25.04.2025, 19:04 ✶
Efekt był piorunujący.
Efekt był olśniewająco piękny.
Efekt...
Miles poczuła przyjemny dreszcz czując jak energia, która przechodziła przez jej ciało jest tak potężna. Gnijąca od zawsze pośród własnych kompleksów dotyczących ciała, możliwości magicznych, intelektualnych i psychologicznych, teraz rozkwitała w aurze rozpierdalających się wokół strumienia wodnych drobinek.
Kiedy się rodziła, moneta zatoczyła krąg przesuwając się na swoim kancie.
Moc obezwładniała ją, moc upajała lepiej niż najmocniejszy bimber, najsłodsza karmelówka wypalająca przed miesiącami jeszcze ścieżki w jej gardle. Trzymała strumień zapominając o barku ocierającym się o jej bark, zapominając na krótki moment o pożodze pustoszącej miasto. Nie liczył się nikt i nic, mogła tańczyć, dać się porwać szaleństwu, mogła zachłysnąć się dymem i stąpać boso pośród zgliszczy. Wizja spłynęła na jej blade czoło, na ciało przyobleczone nadpalonymi brudnymi mugolskimi szmatami. Ciche westchnienie wyrwało się z zaschniętego gardła i ugrzęzło w zawilgotnionej materii, a złoto oczu zalśniło magiczną egzaltacją.
Odebrała studni wodę, aby zatrzymać pochód śmierci.
Przynajmniej tu, przynajmniej na ten krótki moment, płomienie nie powinny dotrzeć do słodkiego serca ich małej rebelii, do zameczku cukrowej panny w której skrywało się coraz więcej i więcej mugolaków, półkrwiaków i na bogów wszystkich, którzy mieli dość rozumu, żeby zrozumieć, że tam mogą być bezpieczni i nie musza się bać, że nagle pośród pączków zalśni zielony promień plugawej śmierci. Teraz też nie zalśni czerwień, gdy zabezpieczyła jedną stronę, a Thomas och! Thomas zabezpieczył drugą.
Odwróciła się ku niemu, a oczy zeszklił się radością. Nie wygrali wojny, ale tę małą batalię o ochronę przyczółku. Może i był debilem, co chwiejąc się na miotle chciał ratować ludzi samemu walcząc o utrzymanie równowagi, ale teraz gdy udało im się zadusić zagrożenie, gdy chwilowa ekstaza płynąca z mocy przepływającej przez jej członki rozpłynęła się wraz z ostatnią kroplą, wraz z widokiem powstrzymanego ognia. Studia musi napełnić się od nowa, oni muszą działać dalej. Pożar trwał, ale Miles mimo wszystko zarzuciła ramiona na barki Thomasa w entuzjazmie rozkwitającym w piersi, entuzjazmie tego małego zwycięstwa.
– Jesteś super – odcisnęła wargi skryte za brudną i śmierdzącą szmatą, na policzku skrytym za brudną śmierdzącą twarzą.
Efekt był olśniewająco piękny.
Efekt...
Miles poczuła przyjemny dreszcz czując jak energia, która przechodziła przez jej ciało jest tak potężna. Gnijąca od zawsze pośród własnych kompleksów dotyczących ciała, możliwości magicznych, intelektualnych i psychologicznych, teraz rozkwitała w aurze rozpierdalających się wokół strumienia wodnych drobinek.
Kiedy się rodziła, moneta zatoczyła krąg przesuwając się na swoim kancie.
Moc obezwładniała ją, moc upajała lepiej niż najmocniejszy bimber, najsłodsza karmelówka wypalająca przed miesiącami jeszcze ścieżki w jej gardle. Trzymała strumień zapominając o barku ocierającym się o jej bark, zapominając na krótki moment o pożodze pustoszącej miasto. Nie liczył się nikt i nic, mogła tańczyć, dać się porwać szaleństwu, mogła zachłysnąć się dymem i stąpać boso pośród zgliszczy. Wizja spłynęła na jej blade czoło, na ciało przyobleczone nadpalonymi brudnymi mugolskimi szmatami. Ciche westchnienie wyrwało się z zaschniętego gardła i ugrzęzło w zawilgotnionej materii, a złoto oczu zalśniło magiczną egzaltacją.
Odebrała studni wodę, aby zatrzymać pochód śmierci.
Przynajmniej tu, przynajmniej na ten krótki moment, płomienie nie powinny dotrzeć do słodkiego serca ich małej rebelii, do zameczku cukrowej panny w której skrywało się coraz więcej i więcej mugolaków, półkrwiaków i na bogów wszystkich, którzy mieli dość rozumu, żeby zrozumieć, że tam mogą być bezpieczni i nie musza się bać, że nagle pośród pączków zalśni zielony promień plugawej śmierci. Teraz też nie zalśni czerwień, gdy zabezpieczyła jedną stronę, a Thomas och! Thomas zabezpieczył drugą.
Odwróciła się ku niemu, a oczy zeszklił się radością. Nie wygrali wojny, ale tę małą batalię o ochronę przyczółku. Może i był debilem, co chwiejąc się na miotle chciał ratować ludzi samemu walcząc o utrzymanie równowagi, ale teraz gdy udało im się zadusić zagrożenie, gdy chwilowa ekstaza płynąca z mocy przepływającej przez jej członki rozpłynęła się wraz z ostatnią kroplą, wraz z widokiem powstrzymanego ognia. Studia musi napełnić się od nowa, oni muszą działać dalej. Pożar trwał, ale Miles mimo wszystko zarzuciła ramiona na barki Thomasa w entuzjazmie rozkwitającym w piersi, entuzjazmie tego małego zwycięstwa.
– Jesteś super – odcisnęła wargi skryte za brudną i śmierdzącą szmatą, na policzku skrytym za brudną śmierdzącą twarzą.