Choć Henrietta krótko znała Iris i tak naprawdę nie miała okazji jej dobrze poznać, to jednak miały przynajmniej jedną wspólną cechę. Ambicję. Chęć rozwoju. I właśnie to w swojej przybranej córze dostrzegła. To chyba właśnie to sprawiło, że ją w jakimś sensie zaakceptowała. Trudno tu bowiem mówić o jakiejś akceptacji lub nie, skoro sama Iris już była dorosła i tak naprawdę nie przeszkadzała Lenore. O ile oczywiście nie czyniła jakichś… Rzeczy, które wywoływały zbyt duże poruszenie. Henrietta nie lubiła kobiet głośnych i zbyt atencjonalnych.
Chwilowa ucieczka z domu była czasem potrzebna. Dobrze od czasu do czasu zmienić otoczenie i towarzystwo. Sama Henrietta również niechętnie przebywała w towarzystwie Roberta. Aż nadto było widać, że chciałby uczynić z niej swoją kukiełkę u boku, która jedynie stoi i się ładnie uśmiecha — nieważne jak bardzo by ją sponiewierał. Choć była zbyt silna, by przejmować się takim zachowaniem w większym stopniu, to jednak na dłuższą metę było to męczące. Jakby nie miała innych zmartwień!
Co do samej Iris, to na ten moment była jej bardziej obojętna. Nie żywiła do niej żadnych konkretnych uczuć. Widywały się tak rzadko, że ciężko było o wypracowanie jakiejkolwiek relacji — czy tej złej, czy dobrej. Jeszcze nawet nie miała okazji dobrze zauważyć jak miewają się stosunki między Iris, a Robertem. Choć oczywiście słyszała pewne plotki. Lenore wiedziała jednak, że plotki swoje, a życie swoje. Najlepiej było pewne rzeczy poznać i odczuć na własnej skórze.
W żadnym wypadku Iris nie była jej kulą u nogi. Przez większość czasu same sobie zajmowały czas nie przejmując się sprawami drugiej. Dopiero gdy już znalazły się na miejscu, miały okazję się do siebie zbliżyć. Lub nie. To był dobry czas, by mogły się wzajemnie poznać i określić czy się polubią.
Henrietta jeszcze dłuższą chwilę siedziała w fotelu ze skrzyżowanymi nogami. Po jakimś czasie jednak podniosła głowę. Znów zaciągnęła się z cygara. Gdy wypuszczała dym, spojrzała w okno dostrzegając na tarasie córę Roberta. Przyjrzała się jej oceniając ubiór, postawę, gesty. To wszystko wpływało na to, jak ją widzieli inni. I jak ona sama chciała być postrzegana. Wstała. Sięgnęła po drugą szklankę, a następnie po karafkę z whisky i ją zalała. Dorzuciła dwie kostki lodu. Z cygarem w ustach i szklankami w obu rękach, swojej i dla Iris, wyszła z salonu.
Po chwili znalazła się obok niej podając szklanicę.
— Tuszę, że ci się podoba.