Prudence nie przyglądała się jakoś szczególnie pomieszczeniu, to chyba nie ono ją w tym wszystkim najbardziej interesowało. Otaksowała je szybko wzrokiem, by spróbować odgadnąć gdzie się znajdują, a później, po kilku sekundach wróciła spojrzeniem do swojego towarzysza. Ich ostatnie spotkania przebiegały dość intensywnie, sporo się podczas nich działo, tak naprawdę nie miała możliwości wcześniej uważnie się mu przyjrzeć. Niby powiedzieli sobie dużo, wyjaśnili niesnaski z przeszłości, ale potrzebowała jeszcze zastąpić wspomnienia tamtego chłopaka tą teraźniejszą formą. Chciała wiedzieć go w tej wersji, kiedy o nim myślała, a nie w tamtej odległej, która przecież tak naprawdę już nie istniała. Może nie powinna się tak w niego wgapiać, ale była pijana, on również, na pewno tego nie zauważył, to byłoby zbyt proste. Jakże można byłoby zwrócić uwagę na te dwa ślepia bezczelnie lustrujące go wzrokiem. Zresztą ich spojrzenia się skrzyżowały, przez chwilę spoglądali na siebie w milczeniu, aż on uciekł wzrokiem. Chyba wygrała pierwszą bitwę na spojrzenia... To wcale nie było takie trudne, Bletchley miała świadomość tego, że była w tej dziedzinie mistrzem. Tyle, że tym razem nigdzie nie odpłynęła, znajdowała się przed nim i ciałem i umysłem, więc to wcale nie było takie proste wyzwanie, jak mogło się wydawać.
Nie przerażała jej jego aparycja, nie dało się nie zaprzeczyć, że mógł wzbudzać strach, ale miała wrażenie, że to miało swój powód. Zapewne mało kto go zaczepiał go na ulicy, a z tego, co udało jej się domyślić, to musiał prowadzić negocjacje z różnymi osobami, z takim wyglądem nie powinien się bać tego, że ktoś postanowi go wykiwać. Zmienił się przez te lata nieobecności, tak bardzo się zmienił, że nie rozpoznała go przy dwóch ostatnich spotkaniach, ale te ciemnobrązowe oczy miały ciągle ten sam blask. To one doprowadziły ją do rozwiązania tej zagadki.
Poczuła, że policzki zaczynają ją piec, kiedy się do niej odezwał, nerwowo zacisnęła palce na brzegu swojej koszuli, nie do końca wiedząc jak powinna zareagować na ten kolejny komplement, szczególnie, że znajdowali się tak blisko siebie, niebezpiecznie blisko. Na pewno dostrzegł zmianę kolorytu jej twarzy, trudno było tego nie zauważyć, mrok już nie ukrywał jej wszystkich reakcji. Teraz dużo łatwiej było z niej czytać. Nie wiedziała, czy to dobrze, bo pewnie wolałaby nie okazywać tego, że coś się zmieniło, że patrzyła na niego zdecydowanie inaczej.
Tym razem to ona uciekła spojrzeniem, wolała uniknąć jego wzroku, tym bardziej, że się nad nią nachylił, a jego dłoń znalazła się na jej włosach. Na moment przestała oddychać, właściwie to po prostu wstrzymała oddech, nie do końca wiedząc, co robi.
Bardzo szybko się to wyjaśniło. Pająk. Nawet jej to nie zdziwiło, piwnica musiała być ich pełna, wybierały takie miejsca na swoje domy. Ten malec musiał zupełnie przypadkowo zaplątać się w jej włosy, łączyło się to z nie do końca przemyślaną wyprowadzką z piwnicy.
Wreszcie uniosła głowę do góry, musiała to robić, aby móc spojrzeć na jego twarz, był od niej dużo wyższy, a może to ona po prostu była zbyt niska. Jedno z dwóch.
Wyciągnęła wolną dłoń przed siebie, a właściwie to też przed niego, otworzyła ją, by mógł przekazać jej tego pasażera na gapę, który postanowił zabrać się z nimi na spacer.
- Świetny pomysł, na pewno go zrealizuję. - Przejęła od niego stworzonko. Przez chwilę wpatrywała się w nie zafascynowana. Szkoda by było, żeby przypadkiem stracił życie. Na pewno doceni to, że dali mu szansę na to, aby mógł kontynuować swoją historię gdzieś indziej, na dworze też powinno mu się spodobać, może nawet bardziej niż w tej piwnicy.
- Mam nadzieję, ze mnie nie wystawi, bo jak już pozna moje tajemnice i to zrobi, będę musiała go znaleźć i zamordować. - Z pająkiem na pewno by sobie poradziła, mimo wszystko wolała jednak myśleć, że faktycznie to miało sens. Perspektywa pająka jako łącznika między światami była całkiem unikatowa. Benjy okazywał się mieć naprawdę wiele, ciekawych pomysłów. Jak mogła go wcześniej nie doceniać? Nie miała pojęcia, grunt, że w końcu do niej dotarło, że był naprawdę interesującym kompanem do spędzania wolnego czasu. Nie szło się z nim nudzić.
- Zabierasz mnie na przejażdżkę. - Powtórzyła za nim, bo jasne, powinno to być dla niej bardzo oczywiste, prawda? Tyle, że nie umiała jeszcze czytać w myślach, więc nie do końca tak się stało. Próbowała zrozumieć, czym mieliby jeździć, ale póki co jakoś brakowało jej pomysłów, więc zamierzała poczekać, aż odpowiedź sama się odnajdzie. Na pewno za parę chwil się tego dowie.
- Oke, brzmi spoko, całkiem cool. - Bez względu na to w jaki właściwie sposób mieliby pokonywać drogę. Powinna spodziewać się tego, że zapewni jej rozrywkę pełną wrażeń, rzuciła mu wyzwanie, a on chyba je lubił. Przyjmował każde z nich i chciał udowodnić, że jest w stanie sobie z nimi poradzić.
Dostrzegła to spojrzenie padające na jej buty, sama również przeniosła na nie wzrok. - Coś nie tak? - Mogła o to zapytać, bo przecież byli przyjaciółmi, a przyjaciele mówili sobie, kiedy coś nie miało sensu, lub było nieadekwatne do otoczenia. Jasne, wiedziała, że mogła wybrać lepiej, kiedy się tu dzisiaj pojawiła, ale chyba nie do końca przemyślała swoją decyzję. - Czy jestem skreślona już na starcie? - To by dopiero było słabe.
- To brzmi jak obietnica, zobaczymy tylko z jakiego powodu tego nie zapomnę. - Mogło w końcu być różnie, właściwie powód wcale nie był istotny, bo przecież prosiła aby ją zaskoczył, nie miała na myśli nic konkretnego, mógł wybrać dowolnie i chyba już to zrobił.
- Faktycznie, może się przydać. - Miło, że o tym pomyślał. Właściwie nie zakładała, że jej krótkie oprowadzanie po tej rezydencji zakończy się nieoczekiwanym spacerem, a nawet przejażdżką więc nie do końca się do tego przygotowała. Wydawał się zwracać uwagę na to, żeby czuła się dość mocno zaopiekowana, raczej nigdy nikt się nią aż tak bardzo nie przejmował, więc zauważyła ten gest, jaki wykonywał w jej kierunku. Niby nic wielkiego, bo było to zaoferowanie kurtki, ale jednak, nie musiał tego robić, nie musiał się martwić o to, czy będzie jej zimno.
- Nie, kurz mi nie przeszkadza, to miłe, wiesz? - Nie miała pojęcia po co mu o tym wspomniała, ale chyba chciała docenić tą uprzejmość, tak po prostu. Nie umykała jej, wręcz przeciwnie.
- W takim wypadku, ja odstawię tego małego uciekiniera na zewnątrz, skoro ma już zostać moim posłańcem między światami, to czas najwyższy, żeby odpowiednio zaangażował się w swoje zadanie. - Zrobiła krok do tyłu i zaczęła rozglądać się za drzwiami, chociaż właściwie wystarczyło i okno. Znajdowało się bliżej, więc to właśnie w jego kierunku się poruszyła. Szła przed siebie powoli, przyglądając się otoczeniu. Otworzyła okno na oścież, po czym położyła dłoń na parapecie, aby pająk mógł z niej zejść. Zrobił to dość szybko, zapewne obawiał się tego, że może się rozmyślić i jednak postanowi go zabić. Kiedy odstawiła zwierzę na zewnątrz, zamknęła okno i odwróciła się znowu do wnętrza pomieszczenia. Próbowała zlokalizować mężczyznę wzrokiem. W końcu zdecydowałam się też zadać to pytanie, które nurtowało ją od dłuższej chwili. - Skoro to ma być przejażdżka, to tak się zastanawiam, czym będziemy jeździć? - Czas najwyższy się tego dowiedzieć. W lewej ręce ciągle trzymała butelkę ze szkocką, którą przyniosła tutaj z piwnicy, co jakiś czas popijała z niej niewielki łyk, aby nie daj Morgano przypadkiem nie zacząć trzeźwieć, bo całkiem dobrze działał na nią ten drobny rausz.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control