25.04.2025, 11:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2025, 11:13 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie umiała żałować Thorana. Umiałaby, gdyby była pewna, że jest człowiekiem, ale wierzyła w zapewnienia Morpheusa, a składały się całkiem ładnie z tym, jak dziwnie czuła się na spotkaniu, że niektórzy mówili, że Geraldine ma brata, inni, że nie, z tym, co stało się w mieszkaniu Victorii… Żałowała natomiast Thomasa – wolałaby, żeby nie postąpił w taki sposób, w jaki postąpił, bo go to raniło.
– Nie oczekuję, przeprosin, i nie uważam, żeby mi się należały – sprostowała, bo najwyraźniej źle pojął jej intencję. – Pytam o zebranie, bo wiem, niektórych… no, podłamało. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, coś przedyskutować albo masz jakieś uwagi, możemy to zrobić teraz. Ale nie musimy, jeżeli nie uważasz, że jest ci to potrzebne
Zresztą, mieli tutaj znacznie bardziej skomplikowany temat niż zebranie. Czasem kwestia walki dobra ze złem, polityki czy rozłamów wewnętrznych okazywała się prostsza niż miłość, chociaż niby to ostatnie w porównaniu do poprzednich zdawało się tak błahe. W przypadku Thomasa i Millie… Brenna czuła, jak zaczyna ją boleć głowa na samą myśl. Bo nie miała pojęcia, czy ci dwoje są właściwymi osobami dla siebie nawzajem. Nie wiedziała, jak patrzy na to Moody. Nie chciała zrobić Thomasowi niepotrzebnych nadziei – nie chciała też zniechęcić go, bo mógłby przez to stracić szansę na… coś więcej. Bo co jeżeli Millie faktycznie go lubiła?
Powinna była do licha ją o to spytać.
A poza tym była naprawdę jedną z ostatnich osób, które powinny doradzać w kwestii romansów. Co zabawne, sporo osób jej o takich rzeczach wspominało i czasem o te rady nawet prosiło.
– Miles na pewno ma… luźniejsze podejście do pewnych spraw od ciebie – stwierdziła w końcu z pewnym zastanowieniem, ostrożnie dobierając słowa. – I po Beltane wciąż jeszcze nie pozbierała się w pełni. To nie będzie łatwe, Tommy – powiedziała, odchylając się lekko na krześle, na które opadła, gdy uwolnił ją z uścisku. – Nie uważam, żeby myśl o podwinięciu się nogi była powodem, żeby rezygnować. Szczerze, każdy może zginąć. Nie tylko Zakon. Beltane pokazało, że możesz być przypadkową osobą i po prostu zwieje cię wiatr. Ale powinieneś próbować tylko, jeśli poradzisz sobie, jeżeli ona nie chciałaby stałego związku. Sądzę, że tak naprawdę… Miles chciałaby, żeby ktoś się nią zaopiekował, ale nie mam pojęcia, czy jest na to gotowa Może tak, może nie. Bo jeżeli dobrze rozumiem… to tego chciałbyś ty?
– Nie oczekuję, przeprosin, i nie uważam, żeby mi się należały – sprostowała, bo najwyraźniej źle pojął jej intencję. – Pytam o zebranie, bo wiem, niektórych… no, podłamało. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, coś przedyskutować albo masz jakieś uwagi, możemy to zrobić teraz. Ale nie musimy, jeżeli nie uważasz, że jest ci to potrzebne
Zresztą, mieli tutaj znacznie bardziej skomplikowany temat niż zebranie. Czasem kwestia walki dobra ze złem, polityki czy rozłamów wewnętrznych okazywała się prostsza niż miłość, chociaż niby to ostatnie w porównaniu do poprzednich zdawało się tak błahe. W przypadku Thomasa i Millie… Brenna czuła, jak zaczyna ją boleć głowa na samą myśl. Bo nie miała pojęcia, czy ci dwoje są właściwymi osobami dla siebie nawzajem. Nie wiedziała, jak patrzy na to Moody. Nie chciała zrobić Thomasowi niepotrzebnych nadziei – nie chciała też zniechęcić go, bo mógłby przez to stracić szansę na… coś więcej. Bo co jeżeli Millie faktycznie go lubiła?
Powinna była do licha ją o to spytać.
A poza tym była naprawdę jedną z ostatnich osób, które powinny doradzać w kwestii romansów. Co zabawne, sporo osób jej o takich rzeczach wspominało i czasem o te rady nawet prosiło.
– Miles na pewno ma… luźniejsze podejście do pewnych spraw od ciebie – stwierdziła w końcu z pewnym zastanowieniem, ostrożnie dobierając słowa. – I po Beltane wciąż jeszcze nie pozbierała się w pełni. To nie będzie łatwe, Tommy – powiedziała, odchylając się lekko na krześle, na które opadła, gdy uwolnił ją z uścisku. – Nie uważam, żeby myśl o podwinięciu się nogi była powodem, żeby rezygnować. Szczerze, każdy może zginąć. Nie tylko Zakon. Beltane pokazało, że możesz być przypadkową osobą i po prostu zwieje cię wiatr. Ale powinieneś próbować tylko, jeśli poradzisz sobie, jeżeli ona nie chciałaby stałego związku. Sądzę, że tak naprawdę… Miles chciałaby, żeby ktoś się nią zaopiekował, ale nie mam pojęcia, czy jest na to gotowa Może tak, może nie. Bo jeżeli dobrze rozumiem… to tego chciałbyś ty?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.