24.04.2025, 20:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2025, 20:12 przez Thomas Figg.)
Zamrugał intensywnie słuchając tego co opowiadał o Thoranie - poczuł przypływ gniewu i poczuł się jak jego poczucie winy w pewnym stopniu wyparowuje. Czyżby to uświadczyło go w przeczuciu, Zadobrze zrobił? Że nie powinien żałować? Na pewno, tu już nie chodziło o zemstę za siebie, ale też za swoich bliskich.
- Norze też narobił problemów, ale nie aż w takim wymiarze. Po prostu naraził jej biznes na poważny szwank. Cieszę się, ze udało się go pozbyć, po tym co mówisz - wzruszył ramionami ,bo co prawda nadal będzie musiał sobie poradzić z problemem tego wydarzenia jakie na nich spadło przez Thorana, ale to już wydawał się kaszką z mleczkiem w porównaniu z walczeniem z demonem w jego leżu. Ale zdecydowanie nieco lżej mu było na sercu wiedząc, że pozbywając się tego demona, wyświadczał przysługę też innym, a nie swojej mrocznej stronie, która w nim tkwiła od zawsze. Nie miał pewności też czy faktycznie pozbyli się Thorana na zawsze, ale to temat na inny czas.
Drgnął słysząc pytanie, a raczej pytania. Czy chce porozmawiać? Niby proste pytanie, ale niosło za sobą tak wiele dla Thomasa.
Wbrew pozorom w te jedną noc zmieniło się tak dużo i zarazem chyba nic. O niektórych zmianach nadal nie był świadom, rany te były zbyt świeże i niezrozumiałe dla Thomasa, żeby mógł o nich cokolwiek powiedzieć. Westchnął tylko i rozłożył się na stole niczym na ławce podczas Historii Magii.
- A bo ja wiem -mruknął tylko w odpowiedzi nie do końca wiedząc jak powiedzieć to co miał w głowie. - Chyba powinienem przeprosić za to spotkanie, powinienem był wtedy się bardziej skupić na sprawach Zakonu niż własnych, dałem się rozproszyć - powiedział dźwigając się na łokciach ze stołu. Faktycznie jak sięgnął wstecz pamięcią, to nie był zbyt pomocny, skupił się głównie na drobnej kobiecie zamiast na tym co omawiali. Chociaż z drugiej strony nie czuł się władny w bycia aktywnym głosem podczas tych spotkań poza deklarowaniem się, że czymś się zajmie. - Więc no, przepraszam - zakończył kulawo po chwili milczenia. Mógłby też udawać głupiego, że nie ma o czym mówić jeżeli chodzi o Millie, ale akurat próbowanie wykręcenia się w ten sposób Brennie było głupsze niż probowanie powstrzymania wschodu słońca.
- Nie wiem czemu, ale on pokazał mi ją, umierającą nie kogoś z was, nie Norę, Ciebie, Mabel czy rodziców, czy Eriką, ale ją... Dlatego skończyłem tutaj, musiałem sprawdzić czy naprawdę to była tylko ułuda. Więc no... - westchnął bujając się na krześle i patrząc w sufit. - Więc to ona widziała mnie w jaki stanie stamtąd wyszedłem, śmierdzącego czarną magią jakbym spędzał czas ze śmierciożercami. I wiesz, zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy, jestem prawie pewien tego co do niej czuje - uśmiechnął się niewyraźnie, ale teraz nachodziły go znowu wątpliwości. Mówił sobie, że nie powinien niczego ukrywać, że powinien powiedzieć co mu leży na sercu, ale z drugiej strony. - Co jeśli następnego dnia mi się nie uda i noga się powinie? Może powinienem zostawić to jak jest, wiesz nie robić sob... jej nadziei i nie mieszać w głowie - poprawił się szybko, a mówiąc przeniósł wzrok z sufitu na Brennę. Mimo swojego wieku to w niektórych sprawach Thomas nadal zawał się tkwić w wieku owutemowym i był zupełnie bezradny.
- Norze też narobił problemów, ale nie aż w takim wymiarze. Po prostu naraził jej biznes na poważny szwank. Cieszę się, ze udało się go pozbyć, po tym co mówisz - wzruszył ramionami ,bo co prawda nadal będzie musiał sobie poradzić z problemem tego wydarzenia jakie na nich spadło przez Thorana, ale to już wydawał się kaszką z mleczkiem w porównaniu z walczeniem z demonem w jego leżu. Ale zdecydowanie nieco lżej mu było na sercu wiedząc, że pozbywając się tego demona, wyświadczał przysługę też innym, a nie swojej mrocznej stronie, która w nim tkwiła od zawsze. Nie miał pewności też czy faktycznie pozbyli się Thorana na zawsze, ale to temat na inny czas.
Drgnął słysząc pytanie, a raczej pytania. Czy chce porozmawiać? Niby proste pytanie, ale niosło za sobą tak wiele dla Thomasa.
Wbrew pozorom w te jedną noc zmieniło się tak dużo i zarazem chyba nic. O niektórych zmianach nadal nie był świadom, rany te były zbyt świeże i niezrozumiałe dla Thomasa, żeby mógł o nich cokolwiek powiedzieć. Westchnął tylko i rozłożył się na stole niczym na ławce podczas Historii Magii.
- A bo ja wiem -mruknął tylko w odpowiedzi nie do końca wiedząc jak powiedzieć to co miał w głowie. - Chyba powinienem przeprosić za to spotkanie, powinienem był wtedy się bardziej skupić na sprawach Zakonu niż własnych, dałem się rozproszyć - powiedział dźwigając się na łokciach ze stołu. Faktycznie jak sięgnął wstecz pamięcią, to nie był zbyt pomocny, skupił się głównie na drobnej kobiecie zamiast na tym co omawiali. Chociaż z drugiej strony nie czuł się władny w bycia aktywnym głosem podczas tych spotkań poza deklarowaniem się, że czymś się zajmie. - Więc no, przepraszam - zakończył kulawo po chwili milczenia. Mógłby też udawać głupiego, że nie ma o czym mówić jeżeli chodzi o Millie, ale akurat próbowanie wykręcenia się w ten sposób Brennie było głupsze niż probowanie powstrzymania wschodu słońca.
- Nie wiem czemu, ale on pokazał mi ją, umierającą nie kogoś z was, nie Norę, Ciebie, Mabel czy rodziców, czy Eriką, ale ją... Dlatego skończyłem tutaj, musiałem sprawdzić czy naprawdę to była tylko ułuda. Więc no... - westchnął bujając się na krześle i patrząc w sufit. - Więc to ona widziała mnie w jaki stanie stamtąd wyszedłem, śmierdzącego czarną magią jakbym spędzał czas ze śmierciożercami. I wiesz, zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy, jestem prawie pewien tego co do niej czuje - uśmiechnął się niewyraźnie, ale teraz nachodziły go znowu wątpliwości. Mówił sobie, że nie powinien niczego ukrywać, że powinien powiedzieć co mu leży na sercu, ale z drugiej strony. - Co jeśli następnego dnia mi się nie uda i noga się powinie? Może powinienem zostawić to jak jest, wiesz nie robić sob... jej nadziei i nie mieszać w głowie - poprawił się szybko, a mówiąc przeniósł wzrok z sufitu na Brennę. Mimo swojego wieku to w niektórych sprawach Thomas nadal zawał się tkwić w wieku owutemowym i był zupełnie bezradny.