• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence

[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#29
26.04.2025, 02:18  ✶  

Niby całkiem lekko im się rozmawiało, jednak tematy, które poruszali, cóż były różne. Nie mieli problemu z tym, aby mówić o wszystkim, co tylko przyszło im na myśl, to też było nowe, bo kiedyś nie było szansy na to, aby dzieliła się z nim wszystkimi swoimi myślami. W tej chwili? Nie miała z tym najmniejszego problemu, słowa same opuszczały jej paszczę i jakoś tak dziwnie się układały.

Nie spodziewała się, że kiedykolwiek tak lekko przyjdzie im dogadywanie się, jak widać była nieco spaczona ich poprzednimi standardami, zupełnie niepotrzebnie, bo tym razem było wyjątkowo przyjemnie.

- Nie musisz... - Na pewno był jedną z tych osób, która nic nie musiała. Nie chciała go oceniać, ale ciągle to robiła. Nie musiał być dla niej miły, nie potrzebowała tego, Bletchley całkiem dobrze czuła się w tej neutralnej otoczce. Może nie musiał, a chciał? Nie była w stanie dostrzec jego miny, sprawdzić, czy powiedział to samo z siebie, czy nakazywały mu tego dobre maniery, dużo prościej było odczytywać intencje innych, gdy było widać ich twarze. Mrok ogarniający piwnicę nieco to wszystko utrudniał, z drugiej strony też ułatwiał otwarcie się przed sobą praktycznie obcym osobom. Wszystko miało swoje plusy i minusy, czyż nie?

Nie miała pojęcia, czy był w stosunku do niej szczery, czy nie, czy po prostu starał się nieco zmienić swoje podejście. Wiedziała, że ludzie stosowali różne metody, aby wyjść na miłych w obyciu, chociaż w sumie do niego jej to trochę nie pasowało, nie wyglądał na kogoś, kto lubił grać, wydawał się jej być okropnie naturalny we wszystkim, co robił, nawet w tej ciemności, która ich otaczała.

Kto by się spodziewał, że kiedyś spotka ją coś podobnego, siedziała, właściwie to siedziała i piła wino w towarzystwie osoby, której intencji jeszcze kilka minut temu nie mogła być pewna, w sumie to też nie wiedziała, czy już może być pewna, chociaż może trochę? Wydawało się jej, że zmienili swoje nastawienie co do siebie, byli w innym miejscu, niż jeszcze te kilkanaście lat temu. To było całkiem miłą odmianą.

- Całkiem zabawne, bo blokada mnie pierdolła z dwadzieścia lat temu. - Nie mógł tego wiedzieć, była to jedna z jej tajemnic, którymi się nie dzieliła z nikim, no, może poza członkami swojej rodziny. - Tyle, że ja nie przewiduje, bardziej się cofam? - Rzuciła nieco niepewnym tonem głosu, bo nie do końca wiedziała, jak mogłaby mu to wytłumaczyć. Widziała więcej, praktycznie od zawsze, cofała się do przeszłości, kiedyś powodował to przypadkowy dotyk, aktualnie umiała wywołać trans dzięki świeczkom i tej całej otoczce. W sumie nie miał możliwości tego wiedzieć, na pewno tego nie wiedział, więc całkiem nieźle trafił z tym trzecim okiem, musiała my wybaczyć, że nie udało mu się tak zupełnie wycelować, ale i tak był niezły w tych swoich rozważaniach, a może to ona po prostu była zupełnie przewidywalna. To byłoby naprawdę rozczarowujące, bo mimo wszystko, wolałaby mieć jednak jakieś asy w rękawie. W sumie zupełnie lekko przychodziło jej teraz mówienie mu o wszystkim, jakby naprawdę łączyło ich coś, a co? Jeszcze nie wiedziała, jak można by to nazwać, ale nie dało się nie zauważyć, że coś się miedzy nimi tworzyło.

- Dam Ci trochę czasu, tylko pamiętaj, że nie masz go zbyt wiele. - Bo przecież mówił jej o tym, że jest tutaj na chwilę, że niedługo będzie się stać zmywać, wolała mu to przypomnieć, gdyby nie daj Morgano sam o tym nie pamiętał. Prudence miała głowę do takich szczegółów.

- Nie wiem, jakbym wiedziała, to bym przecież tego nie robiła. - Mruknęła, jakby to była najbardziej oczywista z oczywistości, chociaż chyba zdawała sobie sprawę ku czemu zmierza. Nie, żeby sama nie pomyślała o tej najbardziej prostej z metod, na pewno by zadziałała, chociaż, właściwie? Wyglądał na kogoś który był odporny na takie drobne uroki, faktycznie musiałaby to przetestować i sprawdzić, czy mogłoby to mieć jakikolwiek sens. Tyle, że chyba w momencie, w którym dowiedziała się kim faktycznie jest niektóre rzeczy przestały być, aż tak oczywiste, musiała się nieco bardziej pilnować, aby nie przekraczać granic, które dwa wieczory wcześniej wydawały jej się nie istnieć. Powinna przybrać tę wersję siebie, która była chociaż odrobine bardziej odpowiedzialna. To nie tak, że nie chciałaby spróbować tej jedynej, najwłaściwszej metody, dzięki której mogłaby go uciszyć, ale wiedziała, że nie mogła sobie na to pozwolić. Nie teraz, nie kiedy dowiedzieli się o sobie tak wielu rzeczy. Trochę jej to mąciło w głowie, zwłaszcza, że znała już smak jego ust.

- Czy jakby było po Tobie widać, to byś się przejmował? - Odpowiedziała pytaniem na zadane pytanie. No przecież nie mogła mu powiedzieć, że chuja, a nie widać, po po pierwsze to nie za dobrze go widziała w tej ciemności, a po drugie z tego, co zapamiętała z ich poprzedniej interakcji to prezentował się całkiem nieźle, właściwie to było nawet trochę za mało powiedziane. Wolała więc sięgnąć po bardziej neutralna odpowiedź, bo jeszcze by sobie coś pomyślał... coś nieodpowiedniego, a zdecydowanie nie mogła ku temu dążyć, chociaż zdarzały się takie momenty, jak te, kiedy chciała to zrobić. Musiała się skupić, i przestać myśleć o głupotach.

- Dawno, ale nie powiem, żeby mnie to dziwiło. - Wiedziała, że oni wszyscy mieli swoje sposoby na to, aby być bardziej dorosłymi. Nie do końca to rozpracowała w czasie nauki w Hogwarcie, ale wiedziała, że coś jest na rzeczy, jakoś musieli omijać system, inaczej nie widziałaby ich tyle razy omijających zasady, reguły, jak zwał tak zwał. Nigdy nie dopytywała o to Eliasa, bo po prostu wolała nie wiedzieć - im mniej wiedziała, tym była spokojniejsza i mogła udawać, że nie ma o niczym pojęcia. Tak naprawdę nie była, aż tak wielkim wrzodem na tyłku jak się mogło wydawać, wiele widziała, ale przymykała oko na większość ich wykroczeń - nie chcąc komplikować im życia. Szkoda, że nikt tego nigdy nie doceniał.

- Czyli, tak w zasadzie, to trochę wygrywasz? Masz urodziny dwa razy w roku, tylko pozazdrościć. - Skoro wspominał o tym, że świętował i jeden i drugi dzień... to nie mogło być inaczej. Nie, żeby zazdrościła mu tego, jak to właściwie wyglądało, chociaż, czy jej celebracja urodzin jakoś specjalnie się od tego różniła? Piła alkohol i obżerała się swoimi ulubionymi przysmakami, zazwyczaj w samotności, nie była wcale w tym lepsza od niego.

- Zaintrygowałeś mnie, czym jest dla Ciebie coś nie nazbyt inteligentnego? - Powtórzyła za nim, chociaż nie była pewna, czy faktycznie chce znać odpowiedź, ale to pytanie już padło, więc pozostawało jej na nią zaczekać. Nie wątpiła, że uchyli jej nieco rąbka tajemnicy. Benjy dzisiaj wydawał się być całkiem otwarty, rozmowa szła im bardzo lekko, jakby naprawdę wiele się między nimi zmieniło, tak właściwie to czuła, że dokładnie tak było, coś się zmieniło, sama jednak jeszcze nie do końca wiedziała co. Pewnie z czasem się tego dowie - nie musiała wiedzieć wszystkiego od ręki, wbrew pozorom.

- Nie do końca wiem, po prostu sobie gdybam. - Nie miała pojęcia, jak podchodzili do kwestii zmieniania jego tożsamości, sama Bletchley gdyby do czegoś takiego doszło w jej obecności, na pewno bardzo by się postarała o to, aby nikt nie mógł dotrzeć do prawdy. Zdawała sobie jednak sprawę, że mogły pojawić się nieco inne czynniki, które mogły utrudnić sprawę.

- Stawiałam Ci się, ale to nie oznacza, że byłam odważna. - Może faktycznie powinna to sprostować. Wyzwalał w niej wtedy bardzo specyficzne emocje, których wcześniej nie umiała w sobie dostrzec, właściwie uważała to za całkiem dobre doświadczenie, bo pewnie nie wiedziałaby o tym, że ma w sobie takie pokłady energii.

- Oczywiście, wiadomka, że zawsze lepsze jest znajome zło od tego obcego. - Wbrew pozorom naprawdę próbowała zrozumieć jego podejście, nie ignorowała tego, co do niej mówił. Mniejsze zło... to nie był typowy sposób działania, ale mógł mieć sens, szczególnie w przypadku osoby podobnej do niej. Może kiedyś dostrzeże go w tym jeszcze więcej.

- Nie mówię o takim kutasie, o jakim myślisz. - Oczywiście, że powinna się spodziewać tego, ku czemu podążą jego myśli. To było, aż nazbyt oczywiste. - Nigdy nie widziałam Twojego kutasa, chodzi o Twoja kutasiarską osobowość. - Przecież to wiedział, właściwie nie mogła uwierzyć w to, że postanowiła to sprostować na głos. Czasem zdarzało się jej palnąć takimi, jakże wyszukanymi komentarzami.

- Od zawsze lubiłeś się chować? - Może faktycznie coś w tym było, kiedy dłużej nad tym rozmyślała. Benjy nie pokazywał jakim był człowiekiem, wydawał się należeć do tych płytkich osób, a do niej teraz docierało to, że wszystkie jego czyny miały jakieś większe znaczenie.

Spojrzała na niego uważnie, kiedy ją poprawił. Chyba domyśliła się, co teraz robił. Trzy lata. Tyle musiało trwać jego małżeństwo? Nie chciała go o to wypytywać, ale sam najwyraźniej postanowił dać jej odpowiedź. To, o czym jeszcze chwilę wcześniej mówili, to były tylko spekulacje, na temat rzeczy, które nigdy się miały nie wydarzyć, nie podejrzewała bowiem, aby faktycznie myślał o tym, aby przebranżowić się na swatkę.

Byli ze sobą wyjątkowo szczerzy, w tych wszystkich swoich bardzo bolesnych, osobistych doświadczeniach, nie musieli tego robić, ale chyba poczuli, że chcą się przed sobą otworzyć, tak jak rozumiała dlaczego robili to tej nocy podczas pożarów, to teraz? Teraz nie umiała znaleźć przyczyny, potwierdził to, że faktycznie miał zamiar niedługo się stąd ulotnić, ona to zaakceptowała, przyjęła do wiadomości, ale może właśnie o to chodziło? Towarzyszyła im ciągle myśl, że to było chwilowe, że jeszcze moment i się rozejdą i tak właściwie to nikt nie będzie ich oceniał.

- Tak, widać, że nie narzekasz, masz się wyśmienicie, nie powinnam tego negować. - Po raz kolejny ona nie miała problemu z tym, aby przyznać mu rację. Zdecydowanie zmieniła się na przestrzeni lat, kiedyś nie przychodziło jej to tak łatwo, była gotowa bronić swojego zdania, z biegiem czasu nauczyła się odpuszczać, co wcale nie było taką złą cechą. Mógł jej mówić swoje, ale ona i tak czuła, że siedziało w nim coś więcej.

- Przestaję, widzisz, tak się to robi, nie mam takich problemów z zamykaniem się, jak Ty. - Skoro nadarzyła się okazja, to zamierzała mu zademonstrować, jak powinno się to robić, mógł się od niej uczyć, czy coś i wcale, ale to wcale nie czuła się jak wyłączony telewizor.

- Sojusznicy mogą okazać się przydatni. - Wbrew pozorom zdawała sobie z tego sprawę, chociaż to nie był jedyny powód dla którego zadawała się z tymi ludźmi, a nie z innymi. Jakoś tak potoczyły się ich losy, że wylądowali w tym samym momencie na stażu, musieli współpracować, aby było im łatwiej. - Tym, że chce zrobić ze mnie swój obiekt badawczy. - Miała nadzieję, że zrozumie o co jej chodziło. Romulus był psychiatrą, przypadki jak ona, były dla takich osób bardzo interesujące, a Prue nie znosiła, gdy ktoś traktował ją w ten sposób.

- Uda mi się żyć w cieniu, jak zawsze, umiem to robić. - Na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że potrafiła się dostosowywać, robiła to od wielu lat, nie rzucała się w oczy, po prostu sobie egzystowała między wszystkimi, to wcale nie było takie trudne, jakby się mogło wydawać.

- Weź przestań, nie chodzi mi o wzrost, wiesz przecież. - Był bystry, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, co miała na myśli, nie musiał sięgać po takie argumenty... - Metr sześćdziesiąt trzy. - Poprawiła go jeszcze, i brzmiała przy tym naprawdę dumnie. Nie uważała, że powinna się wstydzić swojego wzrostu, może nie należała do najwyższych, ale jednak miała całkiem spory charakter, który mieścił się w tym drobnym ciele.

Nie miała pojęcia, jak właściwie doszło do tego, że ta rozmowa przebiegała właśnie w ten sposób, nie dało się nie zauważyć, że coś się między nimi zmieniło, tylko kiedy? Już ona dobrze wiedziała kiedy, ale wolała o tym nie myśleć, zdecydowanie łatwiej się na to patrzyło próbując sobie wmówić, że po prostu zaliczyli katharsis, i nagle samo się wszystko zmieniło.

- Oczywiście, wolę Cię uprzedzić, że są pewne rzeczy, które mogą spowodować, że nie będę sobą. - Tak, w to wpisywał się ewentualny atak paniki związany wysokością. - To jest tak głęboko zakorzenione, że pewnie nie da się nic z tym zrobić. - Mógł ja podpuszczać, sugerować jej, że nie powinna niczego się bać, ale Prue wiedziała swoje. Ona i wysokości się nie polubią - nigdy. Każdy miał pewne ograniczenia, mniejsze, lub większe, a ona przynajmniej była swoich świadoma i nie bała się o nich mówić, powinien to docenić, a nie sugerować jej, że wcale nie były takie straszne i że czas najwyższy, aby przestała się bać czegokolwiek. Jasne, alkohol często wzbudzał odwagę, ale nie spodziewała się, aby mógł pozbyć się tego z jej największych lęków.

- Nie chodzi o to, że są przeżarte, przecież mówiłam... Twoje czują różnicę, bo masz doświadczenie, nie powiesz mi, że to prawie dwadzieścia lat życia pośród elity Cię nie spaczyło. - Nie mogła się powstrzymać od komentarza, bo jasne mógł jej sugerować swoje, ale ona i tak wiedziała lepiej. Na pewno bywał w wielu podobnych miejscach do tego, gdzie mógł żaglować butelkami, wybierać swoje ulubione trunki, Bletchley nie miała tej przyjemności, to było dla niej coś zupełnie nowego. - Może z czasem nabiorę doświadczenia i też zacznę je rozróżniać. - To brzmiało, jak całkiem niezłe wyzwanie, a Prue uwielbiała wyzwania, więc mogłaby się w cos podobnego zaangażować.

- Nie chcę, żebyś mnie odprowadził, przecież Ci to już mówiłam, nie o to chodzi. - Najwyraźniej jej nie rozumiał, a może faktycznie nie do końca odpowiednio sklejała swoje słowa, była już nieco wstawiona. To wcale, a wcale nie byłoby takie dziwne.

- To znaczy nie chcę, byś teraz mnie odprowadził, później możesz. - Wolała to jednak sprostować, bo zaczynała się nieco miotać w swoich zeznaniach, tylko tego brakowało. Inaczej nie było szans, że trafi do tej swojej, magicznej sypialni.

- Cztery to dużo... - Mruknęła do siebie, bo w sumie to wolałaby nie przesadzić, ale Benjy też był duży, na pewno potrzebował więcej alkoholu, więc właściwie wszystko zaczynało nabierać sensu. - Dla Ciebie to pewnie nie jest dużo. - W końcu powiedziała to w głos, chociaż powinna to być rozmowa, którą przeprowadzała sama ze sobą.

- Niby jak miałabym Ci cokolwiek narzucić, skoro nawet nie wiem, jakie są możliwości, masz wolną rękę, przecież to oczywiste. - Skoro zasugerowała mu, żeby ją gdzieś zabrał, to przecież nie miała zamiaru mu niczego sugerować, o co ją właśnie oskarżał? Zamiast się jednak nad tym zastanawiać, wystawiła prawą rękę, aby sięgnąć po butelkę, którą uniósł w jej kierunku, byli gotowi do drogi, całkiem nieźle zaopatrzeni.

Dostrzegła dłoń, którą wyciągnął w jej stronę, nawet przez moment nie wahała się nad tym, aby go za nią złapać, wiedziała, że to może ułatwić im przemieszczanie się w ciemności, więc bez najmniejszego oporu po prostu po nią sięgnęła i ścisnęła delikatnie, bo Bletchley nie miała w sobie zbyt wiele siły. Zamierzała za nim podążać w tych ciemnościach, bez względu na to, gdzie miał zamiar ją wyprowadzić, bo przecież mu ufała.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (31324), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (29750)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 13:43
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 19.04.2025, 13:43
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.04.2025, 15:34
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 18:10
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.04.2025, 21:32
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.04.2025, 23:53
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.04.2025, 02:20
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 03:18
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.04.2025, 18:59
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.04.2025, 20:37
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.04.2025, 00:41
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.04.2025, 05:55
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.04.2025, 18:18
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.04.2025, 20:20
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.04.2025, 17:28
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.04.2025, 20:22
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.04.2025, 23:04
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 00:33
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.04.2025, 13:52
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 15:58
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.04.2025, 20:17
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.04.2025, 21:51
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.04.2025, 10:57
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.04.2025, 20:03
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.04.2025, 16:57
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 00:33
RE: [10/09/72] Muddy these webs we weave | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 02:18

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa