28.04.2025, 18:42 ✶
Brenna nie była silna. Była cholerną oszustką, która nie potrafiła grać na deskach teatrów, ale najwyraźniej naprawdę pięknie potrafiła pewne rzeczy udawać, tak że ludzie zaczynali w nie wierzyć. Nie, nie była silna, ale po prostu tej nocy nie miała wyboru - nikt jej nie miał.
Uśmiechnęła się do Nory, kolejny element tego wielkiego oszustwa, kogoś, kto niby miał być silny, a kto omal nie wpadł w panikę, bo na piecu płonął ogień.
- Mam zamiar się teleportować, spokojnie. Nie będę spacerowała po Nokturnie ani niemagicznym Londynie...
Jakby to gwarantowało bezpieczeństwo.
Mogło się w końcu okazać, że Rejwach pełen jest teraz trupów: na samą myśl Brennie zrobiło się niedobrze. Przez moment miała przed oczami Derwina, chwiejącego się na nogach w noc Beltane. Popioły, wypełniające jego mundur, które dostali zamiast ciała. Nie miała żadnej pewności, czy nie teleportuje się prosto na zgliszcza - czy nie znajdzie nadpalonego ciała Woody'ego.
- To dla Thomasa, może uda mi się jeszcze z nim pogadać i samej mu wyjaśnić, ale jeżeli tam będzie coś nie tak… Proszę, pilnuj tego. Tylko on może to zobaczyć. I niech nie przekazuje na razie nigdzie dalej. To może być... bardzo ważne, i chyba tylko on może to rozszyfrować... - poprosiła, wyciągając zza marynarki cenną paczuszkę. Po chwili do jej otępiałego umysłu dotarło także, że powinna zostawić tutaj samą marynarkę, zsunęła więc ją z ramion. Może ta już nie przypominała ubrania, które parę godzin temu Brenna zabrała z mieszkania, ale nie chciała, by ktoś w Rejwachu rozpoznał w niej ubiór brygadowy.
I przy okazji, gdy to zrobiła, uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy to chyba jednak ruchy przychodziły jej z trochę większym trudem niż powinny. Bolało ją kolano, obite przy upadku, siniaki, oparzenia, i gdy się poruszyła, uznała, że nie jest wcale pewna, czy żebra są całe – a chociaż wydawało się, że nie wybuchają nowe pożary (przynajmniej nie na Pokątnej w pobliżu: gdyby coś tu wciąż płonęło, nie siedziałaby teraz u Nory). Ale na Nokturnie sytuacja mogła być różna, poza tym naprawdę musiała… wytrzymać jeszcze chwilę, zanim pójdzie do Munga.
– Nora? Na ile szybko zdołałabyś przygotować coś wzmacniającego? Tak na wszelki wypadek – poprosiła w końcu, z pewnymi oporami. Ale nie chciała rozszczepić się w wyniku teleportacji.
Wyciągnęła jeszcze z kieszeni marynarki lusterko, chociaż nie po to, by wezwać Dorę. Zamiast tego uniosła różdżkę i zaczęła wprowadzać parę drobnych zmian. Nie modyfikowała wyglądu bardzo mocno, ale na tyle, by nie rozpoznano ją na pierwszy rzut oka – w sposób dobrze już sobie znany, bo nie pierwszy raz miała wpaść do Woodyego jako Annie. Fakt, że zawsze do niego robiła te same zmiany, ułatwiał całą procedurę.
używam umki Potterów, w ramach przygotowania do odwiedzin drugiej kryjówki
Uśmiechnęła się do Nory, kolejny element tego wielkiego oszustwa, kogoś, kto niby miał być silny, a kto omal nie wpadł w panikę, bo na piecu płonął ogień.
- Mam zamiar się teleportować, spokojnie. Nie będę spacerowała po Nokturnie ani niemagicznym Londynie...
Jakby to gwarantowało bezpieczeństwo.
Mogło się w końcu okazać, że Rejwach pełen jest teraz trupów: na samą myśl Brennie zrobiło się niedobrze. Przez moment miała przed oczami Derwina, chwiejącego się na nogach w noc Beltane. Popioły, wypełniające jego mundur, które dostali zamiast ciała. Nie miała żadnej pewności, czy nie teleportuje się prosto na zgliszcza - czy nie znajdzie nadpalonego ciała Woody'ego.
- To dla Thomasa, może uda mi się jeszcze z nim pogadać i samej mu wyjaśnić, ale jeżeli tam będzie coś nie tak… Proszę, pilnuj tego. Tylko on może to zobaczyć. I niech nie przekazuje na razie nigdzie dalej. To może być... bardzo ważne, i chyba tylko on może to rozszyfrować... - poprosiła, wyciągając zza marynarki cenną paczuszkę. Po chwili do jej otępiałego umysłu dotarło także, że powinna zostawić tutaj samą marynarkę, zsunęła więc ją z ramion. Może ta już nie przypominała ubrania, które parę godzin temu Brenna zabrała z mieszkania, ale nie chciała, by ktoś w Rejwachu rozpoznał w niej ubiór brygadowy.
I przy okazji, gdy to zrobiła, uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy to chyba jednak ruchy przychodziły jej z trochę większym trudem niż powinny. Bolało ją kolano, obite przy upadku, siniaki, oparzenia, i gdy się poruszyła, uznała, że nie jest wcale pewna, czy żebra są całe – a chociaż wydawało się, że nie wybuchają nowe pożary (przynajmniej nie na Pokątnej w pobliżu: gdyby coś tu wciąż płonęło, nie siedziałaby teraz u Nory). Ale na Nokturnie sytuacja mogła być różna, poza tym naprawdę musiała… wytrzymać jeszcze chwilę, zanim pójdzie do Munga.
– Nora? Na ile szybko zdołałabyś przygotować coś wzmacniającego? Tak na wszelki wypadek – poprosiła w końcu, z pewnymi oporami. Ale nie chciała rozszczepić się w wyniku teleportacji.
Wyciągnęła jeszcze z kieszeni marynarki lusterko, chociaż nie po to, by wezwać Dorę. Zamiast tego uniosła różdżkę i zaczęła wprowadzać parę drobnych zmian. Nie modyfikowała wyglądu bardzo mocno, ale na tyle, by nie rozpoznano ją na pierwszy rzut oka – w sposób dobrze już sobie znany, bo nie pierwszy raz miała wpaść do Woodyego jako Annie. Fakt, że zawsze do niego robiła te same zmiany, ułatwiał całą procedurę.
używam umki Potterów, w ramach przygotowania do odwiedzin drugiej kryjówki
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.