28.04.2025, 19:59 ✶
Brenna na takie niepowodzenia reagowała zwykle wyrzutami sumienia – i pewnie te miały przyjść później, na myśl o tym, że przez jej nieudane zaklęcie ktoś mógł ucierpieć, nie mówiąc już o tym, że może udałoby się ocalić część dobytku. W tej chwili jednak się nad tym nie zastanawiała, skupiając się na czymś zupełnie innym, a mianowicie na spierdoleniu, aby przypadkiem nie oberwać żadnym płonącym odłamkiem. Nie pozostawiało to miejsca na wiele myśli poza „o kurwa i jasny szlag”.
Podwójna kurwa i jasny szlag, kiedy już podrywając się usłyszała znajomy głos. Ale nawet gdyby chciała się za Atreusem rozejrzeć, i sprawdzać, czy właśnie żaden balkon nie spadał mu na głowę, to dym sprawiał teraz, że naprawdę niewiele widziała, na ślepo rzuciła się więc po prostu gdzieś do przodu. Wyszło połowicznie: na tyle, że zdołała wydostać się z głównej strefy rażenia, ale potknęła się o jakiś gruz leżący na ulicy, znowu wylądowała na ziemi i przetoczyła się po bruku. Tu nabiła guza, tam siniaka, coś trzasnęło, a potem przysypał ją popiół i drobne fragmenty gruzu. Ot, sukces, ale jakiś taki słaby. Osłoniła rękami głowę i przez kilka sekund leżała po prostu zwinięta w kłębek, w uszach wciąż słysząc huk, a jej mózg usiłował dokonać pewnych szybkich rachunków.
Głowa na miejscu, ręce dwie, całe, nogi były, kolana rozbite, ale działające, i chyba żyła.
Uklękła powoli, kaszląc. Rozejrzała się dookoła, ale pośród pyłu i dymu trudno było coś dostrzec. Czy ktoś krzyczał o pomoc albo z bólu?
Zdrajcy, szlamy, spłoniecie, powtarzał dym. Nie brzmiało to jak ofiary, które trzeba ratować.
Dźwignęła się powoli na nogi, machając różdżką, próbując choć trochę rozproszyć dym i unoszący się wokół pył, spoglądając jednocześnie w kierunku, z którego wcześniej nadeszło ponaglenie.
– Kurwa, Bulstrode! – syknęła, rzucając się w jego stronę.
Najwyraźniej kazał się jej ruszać, ale sam jakoś się nie spieszył.
Kształtowanie. Próbuję wytworzyć wiatr, który rozproszy trochę dym i pył – ale tylko w pobliżu Bren, co by przypadkiem nie podsycać płomieni.
Podwójna kurwa i jasny szlag, kiedy już podrywając się usłyszała znajomy głos. Ale nawet gdyby chciała się za Atreusem rozejrzeć, i sprawdzać, czy właśnie żaden balkon nie spadał mu na głowę, to dym sprawiał teraz, że naprawdę niewiele widziała, na ślepo rzuciła się więc po prostu gdzieś do przodu. Wyszło połowicznie: na tyle, że zdołała wydostać się z głównej strefy rażenia, ale potknęła się o jakiś gruz leżący na ulicy, znowu wylądowała na ziemi i przetoczyła się po bruku. Tu nabiła guza, tam siniaka, coś trzasnęło, a potem przysypał ją popiół i drobne fragmenty gruzu. Ot, sukces, ale jakiś taki słaby. Osłoniła rękami głowę i przez kilka sekund leżała po prostu zwinięta w kłębek, w uszach wciąż słysząc huk, a jej mózg usiłował dokonać pewnych szybkich rachunków.
Głowa na miejscu, ręce dwie, całe, nogi były, kolana rozbite, ale działające, i chyba żyła.
Uklękła powoli, kaszląc. Rozejrzała się dookoła, ale pośród pyłu i dymu trudno było coś dostrzec. Czy ktoś krzyczał o pomoc albo z bólu?
Zdrajcy, szlamy, spłoniecie, powtarzał dym. Nie brzmiało to jak ofiary, które trzeba ratować.
Dźwignęła się powoli na nogi, machając różdżką, próbując choć trochę rozproszyć dym i unoszący się wokół pył, spoglądając jednocześnie w kierunku, z którego wcześniej nadeszło ponaglenie.
– Kurwa, Bulstrode! – syknęła, rzucając się w jego stronę.
Najwyraźniej kazał się jej ruszać, ale sam jakoś się nie spieszył.
Kształtowanie. Próbuję wytworzyć wiatr, który rozproszy trochę dym i pył – ale tylko w pobliżu Bren, co by przypadkiem nie podsycać płomieni.
Rzut W 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.