28.04.2025, 09:48 ✶
Odetchnęła z ulgą, co wywołało falę kaszlu, gdy zobaczyła, że Nora stoi. Chociaż ten budynek został oszczędzony. Przez okna dostrzegała ludzi, ale nie obchodziło jej już to - gdy tylko Figgówna otworzyła drzwi i zaprosiła ją do środka, Olivia wślizgnęła się niemalże od razu, poprawiając na ramieniu plecak, który zabrała z Fiolki. Nie było tego dużo, ba - było tego naprawdę, naprawdę mało, ale lepsze kilka fiolek eliksirów, niż zero, prawda?
- Nic wam nie jest? - sapnęła, z trudem łapiąc oddech. Darowała sobie przywitania, to nie był teraz czas na słodkie słówka. Zresztą Olivia wyglądała tak, jakby dopiero co wybiegła z płonącego budynku: była cała brudna od sadzy, kaszlała a jej makijaż... Cóż, gdyby zobaczyła się w lustrze to pożałowałaby szybko, że nie wszystkie jej kosmetyki należały do tych nieścieralnych od Potterów. Względnie jednak wyglądała na całą, więc to był jakiś plus. Nora także nie wyglądała, jakby coś jej dolegało: poza oczywiście potężnym stresem, jaki musiała odczuwać. - Przyniosłam kilka eliksirów, jeżeli ktoś by potrzebował. Brenna mnie tu skierowała.
Dodała wyjaśniająco, omiatając klubokawiarnię spojrzeniem. Serce jej krwawiło, gdy widziała tylu przerażonych ludzi w jednym miejscu. Jej pojawienie się również pewnie nie podniosło morali - może gdyby nie była aż tak ujebana sadzą i nie śmierdziała dymem, to byłoby lepiej?
- Cała Pokątna jest w ogniu - szepnęła do Nory, podając jej plecak. - Widziałam po drodze Brygadzistów i Aurorów, wszyscy gaszą co się da. Ale jest jeden wielki chaos. Co z nimi?
Zapytała, wskazując brodą na tłoczących się, przerażonych ludzi. Odruchowo zaczęła sprawdzać, czy ktoś nie ma żadnych ran, które mogłyby wymagać podstawowej pomocy - bo przecież nie znała się na leczeniu, ale mogłaby chociażby je oczyścić czy coś.
- Nic wam nie jest? - sapnęła, z trudem łapiąc oddech. Darowała sobie przywitania, to nie był teraz czas na słodkie słówka. Zresztą Olivia wyglądała tak, jakby dopiero co wybiegła z płonącego budynku: była cała brudna od sadzy, kaszlała a jej makijaż... Cóż, gdyby zobaczyła się w lustrze to pożałowałaby szybko, że nie wszystkie jej kosmetyki należały do tych nieścieralnych od Potterów. Względnie jednak wyglądała na całą, więc to był jakiś plus. Nora także nie wyglądała, jakby coś jej dolegało: poza oczywiście potężnym stresem, jaki musiała odczuwać. - Przyniosłam kilka eliksirów, jeżeli ktoś by potrzebował. Brenna mnie tu skierowała.
Dodała wyjaśniająco, omiatając klubokawiarnię spojrzeniem. Serce jej krwawiło, gdy widziała tylu przerażonych ludzi w jednym miejscu. Jej pojawienie się również pewnie nie podniosło morali - może gdyby nie była aż tak ujebana sadzą i nie śmierdziała dymem, to byłoby lepiej?
- Cała Pokątna jest w ogniu - szepnęła do Nory, podając jej plecak. - Widziałam po drodze Brygadzistów i Aurorów, wszyscy gaszą co się da. Ale jest jeden wielki chaos. Co z nimi?
Zapytała, wskazując brodą na tłoczących się, przerażonych ludzi. Odruchowo zaczęła sprawdzać, czy ktoś nie ma żadnych ran, które mogłyby wymagać podstawowej pomocy - bo przecież nie znała się na leczeniu, ale mogłaby chociażby je oczyścić czy coś.