Norka zbliżyła się do kobiety, wpatrywała się w nią dłuższą chwilę była zmartwiona tym, że nie umiała odczytać z jej twarzy wszystkich potrzeb, jakie mogły się u niej pojawić. Wpatrywała się w nią dłuższą chwilę, wtedy to dostrzegła. Na jej szyi [u]znajdował się odcisk dłoni[/i], który wyglądał jakby zrobiony z sadzy. Nie wydawało się, aby ktoś nad nią stał, by ktoś mógł jej to zrobić w tym miejscu. W środku znajdowało się zbyt wiele osób, aby ktokolwiek mógł ją skrzywdzić. Skąd więc to mogło się wziąć na jej ciele? Nie miała pojęcia, uniosła wzrok na stolik, który się nad nimi znajdował, on również był przykryty sadzą, zapewne przez to, że jedno z okien zostało wybite, przez co dym dostawał się do środka. Póki co jednak nie wydawało się pannie Figg, że powinni się martwić, ogień nie wtargnął do środka, byli tu bezpieczni.
Przeniosła wzrok na ścianę, i przymknęła oczy, wydawało jej się, że na niej również widzi dłonie wymalowane w sadzy, co to właściwie miało znaczyć? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, czy ktoś przeklnął to miejsce? Będzie się tym martwić później, póki co wróciła do kobiety, która spoglądała na nią szeroko otwartymi, niebieskimi oczyma. - Wody.. - Powiedziała cicho, nieco zachrypniętym głosem.
Nie musiała się powtarzać, Norka uniosła się do góry i ruszyła w stronę lady, gdzie miała przygotowane odpowiednie ilości wody, herbaty i innych napitków. Wróciła do niej z pełną szklanką, po czym się wycofała. Póki co nie potrzebowała niczego więcej, niepokoił ją wygląd jej szyi, ale aktualnie jeszcze nie wiedziała, co jest na rzeczy.
Przeniosła spojrzenie na swoje dłonie, które zostały wysmarowane w czarnej sadzy, próbowała zetrzeć ją z dłoni, ale jej się to nie udało. Cóż, nie był to aktualnie jej priorytet.
Już miała się odwrócić w stronę, gdzie widziała wcześniej Brennę, gdy poczuła dłoń na swoim ramieniu. Uniosła głowę, aby spojrzeć za siebie. Brenna. W przeciwieństwie do przyjaciółki nie zamierzała ignorować jej obecności, nie przeszkadzało jej nawet to, że stały przed tą kobietą, z którą chwilę wcześniej rozmawiała. Naprawdę cieszyła się, że ją widzi. Objęła ją więc bez słowa, chociaż jej spojrzenie wyrażało wszystko. Była spokojniejsza, dobrze wiedzieć, że póki co Longbottomównie nic się nie stało, to wcale nie było takie oczywiste.
- Jak tam jest? - Zapytała ją, bo ona sama właściwie większość czasu spędziła w cukierni, więc do końca nie zdawała sobie sprawy z tego, co działo się na ulicach Londynu, jak bardzo źle było.