28.04.2025, 18:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2025, 19:00 przez Brenna Longbottom.)
Chwila, w której Brenna cofając się zakasłała, gdy zaraz w ślad za ogniem, który zdawał się próbować ku niej sięgnąć, owionął ją dym, i schrzaniła swoje zaklęcie, była tą, której los kamienicy był już ostatecznie przesądzony. Kolejny czar Atreusa nie zadziałał, ale pewnie i tak niewiele by zmienił: płomienie buchnęły w górę, balkonik zaczął pękać, coś głośno zatrzeszczało na górze, zwiastując, że część dachu właśnie się zapada.
Brenna nawet nie miała czasu przeklinać samej siebie za tę porażkę. Dym z budynku, który płonął już w tej chwili cały, zdawał się kierować do niej, niby żywa istota, i znów słyszała szepty… nie, właściwie już nie szepty: to były złowrogie pomruki, narastające wszędzie wokół niej.
ZZZZDRRRRRRRRRRRAJCY... SZLAAAAAAAAMYY... POCHŁONIE WAS OOOGIEŃ...
Cofając się, potknęła się i wylądowała na chodniku, a że wciąż była całkiem blisko, usłyszała kolejny odgłos, nie zapowiadający nic przyjemnego…
– Odsunąć się!!! WALI SIĘ!!! – zawołała, do ludzi, którzy usiłowali wciąż toczyć nierówną walkę z płomieniami – może mieszkańców, może przedstawicieli ministerstwa, naprawdę ciężko było to ocenić, kiedy dym atakował nos, oczy, a coś w nim zdawało się próbować do niej sięgnąć.
I ten cholerny ogień był tak blisko.
Nigdy nie bała się ognia, ale w tym momencie… w tym momencie, poza dymem czując i gorący powiew, chyba uświadomiła sobie, że naprawdę mogła spłonąć, jeżeli się nie ruszy. A może trafiło ją jakieś zaklęcie, a może tę klątwę przygotowano już wcześniej i przyniósł ją dym, ale poderwała się z chodnika, też próbując wypełnić własne polecenie: czyli odsunąć się do budynku, który jak wiele innych tej nosy padł pastwą śmierciożerców.
Af, czy odsunie się dostatecznie szybko, czy oberwie
Opisuję grzecznie efekty mojej porażki + efekty karty piętra
Brenna nawet nie miała czasu przeklinać samej siebie za tę porażkę. Dym z budynku, który płonął już w tej chwili cały, zdawał się kierować do niej, niby żywa istota, i znów słyszała szepty… nie, właściwie już nie szepty: to były złowrogie pomruki, narastające wszędzie wokół niej.
ZZZZDRRRRRRRRRRRAJCY... SZLAAAAAAAAMYY... POCHŁONIE WAS OOOGIEŃ...
Cofając się, potknęła się i wylądowała na chodniku, a że wciąż była całkiem blisko, usłyszała kolejny odgłos, nie zapowiadający nic przyjemnego…
– Odsunąć się!!! WALI SIĘ!!! – zawołała, do ludzi, którzy usiłowali wciąż toczyć nierówną walkę z płomieniami – może mieszkańców, może przedstawicieli ministerstwa, naprawdę ciężko było to ocenić, kiedy dym atakował nos, oczy, a coś w nim zdawało się próbować do niej sięgnąć.
I ten cholerny ogień był tak blisko.
Nigdy nie bała się ognia, ale w tym momencie… w tym momencie, poza dymem czując i gorący powiew, chyba uświadomiła sobie, że naprawdę mogła spłonąć, jeżeli się nie ruszy. A może trafiło ją jakieś zaklęcie, a może tę klątwę przygotowano już wcześniej i przyniósł ją dym, ale poderwała się z chodnika, też próbując wypełnić własne polecenie: czyli odsunąć się do budynku, który jak wiele innych tej nosy padł pastwą śmierciożerców.
Af, czy odsunie się dostatecznie szybko, czy oberwie
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Opisuję grzecznie efekty mojej porażki + efekty karty piętra
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.