności. Z tego co wiedziała Potter również był starym kawalerem, który mógłby mieć sporo do opowiedzenia, z drugiej strony Benjy przecież wspomniał jej o tym, że był rozwodnikiem, więc na pewno miał jakieś tam doświadczenie w związkach. Kto wie, może zostaliby cenieni na rynku matrymonialnym... jako prawdziwi fachowcy.
- Nie wiesz, bo nie jesteś starą panną, zresztą nikt Cię nie ocenia, więc właściwie masz prawo tego nie wiedzieć. - Typy zdecydowanie miały łatwiej pod tym względem, nie musieli wysłuchiwać komentarzy na temat upływającej młodości, spełnienia pewnych oczekiwań. Ona akurat miała trochę szczęścia, bo kiedy Liam umarł dali jej nieco odetchnąć, aktualnie za bardzo nie musiała się tym już przejmować, ale wiedziała, że ta sielanka nie będzie trwała wiecznie. Kiedyś pewnie znowu zaczną na nią naciskać, na samą myśl o tym przeszedł jej po plecach zimny dreszcz.
- Rozumiem, każdy ma inne potrzeby, to jasne. - Nie zamierzała tego negować, zresztą nie wyglądał jej na kogoś, kto faktycznie miałby potrzebę pakować się w jakieś dziwne relacje. Rozumiała to faktycznie, bo i ona póki co nie wykazywała jakiegoś szczególnego zainteresowania poszukiwania swojej nowej, drugiej połówki. Nie widziała aktualnie sensu, aby to robić, dobrze jej było samej, w swoim cool mieszkanku, ze swoim szczurem.
- Spodziewam się, że to może być kłopot dla kogoś, kto zajmuje się tym, co Ty, pewnie trudno jest się tłumaczyć z życia w ciągłej drodze, ale mimo wszystko, czy czasem nie brakuje Ci domu? - Może nie powinna o to pytać, ale była tego ciekawa. Zdawała sobie sprawę z tego, że domem mogło być wiele rzeczy, czasem jeden człowiek, czasem ich grupa, czasem miejsce. Była ciekawa, jak to u niego wyglądało. Nigdy bowiem nie miała szansy zakosztować takiego życia, było przeciwne do tego, które sama wiodła. Różnili się pod tym względem okropnie.
- Chyba dobrze jest mieć do czego wracać? - Mógł usłyszeć wahanie w jej głosie, bo znowu po prostu głośno myślała, zastanawiała się, nie chciała go w żaden sposób oceniać, bo przecież nie wynikało z tego nic dobrego. - Układy rządzą światem, ale zawsze można je zmienić, wiesz, możesz zawsze udowodnić innym, że chuja się znają i że jesteś najlepszy, bo przecież jesteś najlepszym klątwołamaczem, ja już to wiem, inni też mogliby się o tym dowiedzieć. - Przerabiali to już podczas jednej z innych rozmów. Nie próbowała oczywiście sugerować mu, że jego rozwiązanie nie było dobre. Na pewno przez lata przyzwyczaił się już do takiego trybu życia, więc też ciężko byłoby mu się przestawić, po prostu próbowała zauważyć, że są inne opcje.
- Rozumiem jednak, że chcesz czegoś więcej, na pewno potrzebujesz, aby ciągle coś się działo, to ma sens. - Zdawała sobie wbrew pozorom sprawę, że naprawdę trudno mogło by mu się przebić na lokalnym runku, który przecież rządził się swoimi prawami od dawien dawna. Wiedziała, jak wyglądał świat, może nawet zabrakło w niej nieco realizmu, gdy próbowała mu zasugerować, że zawsze jest jakieś wyjście.
- Aktualnie nikt nie zna dnia, ani godziny, bo tutaj też nie jest bezpiecznie. - Śmierć właściwie od jakiegoś czasu czaiła się za rogiem i mogła nadejść w każdym momencie, może nie było to szczególnie pozytywne nastawienie, ale Prue nie była optymistką jeśli o to chodzi, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się kilka dni temu. Wiele osób straciło życia przez pożary, które pochłonęły Londyn. Docierało do niej, że każdy mógł odejść z tego świata zupełnie niespodziewanie, zresztą czy wcześniej też tak nie było? Tak naprawdę nigdy nie można było przewidzieć tego, co szykował dla nas los.
- Jasne, nie zamierzam Cię pytać, bo to i tak nie jest aktualnie moim zmartwieniem, szybko się pewnie też nie stanie, póki co mam spokój. - Bletchley nie wydawała się być zupełnie zainteresowana poszukiwaniem ewentualnego kandydata na faceta, nie miała do tego ani czasu, ani głowy. Nigdy zresztą nie należała do osób, które potrzebowały do szczęścia kogoś u swojego boku, potrafiła żyć sama.
Spoglądała na mężczyznę uważnie, gdy przyglądał się jej swoim eksperckim okiem. Cóż, nie trafił, ale mogła mu wybaczyć tę drobną pomyłkę, prawda? - Musisz nieco bardziej się podszkolić, pewnie wraz z nabytym doświadczeniem łatwiej Ci to będzie przychodzić. - Śmiało zakładała, że była jego pierwszą klientką w tej nowej branży, którą miał zamiar zacząć się zajmować.
- Fakt, jakże mogłabym zapomnieć, zwijasz się niedługo z tego kurwidołku. - Wcale mu się nie dziwiła. Wielka Brytania aktualnie nie była najlepszym wyborem, jeśli chodziło o miejsce do życia. Cóż, jakoś będą musieli sobie poradzić bez tego nadrabiania straconego czasu, zresztą miała wrażenie, że póki co wytłumaczenie dawnych niesnasek szło im całkiem nieźle, więc może wcale nie potrzebowali więcej do szczęścia. Zrobiło się jej jakoś tak lżej, kiedy sobie to wyjaśnili, może nadal gdzieś głęboko siedziały jej te niedopowiedzenia? Nie zastanawiała się nad tym, bo raczej starała się nie wracać do tych nieprzyjemnych tematów.
- Nie? Myślałam, że do tego służą wakacyjne chaty, chociaż swoją drogą, nie przypomina to chaty, wcale, a wcale, więc można się było tego spodziewać. - Dalej nie mogła uwierzyć w to, że Corio naprawdę nazywał to miejsce wakacyjnym domkiem. Zupełnie nie tego się spodziewała, gdy mówił jej dokąd się wybierają.
- Nie wątpię, że znasz dużo lepsze opcje, jeśli chodzi o przystosowanie tego miejsca. - Na pewno często tutaj bywał, wiedziała, że byli z Corio blisko, a do tego nazywał jego ciotkę ciocią, więc wnioski nasuwały się same, nawet po spożyciu butelki wina.
- Czym można tutaj zajmować czas? Daj ze dwie możliwości, najlepiej takie najmniej przewidywalne, zaskocz mnie Benjy. - Wolała zapytać o to w ten sposób, bo wiedziała, że jeśli przedstawi to w formie wyzwania, to łatwiej będzie jej z niego wyciągnąć odpowiedzi. Miała nadzieję, że faktycznie jej jakże sprytny plan zadziała. Musiała się łudzić, próbowała jakoś się z nim dogadywać, miała wrażenie, że wcale nie wychodziło jej to najgorzej, no, oby się nie przeliczyła.
- Oto jestem, niszczycielka dobrej zabawy, pogromczyni wyjątkowych mężczyzn, niespełniająca oczekiwań przyjaciół. - Odparła z pewną dozą teatralności w głosie. - Przykro mi, że się na mnie zawiodłeś. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym delikatnie. Nie, wcale jej nie było przykro, bo w tym, co mówiła nie było praktycznie wcale prawdy. Nie całowała wszystkich swoich przyjaciół, nie miała w zwyczaju tego robić, na pewno zdawał sobie z tego sprawę, na pewno o tym wiedział, zwłaszcza, jeśli dla niego ten pocałunek również wydawał się być nieco wyjątkowy, chociaż czy mogła to zakładać? Na pewno często mu się to przytrafiało, mówił jej przecież o tym, że miał powodzenie u płci przeciwnej. Dla niej to było jednak zupełnie nowym doświadczeniem, nie spodziewała się nawet tego, że tak się jej to spodoba, ale tego zdecydowanie nie musiał wiedzieć.
Obserwowała go, kiedy się podnosił, gdy siedział na ziemi zapominała o tym, jaki był wielki i jaka bezbronna się mogła przy nim wydawać, dobrze, że znaleźli się w tej piwnicy jako sojusznicy, gdyby go wcześniej nie poznała, na pewno uciekłaby z tego miejsca z krzykiem spotykając go w ciemności. Wiedziała jednak, że nie musi się niczego bać, pod tą aparycją karka krył się bowiem całkiem ułożony mężczyzna, z którym bardzo przyjemnie jej się dyskutowało.
- Niedługo dojdziemy do momentu, w którym nie będziesz uznawał mnie za nudziarę. - Nie mogła oczywiście pominąć komentarza na ten temat po tej ich całej dyskusji o tym, jak bardzo cool jest.
Przymknęła oczy, aby zastanowić się nad swoim kolejnym wyborem. Miała do wypicia co najmniej jeszcze jedną butelkę wina, a później coś mocniejszego, bo przecież już mu to powiedziała, a Bletchley dotrzymywała słowa, nawet w takich błahych sprawach. Musiała się jednak skupić, oszacować swoje możliwości, co wcale nie przychodziło jej teraz lekko, bo była już odrobinę wstawiona, miała być bardziej - to wiedziała.
- Dlaczego jest tak wiele możliwości? - Powiedziała nieco przeciągle, rozpaczając nad swoim jakże trudnym losem. Nie mógł tam stać wiecznie i oczekiwać, aż w końcu się zdecyduje, więc w końcu rzuciła z siebie konkretną odpowiedź. - Niech będzie whisky, pominiemy tę drugą butelkę wina, którą miałam wypić, może to będzie jakimś rozwiązaniem. - Tak, czy siak zmierzała ku mocniejszym alkoholom, więc może łatwiej będzie po niego sięgnąć w tym momencie. Nie, to na pewno nie był dobry pomysł, ale chyba przestała się tym przejmować.
Nie sądziła, że po tym, co się ostatnio wydarzyło ktoś będzie miał chęć ją oceniać. Miała zamiar nieco odpłynąć, w końcu odetchnąć, oderwać się od rzeczywistości, która ostatnio była przytłaczająca, zwłaszcza po tym, co widziała w ciągu tych dwóch dni. Alkohol na pewno pomoże jej to zrobić, szczególnie ten mocniejszy, decyzja więc była naprawdę dobrze przemyślana, przynajmniej w tej chwili, gdy jej umysł nie był już do końca trzeźwy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control