28.04.2025, 15:18 ✶
Złapała nieco mocniej lusterko, jakby bała się że zaraz wysmyknie jej się z dłoni i poleci między gruzy, gubiąc się w nich i zostając poza zasięgiem rąk. Niby nie byłoby to aż takim problemem - w końcu wystarczyłoby w takim wypadku rzucić proste accio i wyłowić zagubiony przedmiot, ale prawdziwe nieszczęście by się wydarzyło, gdyby zamglona tafla pękła, uniemożliwiając dalszą komunikację. Nie była w końcu pewna ile takie nadużyte lusterko mogło wytrzymać, skoro i tak wydawało się działać z pewnymi ograniczeniami.
- W... magicznym Londynie - odpowiedziała, nieco spłoszona, rozglądając się dookoła, jakby chcąc znaleźć jakiś konkretny punkt orientacyjny. To nie tak, ze nie wiedziała gdzie była, ale gruzowisko, dym i stres skutecznie rozpraszały myśli. Potrząsnęła jednak wreszcie głową, odganiając mętlik, jaki miała w głowie i zerkając ponownie na mglistą taflę lusterka. - Lodziarnia. Tak. Będę przy lodziarni. Uważaj na siebie! - rzuciła jeszcze, samej zaraz przyśpieszając kroku.
Śpieszyła się, chociaż podobnie jak w przypadku Brenny, ciężko było powiedzieć że biegła. Otoczenie nie sprzyjało szybkiemu przemieszczaniu się, a przynajmniej nie jeśli nie chciało się wpaść w jakąś pułapkę pokroju rozrzuconego na ulicy gruzu, albo kłębu gęstego, duszącego nienaturalnie wręcz dymu. Albo najgorsze - na kolejnego śmierciożercę. Tę ostatnią możliwość jednak, odsunęła od siebie pośpiesznie, koncentrując się na tym, żeby przedrzeć się przez uliczkę, a za zakrętem przywitała ją Pokątna.
- Brenn, jestem już na Pokątnej!
- W... magicznym Londynie - odpowiedziała, nieco spłoszona, rozglądając się dookoła, jakby chcąc znaleźć jakiś konkretny punkt orientacyjny. To nie tak, ze nie wiedziała gdzie była, ale gruzowisko, dym i stres skutecznie rozpraszały myśli. Potrząsnęła jednak wreszcie głową, odganiając mętlik, jaki miała w głowie i zerkając ponownie na mglistą taflę lusterka. - Lodziarnia. Tak. Będę przy lodziarni. Uważaj na siebie! - rzuciła jeszcze, samej zaraz przyśpieszając kroku.
Śpieszyła się, chociaż podobnie jak w przypadku Brenny, ciężko było powiedzieć że biegła. Otoczenie nie sprzyjało szybkiemu przemieszczaniu się, a przynajmniej nie jeśli nie chciało się wpaść w jakąś pułapkę pokroju rozrzuconego na ulicy gruzu, albo kłębu gęstego, duszącego nienaturalnie wręcz dymu. Albo najgorsze - na kolejnego śmierciożercę. Tę ostatnią możliwość jednak, odsunęła od siebie pośpiesznie, koncentrując się na tym, żeby przedrzeć się przez uliczkę, a za zakrętem przywitała ją Pokątna.
- Brenn, jestem już na Pokątnej!