Nie spodziewała się, że z dnia na dzień taka sielanka może pojawić się w jej życiu. Cóż, nigdy nie można zakładać niemożliwego, prawda? Ten ostatni tydzień przyniósł sporo zmian, które były bardzo pozytywne. Niby tydzień, a miała wrażenie, że minęło co najmniej pół roku. Zresztą ten tydzień też wbrew pozorom był dużo bardziej spokojny od ostatniego pół roku. Zajęła się sobą zamiast skupiać się na wszystkich problemach, które działy się gdzieś obok, to było całkiem interesującym rozwiązaniem. Wiedziała, że będzie musiała wrócić do tych wszystkich spraw, które odwlekała, jednak miała świeższą głowę, bo jej życie w końcu zaczęło się układać. Wszystko wracało na właściwy tor, to było całkiem rześkim uczuciem.
Cieszyło ją to, że dostali kolejną szansę od losu, właściwie czuła już, że jest to ostatnia szansa, bo dotarło do nich, że nie było innej właściwej drogi dla ich dwójki. Trochę to trwało, jednak z nich upartością nie można się było spodziewać, że będzie łatwo, jednak wreszcie udało im się sięgnąć po to, co im się należało. Nie było sensu skupiać się na tym, co było, co ich ominęło, bo mieli przed sobą wiele lat, wspólnego życia, które zamierzali wykorzystać w najbardziej właściwy sposób.
Oczywiście, że spodziewała się tego, że Roise może nie zareagować najbardziej pozytywnie na jej dobór garderoby. Może nic nie powiedział, jednak nie umknęło jej to spojrzenie, odruchowo się uśmiechnęła, bo wiedziała, gdzie aktualnie wędrowały jego myśli. Dzień był w końcu jeszcze młody, na pewno mieli szansę jeszcze w odpowiedni sposób nacieszyć się swoją obecnością, zresztą nie spodziewała, aby szybko się sobą nasycili, nie po tak długiej rozłące, jaka ich spotkała, zresztą nawet gdy byli ze sobą mieli z tym problem, wiecznie zachowywali się jak para wygłodniałych nastolatków. Ciągle powtarzał, że jej skórzane spodnie są dość problematyczne. Może i były, jednak jakoś miała do nich sentyment, i nie potrafiła pozbyć się ich ze swojej szafy, zapewne nigdy się to nie zmieni.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, kiedy się w niego wpatrywała. Wszystko wydawało się być w końcu we właściwym miejscu, pełne kolorów, nie miała pojęcia, że jej tego, aż tak bardzo brakowało. Dopiero teraz czuła, że w pełni jest sobą, zawsze przy nim towarzyszyły jej podobne emocje, szczególnie wtedy, kiedy przyjmowali tę najbardziej odpowiednią wersję ich relacji. Dobrze było mieć świadomość, że to już nigdy nie miało się zmienić. Dotarło to do nich nareszcie, dzięki temu towarzyszył jej ogromny spokój, mimo tego, że wcale nie pozbyła się wszystkich problemów ze swojego życia. Wiedziała jednak, że łatwiej jej będzie sobie z tym poradzić z Roisem u swojego boku. Zawsze był jej nieocenionym wsparciem, we wszystkim co robiła, czym się zajmowała.
- Wiesz, że ja zawsze jestem gotowa. - To nie ona musiała wyjść z domu, aby załatwić coś po drodze, dlatego więc to pytanie padło z jej ust. Chciała się upewnić, że załatwił wszystkie swoje, pilne sprawy. Yaxleyówna nie musiała wyłaniać się z mieszkania, wystarczyło, że na szybko się ogarnęła i była gotowa do tego, aby wybrać się z nim na te randkę. Kolejną w tym tygodniu, to naprawdę była miła odmiana, zważając na to, co działo się w ostatnie półtora roku, na szczęście mieli to już za sobą. Teraz miało być tylko i wyłącznie lepiej.
- Tak właściwie, póki pamiętam. - Zatrzymała się na moment i wyciągnęła swoją rękę spod jego. Zamierzała mu to dać wcześniej, jednak całkiem skutecznie ją rozproszył swoją obecnością, więc zabrała ze sobą lusterko, które zamierzała mu przekazać jeszcze w mieszkaniu, przed pierwszą próbą wyjścia Ambroisa. Nie doszła ona do skutku, ale to nie było w tej chwili najważniejsze.
Po krótkim, aczkolwiek bardzo intensywnym gmeraniu w wsiąkiewce Geraldine udało się wyciągnąć z niej przedmiot, który chciała mu przekazać. - Nareszcie. - Powiedziała z ulgą, dopiero jednak po chwili przesunęła lusterko w stronę mężczyzny.
- Chciałam Ci je dać, już wcześniej, ale jakoś nie mogłam wbić się w odpowiedni moment. - Podjęła nawet próbę, ale nie wyszło, cóż na szczęście teraz stali na klatce schodowej, więc raczej nic nie miało ich rozproszyć. - To lusterko dwukierunkowe, chciałabym żebyś miał jedno z nich. - Dodała jeszcze, chociaż nie sądziła, że potrzebował wyjaśnienia, na pewno wiedział, czym był ten przedmiot. - Wiesz, będziemy mogli się szybko porozumiewać. - Miała świadomość, że nie mogli przebywa ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, a lusterko na pewno mogło działać szybciej od sowy, czy innego ptaka, szczególnie gdy znajdowali się w Londynie.
Na pewno będzie spokojniejsza mając świadomość, że będą mogli być w ciągłym kontakcie, szczególnie, że nie mogli znajdować się zawsze tuż obok siebie. Wiele razy zdarzało się jej o niego martwić, tak będzie mogła skorzystać z lusterka, żeby się ze sobą kontaktowali, wydawało jej się, że to jest całkiem rozsądne rozwiązanie.
- Nie będę Cię atakować co chwilę, ale wolałabym mieć pewność, że zawsze mogę sprawdzić, czy wszystko u Ciebie w porządku. - Broń Morgano - nie chciała go osaczać, no, chociaż może trochę... W przypadku tego, czym się zajmowali mogło się ono okazać przydatne w różnych innych sytuacjach, do których mogło dojść.