30.04.2025, 10:18 ✶
- A widzisz, no trudno, bo już przeprosiłem, nieodprzeproszę już teraz, tak się nie da - pokazał jej język na znak, że żartuje i uśmiechnął się nieznacznie. Może jeszcze nie był do końca z tym wszystkim pogodzony, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby odszedł od swoich zwykłych zachowań. - Nie rozumiem, myślałem, że zmierzamy w dobrym kierunku. Co prawda przydałoby się nam urosnąć w siłę, ale zdaje sobie sprawę, że nie możemy wszystkim ufać na ładne oczy. Dobrze wiesz, ze nic nie złamie mojego ducha walki za was - zakończył szczerząc się od ucha do ucha, jakby tym chciał dodać nieco otuchy Brennie.
Nic? Doprawdy NIC? A to ciekawe
Zignorował głos w swojej głowie i jego ciemne oczy czujnie obserwowały jej mimikę (nie żeby czytanie z cudzej twarzy dawało mu cokolwiek). - A Ty? Jesteś pewna, że nie chcesz o czymś porozmawiać w związku z tym zebraniem? - zakończył chcąc ją uważnie obserwować, ale jednak wiedziała jak rozgrywać karty. Kolejne jej słowa sprawiły, ze rozproszył się i machinalnie spojrzał na drzwi wejściowe do kuchni, jakby sprawdzał czy czasem Moody nie wchodzi teraz do pomieszczenia.
Kwestia miłości była dla niego o tym kłopotliwa, ze przez całe życie tylko raz wcześniej myślał, że się zakochał. Co prawda to była zupełnie inna miłość nita romantyczna, ale trwała do teraz i co najlepsze jej obiekt siedział i rozmawiał z nim teraz o problemach magicznego świata jak i jego serca.
Słuchał uważnie tego co mówił Brenna, próbując to sobie przeprocesować w tym samym czasie co ona mówiła. Miała racje, to samo myślał w jaskini, że każda chwila jest cenna, że nie zna co będzie za godzinę, czy on albo jego bliscy będą żywi, ze nie powinien się bać działać i powinien tak robić rzeczy, aby potem nie żałować, że czegoś nie zrobił. Łatwo powiedzieć i ciężko zrobić dla kogoś kto ucieczką salwował się jeśli chodziło o spełnianie własnych pragnień i opowiadanie o własnych uczuciach. Ale może już w końcu dorósł? Wątpił.
Czy poradzi sobie z odrzuceniem? Wydawało się straszne, wiedzieć, że nigdy nie będzie tak blisko drugiej osoby jak pragnie, ale czy nie było to lepsze niż życie w ułudzie i ukrywanie swoich prawdziwych uczuć? Zdecydowanie.
- Żyj tak, aby nie żałować, że czegoś nie zrobiłeś, wiem wiem - mruknął zbierając powoli swoje myśli. Co oznaczało, że Millie ma luźniejsze podejście do pewnych spraw? Czy to dlatego tak wtedy pytała czy chce...
Westchnął nie wiedząc co o tym myśleć. Czy był gotów zaopiekować się kimś? Czy był odpowiednią osobą, aby kimś innym się zajmować? Ze swoimi skłonnościami do rzucania się na niebezpieczeństwo?
- Nie wiem na co jestem gotowy, a na co nie, dopóki mnie to nie spotka. Myśleć o tym jak się zareaguje, a zareagować w prawdziwej sytuacji to dwie różne rzeczy - powiedział z wzrokiem utkwionym w twarzy przyjaciółki i uśmiechnął. - Ale myślę...[b] - zawahał się [b]- Myślę, że to jest warte zaryzykowania, żeby potem nie żałować, że nie zrobiło się nic w tej sprawie i pluć sobie w brodę - dokończył, był pewny tego, że chciał spróbować, niezależnie od tego co wyszłoby na samym końcu - choć sam nie wiedział jaki koniec go czeka. Jak nigdy na jego twarzy malowała się determinacja.[/b][/b]
Nic? Doprawdy NIC? A to ciekawe
Zignorował głos w swojej głowie i jego ciemne oczy czujnie obserwowały jej mimikę (nie żeby czytanie z cudzej twarzy dawało mu cokolwiek). - A Ty? Jesteś pewna, że nie chcesz o czymś porozmawiać w związku z tym zebraniem? - zakończył chcąc ją uważnie obserwować, ale jednak wiedziała jak rozgrywać karty. Kolejne jej słowa sprawiły, ze rozproszył się i machinalnie spojrzał na drzwi wejściowe do kuchni, jakby sprawdzał czy czasem Moody nie wchodzi teraz do pomieszczenia.
Kwestia miłości była dla niego o tym kłopotliwa, ze przez całe życie tylko raz wcześniej myślał, że się zakochał. Co prawda to była zupełnie inna miłość nita romantyczna, ale trwała do teraz i co najlepsze jej obiekt siedział i rozmawiał z nim teraz o problemach magicznego świata jak i jego serca.
Słuchał uważnie tego co mówił Brenna, próbując to sobie przeprocesować w tym samym czasie co ona mówiła. Miała racje, to samo myślał w jaskini, że każda chwila jest cenna, że nie zna co będzie za godzinę, czy on albo jego bliscy będą żywi, ze nie powinien się bać działać i powinien tak robić rzeczy, aby potem nie żałować, że czegoś nie zrobił. Łatwo powiedzieć i ciężko zrobić dla kogoś kto ucieczką salwował się jeśli chodziło o spełnianie własnych pragnień i opowiadanie o własnych uczuciach. Ale może już w końcu dorósł? Wątpił.
Czy poradzi sobie z odrzuceniem? Wydawało się straszne, wiedzieć, że nigdy nie będzie tak blisko drugiej osoby jak pragnie, ale czy nie było to lepsze niż życie w ułudzie i ukrywanie swoich prawdziwych uczuć? Zdecydowanie.
- Żyj tak, aby nie żałować, że czegoś nie zrobiłeś, wiem wiem - mruknął zbierając powoli swoje myśli. Co oznaczało, że Millie ma luźniejsze podejście do pewnych spraw? Czy to dlatego tak wtedy pytała czy chce...
Westchnął nie wiedząc co o tym myśleć. Czy był gotów zaopiekować się kimś? Czy był odpowiednią osobą, aby kimś innym się zajmować? Ze swoimi skłonnościami do rzucania się na niebezpieczeństwo?
- Nie wiem na co jestem gotowy, a na co nie, dopóki mnie to nie spotka. Myśleć o tym jak się zareaguje, a zareagować w prawdziwej sytuacji to dwie różne rzeczy - powiedział z wzrokiem utkwionym w twarzy przyjaciółki i uśmiechnął. - Ale myślę...[b] - zawahał się [b]- Myślę, że to jest warte zaryzykowania, żeby potem nie żałować, że nie zrobiło się nic w tej sprawie i pluć sobie w brodę - dokończył, był pewny tego, że chciał spróbować, niezależnie od tego co wyszłoby na samym końcu - choć sam nie wiedział jaki koniec go czeka. Jak nigdy na jego twarzy malowała się determinacja.[/b][/b]