29.04.2025, 02:58 ✶
Kiedy Morpheus pytał ją o te liście i kiedy miały zmienić kolor w okresie jesieni, nie spodziewała się że widziana przez niego wizja mogła stać się rzeczywistością tak szybko. Może nie chodziło same liście, a o podrygujące ogniki i popiół, które padały z nieba. Może chodziło o sam kolor - płomienny pomarańcz, który zwieńczał korony domów i wirował w powietrzu iskrami.
Bała się trochę oczekiwać, że zgotowane im piekło zaraz się skończy i nie potrwa tak długo, jakby odrobina rozluźnienia miała zakończyć się niefortunnie i zaraz się odpłacić. Wierzyła, bo jakżeby nie mogła, że wszyscy przyjaciele i rodzina dadzą sobie radę. Że byli jako tako przygotowani na to, co przyszło do nich podczas Lammas. Ale jednocześnie bała się, że sama mogła niewiele w tym wszystkim pomóc.
Pognała do Brenny, słysząc jej głos - na tyle blisko by nie potrzebowały do tego lusterek i pozwalający z większą łatwością zlokalizować ją na ulicy. Przyśpieszyła nawet kroku, jakby obecność Longbottom tylko dodała jej skrzydeł i pozwoliło nie wywrócić się na nierównych kocich łbach, którymi wyłożona była Ulica Pokątna.
- Oh, na Matkę - szepnęła, zaciskając mocniej palce na rękojeści różdżki, kiedy spojrzenie podniosło się na bijące przed nimi halo płomieni, które właśnie zajmowały się jedną z kamieniczek rosnących przy chodniku. Bardzo chciała obejrzeć sobie brygadzistkę całą, od stóp do głów, żeby zweryfikować czy aby na pewno nic jej nie było i przypadkiem nie została po drodze ranna, ale priorytety dość szybko ułożyły się w jej głowie we właściwej kolejności - skoro przyjaciółka stała na nogach, to znaczy że nie należało jej w tym przeszkadzać i nic poważnego jej nie było. Dlatego Dora uniosła różdżkę, wtórując Brennie w zamiarze wyczarowania strumienia wody, by chociaż trochę okiełznać trzaskające ku górze płomienie.
kształtowanie na strumień wody ◉◉◉○○
Bała się trochę oczekiwać, że zgotowane im piekło zaraz się skończy i nie potrwa tak długo, jakby odrobina rozluźnienia miała zakończyć się niefortunnie i zaraz się odpłacić. Wierzyła, bo jakżeby nie mogła, że wszyscy przyjaciele i rodzina dadzą sobie radę. Że byli jako tako przygotowani na to, co przyszło do nich podczas Lammas. Ale jednocześnie bała się, że sama mogła niewiele w tym wszystkim pomóc.
Pognała do Brenny, słysząc jej głos - na tyle blisko by nie potrzebowały do tego lusterek i pozwalający z większą łatwością zlokalizować ją na ulicy. Przyśpieszyła nawet kroku, jakby obecność Longbottom tylko dodała jej skrzydeł i pozwoliło nie wywrócić się na nierównych kocich łbach, którymi wyłożona była Ulica Pokątna.
- Oh, na Matkę - szepnęła, zaciskając mocniej palce na rękojeści różdżki, kiedy spojrzenie podniosło się na bijące przed nimi halo płomieni, które właśnie zajmowały się jedną z kamieniczek rosnących przy chodniku. Bardzo chciała obejrzeć sobie brygadzistkę całą, od stóp do głów, żeby zweryfikować czy aby na pewno nic jej nie było i przypadkiem nie została po drodze ranna, ale priorytety dość szybko ułożyły się w jej głowie we właściwej kolejności - skoro przyjaciółka stała na nogach, to znaczy że nie należało jej w tym przeszkadzać i nic poważnego jej nie było. Dlatego Dora uniosła różdżkę, wtórując Brennie w zamiarze wyczarowania strumienia wody, by chociaż trochę okiełznać trzaskające ku górze płomienie.
kształtowanie na strumień wody ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.