Cukiernia okazała się być idealnym miejscem, w którym ludzie potrzebujący pomocy mogli się schronić. Norka nie zamierzała im tego zabraniać, wiedziała, że posłanie ich na ulicę mogło się wiązać ze śmiercią, zamiast tego więc przygarniała wszystkich, którzy tylko nawinęli się pod drzwi jej miejsca pracy, a zarazem domu. Wiedziała, że może im zapewnić wsparcie, może sama nie była szczególnie biegła w działaniu w takich nie do końca typowych sytuacjach, ale potrafiła opiekować się ludźmi, więc chyba nie wychodziło to wcale tak najgorzej.
Krążyła między nimi pytając, czy czegoś nie potrzebują. Co chwilę donosiła ciepłą herbatę, czy ciastka, wszystko, aby poczuli się lepiej. Nie było to może zbyt wiele, ale chociaż w ten sposób mogła ich pocieszyć. Ludzie siedzieli w małych grupach, przy stolikach. Wydawali się nadal nie do końca rozumieć, co właściwie się wydarzyło, co ciągle działo się w Londynie. Nie, żeby ona sama zbyt wiele póki co z tego rozumiała. Nie musiała rozumieć, wiedziała, że wypada zaopiekować się wszystkimim którzy potrzebowali jakiejkolwiek pomocy.
Ktoś czuwał przy drzwiach, pilnował tego, aby do środka nie dostały się osoby, które mogły ich skrzywidzić, to było ważne, zbyt wielu ludzi znajdowało się w środku. Nie mogli pozwolić na to, by komuś stało się coś złego. Nie chodziło nawet o jej bezpieczeństwo, wiedziała, że jakoś się wyliże, zawsze tak było, musiała mieć jednak pewność, że nikomu z obecnych nie przytrafi się tutaj nic złego. To miało być bezpieczne miejsce. Cieszyła się, że zainwestowała swoje oszczędności w zabezpieczenie cukierni, póki co stała, nie zajęła się ogniem, więc nie było wcale tak źle, jak mogło się to wszystko potoczyć.
Usłyszała, że drzwi się otwierają, odruchowo zerknęła w tamtym kierunku i zobaczyła znajomą sylwetkę. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, ale również odetchnęła z ulgą. Brenna żyła, to był bardzo dobry znak, bo znając przyjaciółkę to większość wieczora spędziła w samym centrum tych wydarzeń.
Nie zdążyła jednak jeszcze do niej podejść, bo zobaczyła, że jedna z kobiet, które znajdowały się w tym miejscu zaczęła się budzić, a raczej wyrwał ją ze snu koszmar. Ruszyła więc, w jej kierunku, aby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
Nachyliła się do niej, złapała ją za rękę, zależało jej na tym, aby poczuła się tutaj dobrze.
- Potrzebujesz czegoś? - Spytała spokojnym tonem głosu, nie mogła sobie pozwolić nawet na moment niepewności, wiedziała, że ktoś tutaj musi mieć nad tym wszystkim kontrolę, chcąc nie chcąc jako właścicielka tego miejsca to chyba ona powinna przyjąć tę rolę.
//
◉◉◉○○charyzma,
Slaby sukces...