26.04.2025, 00:04 ✶
– Ha! Niektórzy to mają fantazję. – wyrzuciła niedopałek drugiego papierosa i wzięła głęboki oddech. – Ale może to normalne, kiedy jest się w związku z ortopedą. Mój Julian z kolei cały czas opowiada, jak mógłby uratować mnie oraz dziewczynki z różnych tarapatów. – uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o mężu. Zazwyczaj to auror siedział w pracy, kiedy ona była już w domu, ale dzisiaj niestety było na odwrót; Julian cieszył się wolnym wieczorem, podczas gdy Jolene musiała harować w Mungu. Nie było to sprawiedliwe, ale cóż, takie sobie wybrali zawody. Jeszcze tylko kilka godzin i będzie mogła odpocząć w ramionach swojego querido.
Jo sama miała doświadczenia z imprezowaniem w nieodpowiedzialny sposób; w końcu już jako nastolatka zaczęła palić i szwendać się po mieście. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę rodziców, którzy byli bardziej zainteresowani pracą niż dzieckiem. Na szczęście z biegiem lat, znalazła lepsze sposoby na radzenie sobie z traumą z dzieciństwa (choć uzależnienie od papierosów pozostało). Czasami widząc w szpitalu młode osoby, które przesadziły z alkoholem i używkami, zastanawiała się, czy podobnie jak ona kiedyś próbowali zwrócić na siebie uwagę albo uciec od problemów.
– A dobrze, dobrze. Alice szykuje się do wystawienia sztuki... – Prewett miał rację w tym, że Bletchley uwielbiała rozmawiać o swojej rodzinie. Niestety jednak, tym razem nie było jej dane skończyć zdania, ponieważ do herbaciarni wparowała zdyszana Andrea. O wilku mowa.
– Pali się, czy co? – spytała żartobliwie Jolene, zaskoczona zachowaniem uzdrowicielki.
– T-tak. – odpowiedziała kobieta, kiedy już udało jej się złapać oddech. – Wyjrzyjcie za okno, Londyn płonie!
Jo błyskawicznie odwróciła głowę w stronę okna, za którym zdawał się padać... popiół. Na ten widok, twarz czarownicy pobladła.
Jo sama miała doświadczenia z imprezowaniem w nieodpowiedzialny sposób; w końcu już jako nastolatka zaczęła palić i szwendać się po mieście. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę rodziców, którzy byli bardziej zainteresowani pracą niż dzieckiem. Na szczęście z biegiem lat, znalazła lepsze sposoby na radzenie sobie z traumą z dzieciństwa (choć uzależnienie od papierosów pozostało). Czasami widząc w szpitalu młode osoby, które przesadziły z alkoholem i używkami, zastanawiała się, czy podobnie jak ona kiedyś próbowali zwrócić na siebie uwagę albo uciec od problemów.
– A dobrze, dobrze. Alice szykuje się do wystawienia sztuki... – Prewett miał rację w tym, że Bletchley uwielbiała rozmawiać o swojej rodzinie. Niestety jednak, tym razem nie było jej dane skończyć zdania, ponieważ do herbaciarni wparowała zdyszana Andrea. O wilku mowa.
– Pali się, czy co? – spytała żartobliwie Jolene, zaskoczona zachowaniem uzdrowicielki.
– T-tak. – odpowiedziała kobieta, kiedy już udało jej się złapać oddech. – Wyjrzyjcie za okno, Londyn płonie!
Jo błyskawicznie odwróciła głowę w stronę okna, za którym zdawał się padać... popiół. Na ten widok, twarz czarownicy pobladła.