26.04.2025, 13:53 ✶
| Całe miasto? W sumie można było się tego spodziewać po tym, jak szybko żywioł zawładnął Horyzontalną. Chociaż Eliasz starał się wierzyć w to, że sytuacja nie była kompletnie tragiczna, tak większość znaków na niebie i ziemi wskazywała na to, że ktoś postanowił okaleczyć dzielnice czarodziejów w niezwykle brutalny sposób. I najprawdopodobniej nikt nie był na to przygotowany. Ciekawe, czy w ogóle będą koordynować jakieś akcje ratownicze z mugolami, jeśli ogień przeniesie się na resztę miasta, pomyślał z niezadowoleniem. Ministerstwo Magii było ostatnio tak bardzo zajęte swoimi sprawami, że mogli teraz nawet nie wziąć tego pod uwagę. Wzdrygnął się. Naprawdę nie chciał zobaczyć swojego rodzinnego miasta pogrążonego w ruinie. Ale cóż mógł zrobić? Nie pozostawało mu nic innego jak tylko zadbać o zdrowie i życie swoje i swoich najbliższych. — Służby przekierowują ludzi na drugą stronę Dziurawego Kotła, żeby schronili się przy rzece — napomknął w odpowiedzi na dywagacje Geraldine i Benjy'ego. — Może tam jest chociaż trochę bezpieczniej. Skrzywił się na określenie ''agresywny motłoch''. Co prawda to prawda, ludziom od razu odwaliło, gdy tylko rozbłysły pierwsze iskry. Zrozumiałby, gdyby kręcili się po Nokturnie czy jakichś ślepych uliczkach, ale Horyzontalna czy Pokątna? Przecież to były szanowane dzielnice, a co poniektórzy czarodzieje zachowywali się jak dzikie psy spuszczone po raz pierwszy ze smyczy. — Prudence… No... Nie wiem? Zakładam, że siedzi w Ministerstwie Magii. — Zmarszczył czoło, posyłając zdziwione spojrzenie Ambrożemu. — Jeśli miała na popołudnie, to o tej porze dalej powinna być w tej swojej kostnicy, biurze koronera, czy innej zimnicy jaką nazywa swoim biurem. Co innego miałaby robić. Od początku pożarów nie miał szansy skontaktować się z siostrą, nie wspominając nawet o tym, żeby spotkać się z nią twarzą w twarz. Teraz pewnie jest w swoim żywiole, pomyślał przelotnie. Pruderyjna Prudencja szykowała się na taki dramat już od dłuższego czasu. Co jakiś czas dalej kołatały mu w głowie jej słowa, które padły tuż po ogłoszeniu pierwszych założeń manifestu Śmierciożerców i ich przywódcy. Już wtedy szykowała się na koniec świata, a pożar Londynu... Cóż, na pewno była przygotowana i na taką ewentualność. — Z mojej strony raczej.... Nie? — Korciło go, żeby zahaczyć jeszcze o warsztat szklarski i upewnić się, że następnego dnia będzie miał do czego wracać, ale nie chciał dodatkowo nadkładać drogi. Poza tym, obawiał się nieco, że odpowiedź jaką otrzyma na miejscu wcale nie będzie należała do pozytywnych. — Tak jak wspominałem, Prudence jest pewnie w dalej pracy, a Ministerstwu chyba nic teraz nie grozi? — Zerknął pytająco na resztę zebranych. — A rodzice... Mung i apteka powinny się utrzymać. Raczej mają lepsze zabezpieczenia niż cokolwiek wpletli budowniczowie w ściany większości kamienic... |